Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Magicznym palcem od Shire do Dziesięciu Olch, czyli mapy w fantasy

Niedawno blogowo zastanawiałem się nad kwestią ilustracji w literaturze, ale poniekąd wyłączyłem z tych rozważań fantasy. W książkach z tego gatunku nadal da się dość regularnie natrafić na takie ozdoby. Jednak nie zwierzyłem się z pewnej swej sentymentalnej słabości. Otóż od początków swych przygód w wyimaginowanych światach zawsze miałem predylekcję do map. Zaczęło się od tej narysowanej przez J.R.R. Tolkiena na potrzeby Władcy Pierścieni i to chyba za jego sprawą me zauroczenie było z początku tak intensywne.

mapy fantasy

Mapa Śródziemia z notatkami Tolkiena

Skąd ta słabość? Sam do końca nie wiem. Możliwe, że duża zasługa w tym tego, jak skutecznie proza Tolkiena przeniosła mnie do wykreowanego przez niego świata. Nigdy o tym tak nie myślałem, ale może to właśnie ta kartograficzna perełka wspomogła mą immersję. Skrupulatnie śledziłem kroki rozrastającej się kompanii. Gdy sięgałem po kolejne książki fantastyczne, zawsze byłem rozczarowany brakiem mapy. Jeśli zaś udało mi się ją znaleźć, po zakończeniu danego fragmentu lub napotkaniu nowego miejsca, wracałem choćby na moment do mapy. Możliwe, że przyziemny pożeraczowy umysł wymagał takiej fikcyjnej konkretyzacji, takie artefaktu wspomagającego udawany realizm. Co ciekawe – fascynacja była wyłącznie bierna i nigdy jakoś nie rysowałem własnych map fantastycznych światów.

Chciałem poszukać dla Was jakiś bardziej konkretnych danych, ale nie było to zbyt łatwe. Za pierwszą fantastyczną mapą umieszczoną w dziele literatury pięknej uznaje się tę stworzoną przez Tomasza Morusa na potrzeby Utopii. Za jedną z ważniejszych, a poprzedzających Tolkiena, uważa się zaś tę ilustrującą Wyspę skarbów Roberta Louisa Stevensona. Autor ponoć stworzył ją po to, by zająć czymś swojego pasierba. Oczywiście, nie każdy autor literatury fantastycznej tworzy mapy sam (ciekawym przypadkiem jest mapa Miguela de Cervantesa Saavedry stworzona na potrzeby ilustrowanego wydania Przemyślnego szlachcica Don Kichote z Manchy z 1780 roku), a niektórych nie interesuje to w ogóle. W sieci znalazłem informację, że 33% książek fantasy zawiera mapy, ale wyliczenia te nie były poparte żadnymi źródłami ni objaśnieniami.

mapy fantasy

Drzeworyt z Utopii Morusa

Nim skończę me wynurzenia mam jeszcze drobną uwagę powiązaną z powyższym – każda powieść fantasy potrzebuje mapy, a w niektórych zdają się być niezbyt potrzebne. Clay Anders w artykule na BookRiot dla przykładu porównuje mapę Śródziemia z mapą z Imienia wiatru Patricka Rothfussa. We Władcy Pierścieni bohaterowie ruszają w podróż, w której topografia odgrywa niepoślednią rolę – w końcu łańcuchy górskie i rzeki bywają tu kluczowymi przeszkodami. Mapa pozwala zobaczyć na przykład, dlaczego drużyna wybiera drogę przez Morię. Z kolei w pierwszej części cyklu Rothfussa mapa nie przydaje się w zasadzie do niczego, bo większość akcji odbywa się w dwóch położonych bardzo siebie miejscach. Przypadek ostatni mógłby być przyczynkiem do dyskusji o relacji autor-wydawca, bo ponoć ten brodaty fantasta z mapami nie przepada.

Ale dość marudzenia, pora na mapy, pora na wysokie rozdzielczości. Poniżej znajdziecie mapy może nie najbardziej oryginalne i najpiękniejsze, ale te dla mnie ważne.

  ☙ 

mapy fantasy

Śródziemie, J.R.R. Tolkien

mapy w fantasy

Ziemiomorze, Ursula K. Le Guin

mapy fantasy

Świat Dysku, Terry Pratchett, rys. Stephen Player

mapy fantasy

Siedem Miast, Imperium Malazańskie, Steven Erikson, rys. Neil Gower

mapy fantasy

Malaz, Noc Noży, Ian C. Esslemont, rys. Neil Gower

mapy fantasy

Stumilowy Las, A.A. Milne, rys. E.H. Shepard

  ❦

Chciałem tu jeszcze sentymentalnie dołączyć z powodów sentymentalnych papierową mapę dołączaną do pudełkowego wydania gry Baldur’s Gate (mój pierwszy oryginał, rok 1998), ale nie znalazłem nigdzie ładnego zdjęcia. Ale może kiedyś o pikselowych mapach zrobię sobie osobny wpis. Wpisu nadszedł kres, więc pora na obowiązkową część… pytania. Jakie macie podejście do książkowych map? Macie swoje ulubione?

Mogę końcem paznokcia przyciskać wulkany,
bieguny głaskać bez grubych rękawic,
mogę jednym spojrzeniem
ogarnąć każdą pustynię
razem z obecną tuż tuż obok rzeką.

[Wisława Szymborska, Mapa]

Poprzedni

Witam i zapraszam na dno, czyli „Elementarz Polski dla Polaka i Polki z Polski” Bolesława Chromrego

Następny

Czułość neurotyczna, czyli „Pasujesz tu najlepiej” Mirandy July

Komentarzy: 26

  1. Basia

    W Opowieściach z Narnii były bardzo ładne mapy.

  2. Przyznam, że mapy w fantasy, mimo że dość bezpardownowo wyśmiewane, wydaja mi się raczej niezbędne.

    Jest to dość oczywiste (jak zauważyłeś), w przypadkach gdzie bohaterów czeka quest grupowy, a także w tych, gdzie mamy kilku bohaterów poruszających się po świecie niezależnie, żeby jakoś sobie zwizualizować, gdzie właściwie znajdują się względem siebie. Bo co mi z tego, że autor napisze, że miasto X jest 200 mil od lasu Y. Ja takie rzeczy zapominam w chwile po przeczytaniu, a jeszcze na głowę nie upadłam, żeby notatki robić. A na mapę wystarczy rzucić okiem i już wiadomo, czemu do spotkania dojść nie mogło.

    Nawet w tych przypadkach, kiedy mapy są zbędne, bo bohaterowie siedzą na tyłkach w jednym miejscu, miło jednak taka mapę zobaczyć. Nie wiem jak inni, ale mi osobiście wtedy łatwiej osadzić opowieść w kontekście (u takiej Gromyko na przykład bohaterka porusza się co prawda po sporym terenie, ale ponieważ nie ma konkretnego celu – ot tak jeździ w poszukiwaniu zarobku – argument questowy można łatwo obalić. Jednak autorka ciągle wspomina o byłej wojnie z tym sąsiadem, napięciach z tamtym, a sojusz z owym to dziwny w ogóle, boć ów daleko jest. Chciałabym móc sobie tych wszystkich sąsiadów łatwiej zwizualizować :/ ). Ot, takie mam skrzywienie.

    Acz jest jedna seria, w której mapa jest IMO najbardziej zbędna mapa fantasy ever. To „Strzała Kusziela” Carey. Jest to bowiem mapa Europy, a nazwy krajów i regionów kojarzą się z nazwami nam znanymi, np. Albion leży na Wyspach Brytyjskich. Co wewnętrznie ma sens (bo to po trosze taka magiczna historia alternatywna), ale autorka opisuje geografię tak sugestywnie, ze mapki można było sobie darować.

    • pozeracz

      To prawda – nie każdy ma głowę, ni też chęć wyobrażać sobie kartograficzne zawiłości fabuły. A mapa na pewno tu pomaga. Przyszedł mi to głowy jeszcze jeden wariant potrzebności – geopolityka. Czasem dane królestwo czy też miasto może być bardzo ważne ze względu na położenie albo np. bliskość do ważnego szlaku handlowego.

  3. Trochę mi się odsunęła wizyta w czasie, ale już jestem. Na kanapie, z laptopem, kubkiem kawy i podgrzewaczem z kudłatego psa 😉

    Nie czytam zbyt wiele fantastyki, ale nie raz natknęłam się w książkach na mapy. Czasem właśnie takie wyimaginowane, mapy nieistniejących miejsc, czasem całkiem realne, choć mocno zdezaktualizowane ( mam na przykład książkę o historii Rumunii – pisałam kiedyś esej o Draculi, tym powieściowym i historycznym – w której są średniowieczne mapy). Lubię kiedy wklejka książki jest mapą, zdarza się to nawet w reportażach, a w fantastyce, tak jak to opisujesz ma wybitne znaczenie, bo tworzy dodatkową iluzje realności. Do tego te mapy są nie raz tak szczegółowe i estetycznie wykonane – no bajka.

    Zaskoczyły mnie rozmiary „mapowania” – jedna trzecia książek fantasy. Wygląda na to, że to prawie nieodłączny element takich historii.

    Na marginesie, po przeprowadzce, ale jeszcze przed planowanym na wiosnę remontem, zamaskowałam najbrzydszą ścianę pewną mapą po tacie. Campingowa mapa Polski z lat 70. Podział administracyjny już dawno nieaktualny, papier wyblakły, ale co za różnica 😉 Najciekawsze jest to, że się odkształciła. Nie dało się jej wyprasować i wybrzuszenia są mocno widoczne. Tym sposobem mamy łańcuch górski w Wielkopolsce. Magia map ;D

    • pozeracz

      Ciekawym aspektem współcześnie jest to, że mapy stały się po części przeżytkiem – przynajmniej w takim codziennym użytkowaniu. Poruszanie się po mieście, między miastami czy gdzieś za kraju granicami zdominowały GPSy i inne Google Maps. Ja pamiętam zaś, jak lubiłem być pilotem z atlasem drogowym, który śledził mijane miejscowości i próbował określić, gdzie my właściwie jesteśmy. Teraz zaś mapę w dłonie bierzemy familijnie głównie w Tatrach, gdy to telefon na nic się nie zda.

      A mapy są jeszcze bardzo urokliwe w książkach dla dzieci.

      • Dokładnie. To nie są dobre czasy dla map. Dziś jeśli już je mamy, to raczej dla ozdoby. Ja mam w domu tę o której wspominam, plus świetną mapę świata z magazynu „National Geographic” oprawioną w wielką ramę i jeszcze jedną stylizowaną na bardzo starą mapę obu półkul Ziemii ze sklepu z taniochą. Czasem miło zatopić wzrok w tych obrazach.

        Podziwiam Twoją orientację w terenie. Bycie pilotem to nie łatwa sprawa. Ja się gubię nawet ze wspomnianą google maps na smartfonie (ostatnio w Londynie błąkałam się po nocy, to nie było zabawne). Zazdroszczę tych wycieczek w góry – już kiedyś pisałam. Kiedyś się wybiorę. Może przypadkiem spotkamy się na szlaku ;D

        • pozeracz

          Mapy zdecydowanie mają coś w sobie. Zawierają taką podświadomą sugestię, że można tam dotrzeć. Kiedyś może się uda. Ja mam też słabość do Google Maps, ale za sprawą funkcji Street View. Lubię czasem powędrować po miastach przeróżnych.

          Pilotowanie auta to nie taka trudna sprawa dla mnie. Ale zawsze miałem problemy z orientowaniem się w trakcie wędrówek grzybiarskich po lesie. Może to przez to, że wtedy akurat tata zawsze pilnował azymutu, a ja po prostu szukałem. W miastach problemów nie mam.

  4. Pamiętam, jak w dzieciństwie matka podsunęła mi „Hobbita” – sprawdzanie na mapie postępów podróży bohaterów i zastanawianie się co jeszcze ich czeka po drodze było niebywałą atrakcją. Później oczywiście sięgnąłem po „Władcę Pierścieni” i było podobnie. I później na fali lektur i gier fabularnych narysowaliśmy z rodzeństwem od cholery map i mieliśmy cały swój świat fantasy opracowany 😀

    Ta mapa Świata Dysku wklejona wyżej była wydana w bardzo dużym formacie w formie książeczki, w której był też wywiad z jakimś kartografem, który ją projektował. Dostałem ją kiedyś na gwiazdkę, co ciekawe na długo przed tym jak zacząłem czytać Pratchetta 🙂 z bratem nawet zaczęliśmy pisać, mocno zainspirowani opowieściami o Odyseuszu, historię drużyny bohaterów-odkrywców, która wypłynęła w rejs z tych wysp najbardziej na północy. Dotarliśmy do miejsca zwanego KU 🙂

    Z drugiej strony mój ulubiony cykl fantasy, Czarna Kompania, mapy jest pozbawiony (choć inny cykl tego autora, Imperium Grozy, mapę posiada) i po namyśle stwierdzam, że jest to uzasadnione. Bohaterowie trafiają do miejsc wcześniej sobie nieznanych, czemu więc mielibyśmy wiedzieć więcej od nich. Tak jak oni nie wiemy, co nas czeka w dalszej drodze. U Tolkiena jednak wiedzieli, przynajmniej pod względem geograficznym…

    Gdy byłem młodszy, czytałem bardzo dużo fantasy i bardzo za nim tęsknię. Niestety, nie mogę się przekonać do żadnej pozycji, po którą od czasu do czasu sięgam. Próbowałem „Malazańskiej Księgi Poległych”, zachęcony faktem, że autor inspirował się Czarną Kompanią, ale, nomen omen, poległem :/ nie przepadam po prostu za fantasy epickim, a większość taka jest – imperia, królestwa, stare rody, potężni magowie etc. A Czarna Kompania była po prostu o bandzie trepów, którzy o wyżej wspomniane rzeczy tylko się ocierali. A czytelnik wiedział tyle co oni, nie był zasypywany masą informacji o świecie, co dla niektórych było wadą.

    • pozeracz

      O, właśnie. Tu poruszyłeś ciekawy aspekt, o którym ja nie pomyślałem. Chodzi o samą możliwość istnienia takiej mapy. Jeśli mamy do czynienia z jakimś potężnym imperium, istniejącym od lat, to istnienie map wydaje się oczywiste. Ale jeśli mamy wyprawy do nowych, innych światów czy też inne alternatywno-wymiarowe hocki-klocki, to istnienie mapy byłoby raczej podejrzane. I inna sprawa – ciekawe, czy zdarza się splecenie mapy z fabułą. Na przykład: bohaterowie w połowie książki odnajdują mapę i właśnie wtedy pojawia się ona fizycznie w książce.

      Ja zaś „Malazańską…” pokochałem właśnie za ten ogrom, szczegóły i epickość. Choć ta epickość, początkowo zwłaszcza, prezentowana była z maluczkich perspektyw.

      • Dochodzi też kwestia, że pisarz nie ma obowiązku wymyślać od razu całego świata.

        • pozeracz

          A to prawda. Metodologia bywa różna. No i nie pomyślałem o tym: sporządzenie mapy może zamknąć pewne drogi fabularne. Ciekawe, ilu autorów stało się zakładnikami takiej mapy – choćby w jakiś drobiazgu.

  5. Ale dlaczego tylko fantasy? Mnie przydałaby się na przykład mapa amerykańskiego miasteczka z przydatkami w czytanym niedawno horrorze. Bo opisy opisami, ale miło by było zobaczyć ile bohaterowie mieli do przejścia lub przejechania na rowerach 🙂

    • pozeracz

      Hmm… Podsunąłeś mi ciekawą myśl, nieco zbliżoną do powyższych. Ciekawe, w ilu przypadków rozrysowanie mapy ukazałoby, że dane miasteczko to jakiś planistyczny potworek albo że niektóre fragmenty nie trzymają się kupy.

      • Wspomniany przeze mnie kartograf, autor mapy Świata Dysku, mówił, że miał problemy, gdy autor napisał, że w jakimś tam miejscu były góry, czy coś takiego, a w tym konkretnym miejscu góry ni cholery nie miały prawa się znaleźć. Tu jednak fantasy bywa pomocne – wszystko da się wyjaśnić magią 😉

        • pozeracz

          O! I kolejny aspekt. Nawet nie pomyślałem, że przecież geologia też się rządzi swoimi niezbywalnymi prawami. Owszem, można wszystko tłumaczyć bóstwami, kataklizmami i innymi magiami, ale pewnie dochodzi do sytuacji, że różne wpadki kartograficzne pozostają bez takich tłumaczeń.

  6. Ha, przyznaję, że i w moim przypadku bardzo ważnym elementem lektury książki, w której kluczową rolę odgrywa podróż, jest śledzenie jej postępów za pomocą mapy (jeśli oczywiście autor i wydawca nas takowymi obdarzyli). Ale ja również nie potrafię wyjaśnić tej potrzeby. Może mapa to dodatkowe wsparcie dla wyobraźni – w sumie na podstawie ukształtowania terenu, zalesienia, położenia rzek i jezior, lokalizacji miast, itd. można sobie wykreować znacznie więcej niż tylko na podstawie „suchego” opisu.

    • pozeracz

      Aż zacząłem się zastanawiać, czy ktoś to może badał naukowo albo rozważał jakoś szerzej.

  7. Lucek

    Mnie najbardziej brakuje kompleksowych map (nie takich w kawałkach) zwłaszcza dwóch światów: wymienionego przez Ciebie Malazanu oraz „polskiego” Meekhanu. Mapki w Meekhanie są szczególnie ubogie i brakuje wielu detali/miejsc do których odnosi się fabuła i należy się domyślać, gdzież to mogłyby się znaleźć.
    Oczywiście mapka całego, bardzo rozległego świata na wewnętrznej stronie okładki byłaby raczej nieczytelna ze względu na skalę – ale po prostu chciałbym mieć całość na jednej mapie w kiedy potrzebowałbym detali, dopiero sięgnąłbym po mapy o mniejszej skali.
    O ile w przypadku Malazanu jest trochę lepiej a i twórczość fanów w internecie trochę pomaga, tak w Meekhanie już słabo…

    • pozeracz

      To prawda. Sam (pod)tytuł cyklu sugeruje, że akcja dzieje się na pograniczach Imperium, a do tego mapy odgrywają ważną rolę w fabule. Może z czasem ktoś wystara się o jakieś wydanie kolekcjonerskie z mapami?

      W przypadku Malazanu problemem dla mnie z kolei był raczej brak dobrej mapy zbiorczej – takiej pokazującej wzajemne relacje kontynentów. Fani rzeczywiście takie robią, ale to jednak nie to samo.

      • Lucek

        Tak, jak napisałeś. Na przykład w cyklu o Ziemiomorzu była taka mapa pokazująca cały świat oraz wzajemne ulokowanie poszczególnych krain. To mocno ułatwiało – zwłaszcza w momentach, gdy bohater żeglował po świecie to tu, to tam. Zarówno w Malazanie jak i w Meekhanie takiej mapy pokazującej cały świat mi brakuje – o ile w przypadku cyklu polskiego on jeszcze powstaje – a więc i geografia nowych krain może ulegać ewolucji tak Malazan jest generalnie zamknięty i nic nie przeszkadzało zrobić oficjalną mapkę na zakończenie.
        Może to takie lekko aroganckie podejście w stylu Sapkowskiego – jak ktoś chce coś poznać, to niech się wysili i nie będziemy, na przykład, podawać przypisów 🙂

        • pozeracz

          No tak… Problemy zaczynają się, gdy przybywa kontynentów lub gdy bohaterowie zaczynają żeglować albo też np. teleportować się.

  8. Beatrycze

    Ja mapy lubię niezależnie od tego, czy potrzebne są do śledzenia wędrówek bohaterów, czy nie.
    Natomiast irytują mnie strasznie prostoliniowo albo gorzej – zbiegające się pod kątami prostymi pasma górkie. Tak skrzywdzono cykl Wegnera o Meekhanie.
    Poza tym mapy pomagają sobie bez czytania wyrobić wstępną informacje o książce – jak widzę nazwy w stylu: „Mgliste bagna”, „Góry Szare”, „Szmaragdowe morze” albo jakieś kiczyki radosne w rodzaju „Puszczy Mrocznych Cieni” w nowo wydanej książce fantasy, to mam już potawy sądzić, że raczej nie ma co liczyć na choćby cień nowatorstwa ;P

    • pozeracz

      O, kolejny ciekawy element powiązany: nazewnictwo. Nazwy to bardziej część świata przedstawionego niż samej mapy, ale i tak ten aspekt rzeczywiście często wiele mówi.

      A i w kwestii pierwszej: patrząc z pewnego oddalenia, Meekhan rzeczywiście wygląda na geograficznie uproszczony nieco.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén