Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Miłe poszukiwań początki, czyli Literatura na Świecie 11-12/2016

Nie macie ze mną lekko. Najpierw trzy wpisy o teorii literatury, a teraz recenzja poważnego czasopisma literackiego. W ten sposób albo szybko pozbędę się wszystkich czytelników, albo też droga doboru nienaturalnego wyeliminuję jednostki najsłabsze. A tak nieco bardziej serio – przyznam szczerze, że nigdy nie czytałem żadnego czasopisma czysto książkowego. Stwierdziłem, że warto byłoby wzbogacić me czytelnicze zwyczaje, ale nie chciałem działać na chybił trafił ni kierować się opiniami innych. Postanowiłem się zaciągnąć Was na swą wyprawę w poszukiwaniu periodyku w sam raz dla Pożeracza.

Na pierwszy ogień poszła Literatura na Świecie, której numer 11-12/2016 zatytułowany jest Arabowie. To wydawane od 1971 roku czasopismo poświęcone jest literaturze obcej i jest profilowane. Poszczególne numery skupiają się literacko na jednym temacie – może być być pisarz, region, język, kraj czy też problematyka lub nurt literacki. Samą zawartość stanowią zaś tłumaczenia (poezja, opowiadania, nowele, fragmenty powieści), analizy oraz rozmowy głównie powiązane z tematem. Przeczytany przeze mnie numer pokazuje, że są od tego wyjątki, gdyż zawiera dwa teksty z tematyką arabską zupełnie niezwiązane (krytyka tłumaczenia opowiadania Melvilla i analiza bajek z Lailonii Leszka Kołakowskiego). Czasopismo mocno związane jest ze środowiskiem tłumaczy i czasem skupia się na tym temacie (numer 5-6/1996 dotyczył przekładów Fausta), a ponadto przyznawana co roku Nagroda „Literatury na Świecie” mocno przekładem się interesuje. Aktualnie LnŚ wydawana jest przez Instytut Książki, a redaktorem naczelnym jest Piotr Sommer.

Na początek kilka słów o stronie literackiej. Lekturę zaczynałem z zerową znajomością literatury arabskiej, a kończyłem bardzo mocno nią zaciekawiony. Kultura arabska jest niezwykle zróżnicowana, ale wydaje mi się, że dobór tekstów daje w nią dobry wgląd początkowy. Jest tu historia Bejrutu, opowiadania pisane z perspektywy kurdyjskiego urwisa i rozmowa z autorem, który przez jakiś czas należał do Frontu Wyzwolenia Palestyny. Bardzo podobał mi się fragment Upadku Imama Nawal as-Sadawi, w której autorka rozprawia się z fundamentalistyczną muzułmańską wizją pozycji kobiety w społeczeństwie. Powieść zahacza niemal o fantastykę i zawiera całą gamę fascynujących postaci. Na smutny sposób fascynujące były wspomnienia Muhammada Szukriego (Suchy chleb. Powieść autobiograficzna) ukazująca losy autora, który w wieku 11 lat uciekł z biednego domu rodzinnego i żył na ulicach Tangeru. Szukri nauczył się pisać i czytać dopiero w wieku 20 lat, a jego wspomnienia były zakazane w Maroku i innych krajach arabskich. Odrzuciły mnie zaś opisy bestialskiego traktowania zwierząt przez kurdyjskich małolatów, które Salim Barakat umieścił w Żelaznym pasikoniku. Z dużą ciekawością i znajomością tematu przeczytałem zaś artykuł Wall Street occupato! Andrzeja Sosnowskiego, który krytycznie analizuje nowe tłumaczenie opowiadania Kopista Bartleby Hermana Melvilla. Opowiadanie to czytałem jeszcze na studiach i należy do moich ulubionych form krótkich prozy amerykańskiej.

Patrząc na LnŚ całościowo, największą zaletą jest różnorodność. Tematyka arabska to dla mnie nowość i pewnie szybko w te literackie tereny bym nie zawędrował. A były numery poświęcone Joyce’owi, Barthowi, Plath, nowojorczykom, erotyce czy sztucznej inteligencji. Przyznam szczerze, że mam teraz chęć poszukać gdzieś na Allegro albo w bibliotece numerów archiwalnych. Te czterysta stron co dwa miesiące może stanowić źródło pięknego zróżnicowania nawyków. Jedyne, czego mi brakowało pod względem czytelniczym, to nieco większego udziału redakcji. Z radością powitałbym kilka słów wstępu od rednacza albo krytyczne komentarze związane bezpośrednio z zamieszczonymi tekstami i ich autorami. Na końcu napotkać można co prawda „Noty o autorach„, ale w tym miejscu są one mało praktyczne. Nieco irytowały mnie też minimalistycznie poetyckie zachęty do prenumeraty, niby to tylko trzy pojedyncze strony wtrącone między tekstami, ale jakoś wybijały mnie z rytmu. Nijakie wydały mi się też zdjęcia zamieszczone w albumie, ale może to kwestia tego numeru. Biorąc jednak pod uwagę, że na takim papierze jakość nie będzie nigdy powalała, nie przeszkadzałoby mi, gdyby nie było ich wcale.

Początek poszukiwań periodyku Pożeraczowi pasującego uznać należy za udany. Drobne zastrzeżenia dotyczą jedynie strony wydawniczej, ale pod kątem literackim jestem wysoce ukontentowany. Jeśli kolejne czasopisma będą trzymały poziom Literatury na świecie, to będę miał poważny dylemat. Z drugiej strony lepsza klęska urodzaju niż po prostu klęska. Kolejnym etapem poszukiwań będą najprawdopodobniej Teksty drugie.

Mamy kraj ze słów. Mów więc jak najwięcej,
żebyśmy poznali wreszcie kres tej podróży.

[Mahmud Darwisz]

Poprzedni

Kolonialne zapędy genderu, czyli czyli o różnych na literaturę spojrzeniach (część 3)

Następny

Bliskie trójkąty trzeciego stopnia, czyli „Przebudzenie Lewiatana” Jamesa S.A. Corey’a

Komentarzy: 18

  1. Sama bym chętnie zajrzała do „Literatury na Świecie”, kusiło jeszcze od czasów studiów magisterkich, kiedy to dużo mówiliśmy o Piotrze Sommerze i o samym czasopiśmie, o jego nowatorskiej i czasem nawet przełomowej roli dla rynku wydawniczego.

    Zamierzam się wkrótce wybrać do dużej biblioteki, poszukam, czy mają „Literaturę…”, o!

    PS Piszesz, że odstraszasz – świetna metoda na zadziałanie na przekorne umysły czytelników, żeby więcej czytali;p

    • pozeracz

      A cóżcie mówili o Piotrze Sommerze? I cóż to była za przełomowa rola?

      Z tą przekorą to tylko po części prawda. Albo inaczej – zadziała tylko na wybranych.

  2. Kojarzę z biblioteki uniwersyteckiej. Stało niziutko nad ziemią. I jak Ci czytelnicy? Zainteresowali się teorią literatury?

    • pozeracz

      A to trzeba pytać czytelników 😉 Ja żałuję zaś, że się nie zainteresowałem wcześniej.

  3. Leżę i czytam

    Gdy akurat nie czytam książek, czytuję „Książki” 😉
    Podoba mi się, że „LnŚ” jest zorganizowana tematycznie. Muszę poszukać numerów o ulubionych pisarzach!

    • pozeracz

      W mojej lokalnej bibliotece nie ma albo nie umiem korzystać z ich sieciowego katalogu. Może zjawię się osobiście i wypytam ich.

  4. Już prawie zapomniałam o tym periodyku – a kiedyś to było okno na świat. Dziś, gdy mamy tak wiele książek zagranicznych, wydawać by się mogło, że pismo nie jest już potrzebne – ale moim zdaniem w tym oceanie prozy, jakie zapewnia wolny rynek wydawniczy przydałby się rzetelny przewodnik, który by podpowiadał, po co warto sięgnąć, na co zwrócić uwagę.

    • pozeracz

      Problem z tym oceanem prozy jest taki, że jest on w większości homogeniczny. Dominuje to, co jest tłumaczone z języka angielskiego. Jest kilka silnych literatur nieco bardziej egzotycznych, ale to głównie epizodycznie. Nie wspominając już o tym, że króluje kultura popularna.

  5. Numery archiwalne LnŚ to chyba jeden z moich stałych antykwarycznych zakupów/wynalazków (czasami biblioteki się ich pozbywają), a że sporo tam było o literaturze czeskiej… 😉 No i format był nieco mniejszy, więc poręczniej się z nią wędruje :-). Natomiast „Teksty Drugie” to zupełnie inna bajka, jest nieco bardziej teoretycznie, ale myślę (po trzech wpisach teoretycznoliterackich), że powinny Ci się spodobać :-).

    • pozeracz

      O, o. Antykwariat to też dobry pomysł. Muszę rozejrzeć się po okolicznych.

      „Teksty drugie” rzeczywiście teoretyczne mocno z tego, co widzę. Przydałoby się połączenie obu. Albo czytać oba. Tylko skąd czas brać?

      • W moich zwykle jakieś egzemplarze są, poobserwuj też w bibliotekach, one się czasem tych starszych pozbywają. I jasne, niekiedy radość z nich jest mniejsza, bo to, co w starej LnŚ przedstawiane jako cymes we fragmencie, zdążyło się w ciągu lat ukazać, ale mimo wszystko radość z czytania pozostaje :-).

        Na szczęście można czytać po kawałku, w każdym razie ja tak to praktykuję. Po artykule, co jakiś czas — robią się zaległości, ale z drugiej strony jeśli nie ma potrzeby bycia aż tak bardzo na bieżąco, to i nie wpada się z tego powodu w panikę ;-).

        • pozeracz

          Tak, czytanie krok po kroku to ratunek. Ja zawsze wożę ze sobą jakieś czasopismo (ostatni głównie Pixel), by móc czytać w chwilach zbyt krótkich na książkę.

          Ciekaw jestem też, ile z tych fragmentowych całości zostaje wydanych.

          • Sądząc już po tych pierwszych numerach z lat 70. i 80. — trochę zostaje :-). Tyle że pozostaje pytanie: po jak długim czasie? 😉

          • pozeracz

            Z perspektywy dnia dzisiejszego, czas nie jest aż tak ważny, ale ogólnie pytanie to ciekawe.

            Informuję też, że już napotkałem antykwariat ze sporą kolekcją numerów z lat 80-tych.

  6. czytankianki

    Mam ten numer i też liczę na to, że choć jeden autor doczeka się u nas wydania książki.
    Potwierdzę zdanie Pyzy – można doczekać się przekładu, ostatnio po ok. 1,5 roku od zajawki w LnŚ pojawił się w pełnej wersji Green, Potocki, Gadda. Nie jest źle.;)

    • pozeracz

      Całkiem niezły wynik. Na wszystkie tytuły pewnie nie można liczyć, ale przy stanie rynku wydawniczego nie ma co się dziwić.

      • czytankianki

        Dorzucę jeszcze kilka nazwisk: Jergovic, Csath, Grendel, Toth.
        Obawiam się tylko, że np. autorzy arabscy będą mieli mniej szczęścia.

        • pozeracz

          Czas pokaże. Ciekawe i pozytywne jest to, że wspomnianych przez Ciebie autorów wydają różne wydawnictwo, czyli z różnorodnością aż tak źle nie jest.

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén