Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Hit the road Jack, czyli lektury w drodze

Urlop sprowadza myśli na tory urlopowe i utrudnia wpisów tworzenie. Zwłaszcza, gdy pogoda tak świetna pod kątem każdym. Nie chcąc jednak bloga pozostawiać pustego przez tydzień (i bez tego odwiedzin niewiele), postanowiłem napisać o książkach bez wytrącania się z urlopowego nastawienia. Dzisiejszy wpis będzie zatem traktował o książkach, które kojarzą mi się z konkretnymi wyprawami, choć niekoniecznie urlopowymi.

road0

Zanim przejdę do samych książek przyznam zupełnie szczerze – nie każdy urlop Pożeracza jest aktywny czytelniczo. Na każdy, na który tylko się da, książkę zabieram, ale czasem na czytanie nie starcza sił lub czasu albo też obu. Spływy kajakowe odpadają ze względów oczywistych, a wypady nad morze (jak i ten obecny) na lekturę pozostawiają niewielkie okienko wieczorne. Jest ono skwapliwie wykorzystywane, o ile słońcem zmorzone oczy pozwalają. Czytanie na plaży to niemożebność przy dwóch rozbrykanych kopaczo-budowlańcach.

Dużo częściej czytaniu sprzyja droga…

Idiota

Fiodor Dostojewski

road2

Na pierwszy rzut myśli trudno o mniej urlopową niż ta. Choć tu przypadek był jeszcze bardziej drastyczny. Idiota towarzyszył mi bowiem w trakcie jednego z wakacyjnych wypadów pracowniczych, który wyglądał tak: wstawanie o 6 rano, 4 km spaceru, średnio 10 godzin pracy ze szlifierką ręczną, 4 km spaceru z powrotem. Początkowo wypożyczona z biblioteki książka przegrywała ze zmęczeniem, ale potem tak mnie porwała, że kończyłem na tylnym, niewygodnym siedzeniu Renault Espace przy minimalnej widoczności, podskakując na każdej nierówności.

Deep Storm

Lincoln Child

road1

Jak spędzić całonocny przejazd pociągiem do Zakopanego na poślubne wędrówki? Na czytaniu, oczywiście. Świeżo zaobrączkowana małżonka w objęcia Morfeusza szybko się oddała, a małżonek nie zmrużył oka i książkę przeczytał od deski do deski. Powieść ta z kolei jest idealnie urlopowa – lekka, pełna zwrotów i akcji powieść sensacyjna (w lumpeksie zakupiona) z zaskakującym zakończeniem. Lincoln Child zresztą nieźle sobie z takimi radzi – zwłaszcza w parze z Douglasem Prestonem. Polski tytuł to Głębia.

Nauka Świata Dysku

Terry Pratchett, Ian Stewart, Jack Cohen

raod3

Tu znów wyjazd zarobkowy, ale tym razem do Irlandii. W klasowo-licealnej grupce na wariackich papierach wybyliśmy do Dublina jeszcze zanim Polska do UE wstąpiła i parę przygód nas spotkało. W jednym z domów, w których nocować nam przypadło było nieco kryminałów, dzięki którym polubiłem James Pattersona i jego serię z Alexem Crossem, ale za pieniądze zarobione na remontowaniu pewnego domu zakupiłem sobie właśnie The Science of Discworld i przetransportowałem do Polski.

Wypad ten zresztą uzmysłowił mi jak beznadziejne są u nas ceny książek – 15 lat temu przy minimalnie minimalnej stawce po dwóch godzinach pracy mogłem kupić sobie książkę i jeszcze zostawała reszta. W Polsce w tym samym czasie musiałbym pracował w zasadzie cały dzień.


Książek na urlopach i wyjazdach czytałem sporo więcej, ale te na tyle mocno zapadły mi w pamięć, że zawsze z tymi wypadami kojarzyć mi się będą. W przypadku pozostałych nie mam tak wyraźnych skojarzeń. A przy okazji wyszła mi skrócona lista źródeł książek Pożeracza (lumpeks, biblioteka, oryginał) oraz marudzenie na polskie ceny. A teraz zmykam, licząc, że wieczór będzie łaskawy dla Imago Wiktora Żwikiewicza.

Magowie potrafili znieść każdą niewygodę i trud, pod warunkiem że przytrafiały się komuś innemu. [Terry Pratchett, Ian Stewart, Jack Cohen, Nauka Świata Dysku]

Poprzedni

Przyjemności (nie)winne i antypatie do wielkich

Następny

Bezpowrotnie utracona umiejętność albo pochwała wolnego czytania

Komentarzy: 9

  1. Dla mnie wakacje to zawsze był i jest czas na nadrabianie zaległości czytelniczych, na to, co musiałam odłożyć na później, bo studia, teraz praca.

    • pozeracz

      I udaje się te zaległości nadrobić? Czy jednak mimo wszystko i tak zawsze zostaje coś na zaś?

  2. Nawiązując do tytułu posta pozostanę w klimatach amerykańskich i polecę Henry’ego Millera i jego „Klimatyzowany koszmar” oraz kontynuację „Pamiętać, by pamiętać”. Po latach spędzonych na Starym Kontynencie Miller powraca do ojczyzny, przemierza ją wzdłuż i wszerz, czyniąc przy tym wnikliwe i krytyczne obserwacje. Wydaje mi się, że lektura obu książek warta rozważenia, szczególnie jeśli zamierza się spędzić urlop w USA 🙂

    A co do moich wypraw, to całkiem miło wspominam „Abaddón – Anioła Zagłady” autorstwa Ernesto Sábato, który kojarzy mi się z wycieczką na Węgry i powrotem szalonym węgierskim autokarem – przy wjeździe do samego Krakowa (punkt docelowy podróży) padło pytanie zadane kulawą angielszczyzną przez kierowcę: „Is anybody on the board who knows how to get to the train station?”

    • pozeracz

      Co prawda urlop w USA to odległa mrzonka, ale propozycje wydają się intrygujące. Obserwacje inteligentnego osobnika zawsze w cenie, niezależnie od tematu.

      Punktem docelowym wycieczki na Węgry był Kraków? To jakiś Kraków na Węgrzech czy chodzi może o drogę powrotną? 😛

      • „Wycieczka na Węgry i powrót szalonym węgierskim autokarem”

        W tym zdaniu chodziło mi o powrót do Polski 🙂

        • pozeracz

          Wszystko jasne. Były jeszcze jakieś ciekawe epizody poza tym krakowskim?

          • Sama droga była niezwykle interesująca – dość wiekowy kierowca, autobus też nie pierwszej nowości, a styl jazdy, bardzo dynamiczny 🙂

  3. U mnie urlopy są zazwyczaj bardzo obfite w aktywność fizyczną i często książki przegrywają z przyrodą i zmęczeniem. Chyba że dla tej aktywności lecę na drugą półkulę, wtedy nadrabiam w samolocie.
    „Idiota” jest oczywiście powieścią, którą można czytać zawsze i wszędzie. 🙂

    • pozeracz

      W przypadku urlopów środek transportu odpada – pociąg i samochód z potomkami dwoma szans na czytanie nie daje. Były szanse, gdy potomek był jeden, bo był mistrzem spania w ruchomości.

      Co do „Idioty” – zgadzam się, ale też chciałbym wrócić w nieco bardziej sprzyjających okolicznościach.

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén