Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Klątwa ciekawych czasów, czyli „Punkty zapalne” Jerzego Borowczyka i Michała Larka

Szeroko pojęty okres przedświąteczny wydaje się niezbyt trafionym czasem na czytanie wywiadów, które skupiają się na globalnych i lokalnych zagrożeniach. Ja jednak mam słabość do dychotomii, więc odpowiada mi kontrast czasu rodzinnego wytchnienia i wspomnianej tematyki. Zresztą w pewien przewrotny sposób względna sielanka czasu świątecznego podkreśla to, jak wiele szczęścia mamy, że żyjemy akurat tu (i teraz). A na poziomie bardziej przyziemnym – książkę tę wygrałem w konkursie na God save the book, więc i do ducha gwiazdkowego pasuje.

Zgodnie ze przytoczoną we wstępie anegdotą wszystko zaczęło się od mapy, na której panowie Borowczyk i Larek chcieli oznaczyć tytułowe punkty zapalne. Okazało się, że jest ich tak wiele, że bez pomocy się nie obejdzie. Właśnie stąd właśnie pomysł na rozmowy z osobami, które mogą pomóc to, co dzieje się w Polsce i na świecie. Autorom udało się namówić na rozmowę całkiem ciekawe osoby – fotoreporterów, reportażystów, polityków, a nawet i szpiega. Mieszanka ta jest o tyle wartościowa, że pozwala skontrastować opowieści z samego środka punktów zapalnych z analizami o globalnej perspektywie. Trochę brakuje mi tu interlokutorów spoza Polski, a więc innych perspektyw, ale rozumiem, że takie było założenie. Może w kolejnej książce?

Z powodów oczywistych tekst niniejszy nie może być standardową recenzją – nie mam jak rozwodzić się nad stylem ani też narzekać na mało realistyczną konstrukcję postaci. Podzielę się po prostu kilkoma obserwacjami i przemyśleniami. Największą zaletą dla mnie była wspomniana różnorodność. Owszem, wszyscy rozmówcy pochodzą z Polski, więc i perspektywa jest w pewien sposób ograniczona, ale równoważy to szeroki zakres doświadczeń i osobowości. Ciekawie jest zestawić ze sobą analityczne spojrzenie Aleksandra Smolara i Adama Rotfelda z bezpośrednim niemal zaangażowaniem Pawła Smoleńskiego czy Krzysztofa Millera. Oczywiście, czytanie o niebezpiecznych i dramatycznych sytuacjach, w których udział brali fotoreporterzy i dziennikarze, jest bardziej atrakcyjne, ale skompilowanie obu stopni oddalenia daje pełniejszy obraz. Tej kompletności sprzyjają także różnice zdań, na przykład zestawienie euroentuzjazmu z eurosceptycyzmem oraz pesymistycznych (albo niemal histerycznych) wizji przyszłości z tymi ostrożnie optymistycznymi.

Chris Niedenthal (w książce wspominany)

Autor: Chris Niedenthal (w książce wspominany)

W części recenzji, które czytałem na świeżo po premierze, narzekano na wybór Ludwika Dorna na rozmówcę, a mi dużo bardziej zgrzyta Vincent V. Severski. Jest to postać atrakcyjna i bardzo „medialna”, ale mi zupełnie nie pasuje do świata faktu. Sam w wywiadzie mówi o tym, że szpiedzy są tymi, którzy wiedzą najwięcej i czasem jako jedyni znają prawdę. Owszem, ale te fakty i prawdy wykorzystywane są niejako wewnętrznie, a przecież dezinformacja jest jedną z ważniejszych ich narzędzi. Mówiąc prościej: ma wrodzona nieufność do zawodu szpiega czy wywiadu w ogóle sprawia, że z wywiad ten odczytywałem bardziej jako fikcję. Zresztą ciekawym kontrapunktem są tu refleksje Piotra Andrewsa na temat tego, do czego i przez kogo (m.in. służby wywiadowcze) były wykorzystywane jego zdjęcia. Rozmowa z Ludwikiem Dornem traci głównie na tym, że dotyczy głównie polskiej polityki, której większość ma dość. Jeśli zaś na tę krajowy grajdołek patrzy się choćby z chłodną ciekawością, to wcale nie jest tak źle. Ale może przemawia przeze mnie sympatia do Szekspira (którego polityk chwali) oraz tłumaczy.

Choć Punkty zapalne to książka, która prezentuje poglądy zróżnicowane, to mimo wszystko optymizmu w niej niewiele. Rozmówcy są na to zbyt inteligentni. Inteligentny czytelnik zaś skorzysta na lekturze tego zbioru rozmów, gdyż doda kilka ciekawych punktów widzenia na tę niezbyt kolorową rzeczywistość, która nas otacza.

Prędzej czy później cmentarze są pełne wszystkich. [Terry Pratchett, Panowie i damy]

Poprzedni

Jadowita dwuznaczność fikcyjna, czyli „Żywoty urojone i inne prozy” Marcela Schwoba

Następny

Nie dać się oszukać, czyli „Fool Me Once” Harlana Cobena

Komentarzy: 5

  1. Biorąc pod uwagę niedawne wydarzenia w Berlinie pokazuje, że każdy czas jest dobry na to, by czytać o zagrożeniach. Okres świąteczny to jedynie okres, w którym staramy się zapomnieć o tym nieprzyjemnym temacie, ale nie zawsze można od niego uciec.

    A sama publikacja bardzo, bardzo ciekawa, chociaż na tyle, na ile wspomniałeś, wydaje mi się ona niekompletna. Ciekawa byłaby próba skorelowania wspomnianych punktów zapalnych, znalezienie wspólnych płaszczyzn (np. występowanie surowców naturalnych, działalność „pokojowa” armii amerykańskiej, strefy wpływów mocarstw, itd., itp.) Samo wskazanie miejsc, gdzie rozgrywają się dramaty w niczym nie pomoże, by w jakikolwiek sposób spróbować im zapobiec.

    • pozeracz

      Te punkty zapalne stanowią tylko punkt wyjściowy do rozmów. Czasem pada bezpośrednie pytanie o to, które miejsca na świecie są teraz zwłaszcza podatne na niepokoje, ale odpowiedzi padają pogłębione.

      A już próba zapobiegnięcia to zupełnie inna para geopolitycznych kaloszy. Część z tych problemów ma rozwiązania bardzo proste teoretycznie, ale wszystko rozbija się o praktykę.

  2. A ja w okresie świąt zabrałam się za Depesze. Też świątecznie, bardzo. A to zdjęcie Niedenthala ostatnio omawiałam ze studentami.

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén