Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Pogadanka z Piotrusiem Panem, czyli książkowe dzieciństwo

Wspominałem tu już swego czasu, że w dziecięciem będąc nie byłem specjalnie zapalonym czytelnikiem. Byłem jednak uczniem sumiennym i grzecznym, więc lektury wszystkie czytałem. Oprócz tego jednak przez okres szkoły podstawowej miałem tylko pojedyncze rzuty na czytanie czegoś poza lekturami. W mola przepoczwarzyłem się dopiero w liceum. Na blogu zapanował teraz nieco nieformalnie czas Chłopców, więc pomyślałem, że to dobry moment na powrót do czytelniczego pacholęctwa. Innymi słowy: co podobało się małemu Qbusiowi.

maluch1


Pan Samochodzik i Templariusze

maluch2

To właśnie ta książka czytana jako lektura w którejś z klas szkoły podstawowej była winowajczynią pierwszego jakubowego rozbudzenia czytelniczego. Tajemnice, niezbyt niebezpieczne niebezpieczeństwo i do tego niesamowite auto. Czego więcej może chcieć młody bardzo Jakub?

Karolcia

maluch4

Tu do Jakuba przemówiła chyba moc sprawcza karolciowego kamyczka. Któżby nie chciał mieć takiego cudeńka? Nałożył się na to jeszcze pierścień z serialu (bodajże) „Pierścień i róża„, co zaowocowało niezwykle poważnymi próbami tworzenia i przesuwania przedmiotów siłą umysłu. Działo się to gronie kuzynostwa i przysiąc bym mógł, że parę razy się udało!

Kajtkowe przygody

maluch3

Tu przypadek dziwny. Jedna z pierwszym lektur i kompletnie nie wiem, co mnie w niej tak oczarowało. Do dziś trudno mi do tego dojść, ale wiem, że historia pajdy z pieprzem zawsze pozostanie częścią mej czytelniczej inicjacji.

Dzieci z Bullerbyn

maluch5

Może już wtedy młody Jakub wyczuwał, że to mądra książka? Hmm… Pewnie nie. Na pewno jednak przemówił do niego ten obraz cudownego dzieciństwa, który w dodatku okraszony był sporą ilością humoru, który to przemawiał do dziecięcej główki. Kto z resztą nie miał wtedy ochoty zamieszkać w Bullerbyn?

Szatan z siódmej klasy

maluch6

Patrząc z perspektywy czasu, rzecz sprowadza się zapewne do tego, że Jakub młody chciał być niczym protagonista, Adam Ciszewski. Nie dość, że mądry i logiką się posługujący, to jeszcze miał w sobie coś z detektywa! Nie bez kozery już za młody fanem Kojaka i innych Columbo byłem.


Przyznam szczerze, że wpis ten był dla mnie bardzo miłą wycieczką, sentymentem okraszoną. Mimo tego, że czytelnictwo nie usidliło mnie jeszcze wtedy, to widzę, że nawet i bez tego gdzieś tam tliły się jego zaczątki. Bardzo mocno czekam też na to, by śledzić podobne poczynania mych dwóch potomków.

Gwoli ścisłości i blogowego obowiązku przypominam o konkursie, w którym wygrać można najnowszą część Chłopców Jakub Ćwieka, oraz zapraszam na bloga Kota Nakręcacza, który to nakręcił mnie na książkowe wyznania.

maluch7

Nowe książki pachną tak ładnie, że po prostu czuje się po zapachu, jak przyjemnie będzie je czytać. [Astrid Lindgren, Dzieci z Bullerbyn]

Poprzedni

Korzyści z komplikacji, czyli konkurs z Chłopcami 4

Następny

Nawet na studiach można się czegoś nauczyć

Komentarzy: 16

  1. Książki dzieciństwa <3 ja z wczesnego dzieciństwa nie pamiętam za dużo 😀 Te powyższe czytałam, ale zupełnie nie pamiętam w jakim wieku. Pamiętam, że zaczytywałam się w Karolu May'u i serii detektywistycznej Alfreda Hitchcocka 😀

    • pozeracz

      Hmmm… To zależy jak rozpatrywać wczesne dzieciństwo. Wszystkie książki, o których piszę powyżej to okres szkoły podstawowej. A ten akurat pamiętam całkiem nieźle. Ach… Przypomniałaś mi jeszcze jedno cudo, ale z końca podstawówki – serię „Złoto Gór Czarnych”. Niesamowita przygoda z Dakotami.

  2. Za to moją ulubioną serią była Fizia Pończoszanka oraz kultowa „Lassie Wróć”. Nie mogę też nie wspomnieć psychodelicznej bajce „Złoty Most”, bodaj rumuńskiej. I oczywiście „Mały Książę”. Na „Bullerbyn” i „Karolcię” byłam oporna, jakoś nie potrafiłam ich dokończyć…
    A „Piotrusia Pana”, do którego odwołujesz się w tytule przeczytałam dopiero na studiach… I wiesz co? To jest świetna książka dla kobiet. Dla mnie relacje Piotrusia z Wendy były patologiczne, chłopak był po prostu dupkiem , i chociaż fantazja i beztroska dodawała mu uroku w młodym wieku, widziałam go w wieku 35-lat jako wiecznego singla z plamą od musztardy na podkoszulce, odgrzewającego pulpety w mikrofali wśród ogólnego syfu w mieszkaniu. Obawiam się, że tak by skończył, gdyby w końcu stał się dorosłym facetem. Dlatego i w prawdziwym życiu nie warto się za takimi uganiać 😛

    • pozeracz

      Nie bez kozery jest coś zwane syndromem Piotrusia Pana. Dla mnie historia o Piotrusiu Panie jako całość to raczej opowieść o tym, by nigdy nie do końca wyzbywać się dziecka w sobie. Wiem, wiem – faceci to i tak zawsze duże dzieci, ale ja jestem tego w pełni świadom. Ale to co piszesz jest ciekawe z punktu widzenia różnych perspektyw na znane dzieła.

  3. Aj, jakoś cieplej mi się na sercu zrobiło, kiedy dojrzałem okładki tych książek. „Karolcia”, „Kajtkowe przygody”, „Dzieci z Bulerbyn” – czytałem dokładnie te wydania, które prezentujesz. Spośród tych lektur najbardziej w pamięć zapadła mi Karolcia – dla mnie był to utwór niepokojący i tajemniczy, a w dodatku nie mogłem do końca pogodzić się z faktem, że Karolcia utraciła magiczny koralik.

    • pozeracz

      Cieszę się, bo specjalnie właśnie szukałem tych okładek, z którymi sam obcowałem. Smutek na koniec pamiętam, ale niepokoju nie.

  4. „Dzieci z Bulerbyn” to również jedna z moich ulubionych książek z dzieciństwa! W zasadzie chętnie bym po nią sięgnęła jeszcze raz . Po dwudziestu latach to może być ciekawe doświadczenie.

    • pozeracz

      Ja akurat z książkami z dzieciństwa nie mam takich zapędów. Kiedyś chcę za to wrócić do swej licealnej porażki, jedynej nieprzeczytanej lektury, czyli „Chłopów”.

  5. Czy to Ty, Qbusiu, na pierwszym zdjęciu? 🙂 Jaka zagadkowa mina!
    „Karolcia”, „Dzieci z Bullerbyn”, „Szatan z siódmej klasy” – przypomina się beztroskie dzieciństwo… Zaczytywałam się jeszcze w serii o „Mikołajku” (zwłaszcza w „Rekreacjach Mikołajka”, bo najgrubsze i najwięcej w nich było fantastycznego czytania), lubiłam „Stawiam na Tolka Banana” i „Czarny parasol” Bahdaja. Seria o Mary Poppins, o Pollyannie, kultowa „Ania z Zielonego Wzgórza”… Ciągle sobie obiecuję, że wrócę do książek z dzieciństwa i nic z tego nie wychodzi. Chyba zrobię z tej obietnicy postanowienie noworoczne, może wtedy się uda… 🙂

    • pozeracz

      Zaiste, to ja. A mina złowieszcza!

      Jak pisałem powyżej, nie mam zapędów powrotu do tych książek, więc mam pytanie – dlaczego chcesz do nich wracać?

      • Bo wracając do tych książek, wróciłabym – symbolicznie – do dzieciństwa, które, na szczęście, kojarzy mi się z czasem beztroski i radości. A poza tym, te wszystkie książki to po prostu wspaniałe lektury!

        • pozeracz

          Wspaniałe dla dziecka, to na pewno. Ale ciekaw jestem, czy dorosłą osobę też porwą. Czekam na rezultaty!

  6. szerszu

    Moją książka z dzieciństwa jest „Do przerwy 0:1″ Adama Bahdaja. Książka zgodna z moimi zainteresowaniami i godna poświęcenia wtedy tygodnia na przeczytanie 🙂
    Lekturą ze szkoły, którą najlepiej wspominam jest zaś ” O psie, który jeździł koleją”

    • pozeracz

      Ach, o Bahdaju zapomniałem. Też czytałem, też mi się podobało. Była to właśnie jedna z nie tak wielu książek, które czytałem pozalekturowo w czasach podstawówki.

  7. „Dzieci z Bullerbyn” to moja ulubiona lektura z dzieciństwa. „Kajtkowe…” czytałam, ale nie pamiętam, więc chyba nie przypadły mi gustu. Lubiłam za to „Karolcię” i przygody Pana Samochodzika, a oprócz tego książki Bahdaja i mnóstwo innych. 😀

    • pozeracz

      Zazdroszczę nieco tym, którzy czytać zaczęli wcześnie. Zawsze się zastanawiam, ile straciłem.

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén