Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Przyszłość spłonęła, czyli „Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości” Swietłany Aleksijewicz

Jeden z moich ulubionych pisarzy science-fiction i posiadacz błyskotliwego umysłu, Arthur C. Clarke, stwierdził swego czasu, że „każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii”. Jeszcze do niedawna powiedzenie te miało dla mnie konotacje pozytywne, ale po lekturze Czarnobylskiej modlitwy zyskało dla mnie drugie dno. To, co spotkało ofiary Czarnobyla, było od magii gorsze; było to coś zupełnie spoza skraju rozumienia. To coś zniszczyło dla nich czas, pogrzebało przyszłość. Mnie zaś ta lektura zbliżyła niebezpiecznie blisko tego niebytu.

czarno1

Czarnobylska modlitwa to książka trudna w odbiorze – zarówno dla umysłu, jak i dla serca. Pod względem rozumowym trudno jest pojąć to, co się stało. Może i jestem mądrzejszy o wiedzę na temat tego, co się stało. Owszem, mogę z pomocą wujka Google poznać przebieg wydarzeń i podjąć próbę zrozumienia fizycznych zjawisk, które tam zaszły. Wszystkie stronty, rozpady i rentgeny były niczym czarna magia dla ludu, ale moje rozumowanie przerasta człowiek. Zresztą w książce są i wypowiedzi ludzi wykształconych, ścisłych naukowców oraz humanistów; im też rozumu nie starczyło. Gdzieś tam kończą się słowa, zamiera sens. Jak tu pojąć władze białoruskie, które usuwały etykiety z mleka pochodzącego z zakażonych terenów? Które nie zmieniły przykazów dotyczących obsiewów i zbiorów? Jak tu pojąć tak często wspominanego w książce „radzieckiego człowieka”, który bez poważania dla własnego losu pcha się na dach reaktora? Który naraża życie swoje i swoich bliskich, by zachować komunistyczne pozory? Jak tu pojąć…

Mógłbym tak długo. Wiele fragmentów tych relacji wyłącza umysł, odsuwa rozumienie. Czasem można tylko zaobserwować, przyjąć świadectwo.

Zrozumienia mam za to wiele dla tych, którzy właśnie go nie mieli w trakcie tego wszystkiego. Wiele tu relacji osób, które może nie osobiście, ale historycznie czy też społecznie doświadczyło wojen, głodu i innych tragedii. Są to mieszkańcy wsi i miasteczek, którzy próbują przejść do porządku dziennego z tym, co się dzieje. Oni za wszelką cenę chcą zachować swoje dotychczasowe życie, które w wielu przypadkach skoncentrowane było na domu rodzinnym i kawałku ziemi. Wysiedlani siłą wracali nocą ścieżkami partyzantów, by kontynuować żywot taki, jakim był. Mimo kiurów, ostrzeżeń i wbrew władzy. Tu rozum schodzi na dalszy plan, a otwiera się serce. I zostaje zdeptane. Czytając Drogę Cormaca McCarthy’ego potrafiłem się w pewien sposób zablokować. Znieczulałem się na niektóre uczucia. Reportaż Swietłany Aleksijewicz nie dał mi tej szansy. Wiele razy musiałem po prostu przestać czytać. Gdzieś tam kończył się człowiek… a może dopiero zaczynał? Nie wiem. Wiem, że ta książka będzie ze mną długo. Niektóre historie mnie nie opuszczą. Nie będę tu przytaczał przykładów, czułbym się jakbym nadużył czyjegoś zaufania.

czarno2

Jestem pełen przestrachem podszytego podziwu dla Swietłany Aleksijewicz. Za danie świadectwa, za dobór rozmówców, za odpowiednie rozłożenie tych najtrudniejszych momentów i odpowiednie do nich podejście. Może i nie jest to recenzja, a raczej spisany na gorąco zapis wrażeń. Może przez te odczucia patrzę na sprawę mało obiektywnie, ale uważam, że po tę książkę powinien sięgnąć każdy. By przekonać się, czy może umrzeć przyszłość i czy jest coś straszniejszego i piękniejszego niż człowiek.

Dlaczego zacząłem fotografować? Bo nie znajdowałem słów.

Poprzedni

Podcastem ku samorealizacji, czyli zażenowanie z drugiej ręki

Następny

Mroczne alejki ludzkiej wyobraźni, czyli okładkowy odlot

Komentarzy: 23

  1. Moim zdaniem to najlepsza książka naszej nowej noblistki. Jestem dzieckiem Czarnobyla. Mnie ta książka podeptała i wypluła. Bez skrupułów.
    Czytałam dawno temu, a nadal siedzi we mnie zadrą, nadal jej wspomnienie sprawia, że czasem budzę się zlana potem.

    • pozeracz

      Na razie czytałem jedną, ale jestem bardzo mocno zachęcony. Non-fiction było mym zaniedbaniem, ale pani Aleksijewicz chyba przyczyni się do zmiany w tym zakresie.

  2. Powiem, a raczej zwarzywszy na okoliczności, napiszę, że skończyły mi się słowa.
    Miałam w planach ją kiedyś przeczytać, ale wiedziałam, że jest trudna. Miałam, potem zobaczyłam, że jest w promocji i pod postacią książki mówionej (czyta/ła Krystyna Czubówna). Nie chcę dezwawoluować Twoich przeżyć względem lektury, napiszę od siebie, że trząchnęło mną, w dwójnasób. Paradoks, z jednej strony wiem, że byłaby duża szansa, że nie sięgnęłabym po tę lekturę w postaci analogowej, z drugiej- czytanie przez panią Krystynę…
    Książka nie do jednokrotnego użycia.
    Jest wielowartstwowa, jest o czymś więcej niż o Człowieku, o śmierci, o miłości, o bezbronności, o inności, o zmaganiu, o (nie) czułości Świata, o systemach ich trwaniach i upadaniach, o tym co niedotykalne. Jakiś czas temu o niej wspominałam na blogu, nie chcę się powtarzać… Dlatego pozwolę sobie wkleić link. Jeśli nie życzysz sobie sznurka, możesz go usunąć (wiem, że czytasz/ i komentujesz) Listy i [inne] Brewerie dlatego pozwalam sobie wkleić: http://wp.me/p59KuC-Dn )

    • pozeracz

      Wpis czytałem, ale odłożyłem na półkę, gdyż wiedziałem, że sam niedługo będę czytał.

      Ciekawe, czy w formie dźwiękowej nie uderzyłaby we mnie mocniej. Czytanie samemu daje pewną namiastkę obrony. Można odłożyć, można zamknąć, można wzrokiem powędrować gdzie indziej. Zaś wygłoszenie przez kogoś nabiera pewnej ostateczności. Ale to tylko me przypuszczenia.

      Zgadzam się z uwagą o mnogości tematów. Tutaj każda relacja, a czasem i pojedyncze zdanie to wstęp do innego świata.

      • Z mojej perspektywy.
        Na bank (u mnie) było by inaczej.
        Ze względu na:
        a) to o czym piszesz, czyli sposób czytania,
        b) asocjacja/ skojarzenia z p. K.C i jej umiejętności lektorskie.
        Książka to wielowarstwowa wielowymiarowa odpowieść, ze względu na tożsamości rozmówców, na pisanie/ tworzenie jej w czasie, c) własne doświadczenia- osoby czytającej.
        Ciekawie (czuję, że to słowo nie na miejscu) będzie wrócić do niej za lat 10.

        • pozeracz

          Poza przytaknięciem mam jedno pytanie – jakie dokładnie skojarzenia budzi u Ciebie Krystyna Czubówna?

          • To zależy co czyta, ale chodziło mi o to, że robi to profesjonalnie, ponieważ tak jest- dawka wstrząsu jaki doznałam jest podwójna.

  3. Zupełnie zasłużony Nobel, zupełnie niesamowita kobieta. To, co mnie paralizuje wrecz, to siła oddziaływania tej kobiety – ludzie, którzy nie chcą z nią początkowo rozmawiać, po wielu latach sami szukają kontaktu. Prawda, która pokazuje w tych książkach, jeży mi włosy na głowie. „Czasy second hand” mnie zniszczyły. Po pozycje o której piszesz… Moze odważę sie siegnąć. Ale obawiam sie ze mogę owej prawdy nie udźwignąć

    • pozeracz

      Napisałbym, że po „Czarnobylskiej modlitwie” jestem pewnie gotowy na następne jej książki, ale życie pewnie pokazałoby mi figę. Jestem pod wielkim wrażeniem, ale na pewno potrzebuję oddechu. Długiego i głębokiego oddechu.

      • Oddech to zdecydowanie rzecz ważna i potrzebna, Aleksijewicz jest świetna, ale wszystkie jej ksiażki są takie same. Wielokropkoza, zderzenie człowieka z trudną rzeczywistością, relacje raniące serce, mikrohistoria społeczna. Mam zresztą wrażenie, że wszystkie te książki są o tym samym, tylko ludzie, z którymi rozmawia inni.
        Szczygieł zresztą już napisał, że „wszystkie jej reportaże to woda z tego samego kranu, ale nie ma wątpliwości, że to kran, z którego wodę warto pić” 🙂

        • pozeracz

          Bardzo ładnie ujęte. I w zasadzie nie przeszkadza mi, że ta podwalina jest taka sama. Chętnie będę pił tę wodę.

      • Ja mam ochotę wrócić do „Nieśmiertelności” Szczeklika. To było cudowne światełko w tunelu, odtrutka po mrocznych wizjach 🙂 Pokazuje, jak bardzo zmienił się świat w ostatnich dekadach – w pozytywnym sensie. Jeśli nie znasz… bardzo polecam. Szczeklik nie tylko grube tomy o chorobach wewnętrznych pisał, i czuję, że by Ci się spodobał 🙂

        • pozeracz

          O, dziękuję pięknie za polecenie. Ze mnie mizantrop, ale tęskniący za optymizmem, więc dopisuję do listy 😉

  4. Tak a propos prób zrozumienia tego, co zaszło w elektrowni z naukowego punktu widzenia, to polecam książkę „Czarnobyl – zapis faktów” Paula Piersa Reada.

    Pozycja Aleksijewicz wydaj się być ciekawym uzupełnieniem, bowiem ukazuje jak czarnobylska tragedia wpłynęła na życie ludzi, którzy nie brali bezpośredniego udziału w wydarzeniach w elektrowni.

    • pozeracz

      Przeczytałem i wygląda na to, że książka Reada to niezłe uzupełnienie dla Aleksijewicz i vice versa. A może nawet i pewna przeciwwaga.

      Po lekturze zgłębiłem pobieżnie kwestie kontrowersji w sprawie rzeczywistych, mierzalnych efektów tej katastrofy. Nie mi rozstrzygać, kto ma rację, specem nie jestem, ale „Czarnobylska modlitwa” pokazuje, że główną ofiarą była ludzka psyche.

  5. Słyszałam o tej książce od znajomego i muszę przyznać, że chciałam po nią sięgnąć, ale wiedziałam – jest trudna i mogę nie dać rady – mimo wszystko staram się siadać do takich lektur, kiedy i moje życie mnie nie rozpieszcza, kiedy jednak mam lepszy nastrój wolę się nie pogrążać. Twój wpis dał mi jednak do myślenia, bo zdaje się, że są historię, które warto poznać nawet jeśli są ciężkie, właśnie po to, żeby, jak to ująłeś „przyjąć świadectwo”, zdjąć mikroskopijny kawałek ciężaru z czyichś pleców po prostu tym, że znalazło się chwilę, żeby wysłuchać relacji, że na chwilę się zatrzymaliśmy nad tym człowiekiem i zabraliśmy cząstkę jego historii ze sobą.
    Będę musiała poważnie pomyśleć (ponownie) o zapoznaniu się z tą pozycją.

    • pozeracz

      Od podejścia wiele zależy i od tego, jak takie książki oddziałują na czytelnika. Możliwe, że niektóre osoby nie powinny w ogóle po nie sięgać. Możliwe, że czasem uderzenie emocjonalne jest zbyt mocne. Trudno mi przewidzieć, co Ty dla siebie wyciągniesz z lektury. Według mnie warto poczynić ten wysiłek, znieść ten emocjonalny trud.

  6. Zacząłeś wpis cytatem: „…każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii”.
    To co piszesz o książce nie ma wiele wspólnego z technologią. Ani z magią. To są zachowania władz i ludzi. Podobne reakcje występują w przypadkach niezwiązanych z technologią – epidemie, zbrodnie wojenne, klęski żywiołowe.

    • pozeracz

      Możliwe, że nieodpowiednio wyłożyłem o co mi chodzi. Zgadzam się z Tobą, że to władza i ludzie, ludzie u władzy.

      Mi bardziej chodziło o to, że próbowano ludziom tłumaczyć niebezpieczeństwo, wyjaśniać, że nie można siać, jeść, bawić się w piasku, ale dla nich to było to prostu bełkot bez żadnego pokrycia w ich świecie.

  7. Czarnobylską Modlitwę mam od jakiegoś czasu wrzuconą na czytnik i ciągle coś innego do czytanie mi wpada, ale obiecuję poprawę.

  8. Zaczęłam swego czasu czytać „Ostatnich świadków”… trudno było. Tak trudno, że zrobiłam przerwę i od kilku miesięcy nie wracam.

    Kwestia zamiatania problemu pod dywan przez komunistyczne władze przypomina mi niedawną sytuację w Krakowie, gdy zanieczyszczenie powietrza było szalenie wysokie i przebywanie na zewnątrz wręcz niebezpieczne, a władze Krakowa dopilnowały, żeby w regionalnej telewizji zbagatelizowali i zakłamali problem, usuwali wyniki pomiarów z internetu, w tramwajach kazali wyświetlać, że powietrze jest dobre. Byle nie straszyć turystów… Wiem, że nie ma porównania, jeśli chodzi o skalę obu sytuacji, ale do tej pory się zżymam.

    Do Aleksijewicz jeszcze wrócę. Ale na spokojnie. Z rozmysłem i uwagą.

    • pozeracz

      „Ostatni świadkowie” na pierwszy rzut oka mogą zawierać jeszcze większą dawkę uderzeniową. Dzieci, dzieci. Dzieci to trudny temat w takiej literaturze. Dodatkową komplikacją emocjonalną jest posiadanie własnych dzieci.

      O krakowskim smogu słyszał pewnie cała Polska, ale akurat o tych przekrętach nie słyszałem. Cóż, ciekawe jak ze sprawą poradzi sobie Poznań. Tu też smog zaczyna doskwierać.

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén