Zainspirowany pozytywnym odzewem na wyszperane niedawno piękne wydania kolekcjonerskie od Barnes & Noble oraz własnym zachwytem nad nimi postanowiłem przyłożyć swe oko do okładek. Mógłbym co prawda z pomocą wujka Google’a wyszukać przeróżne zestawienia i powybierać własnych faworytów, ale postanowiłem ograniczyć się do okładek, z którymi sam zetknąłem się czytelniczo. Poniżej znajdziecie więc w pełni subiektywny przegląd ulubionych okładek Qbusia.
Kategoria: Wyliczanki Strona 13 z 14
We wpisie Kurs podyplomowy, czyli co po Potterze zobowiązałem się do stworzenia listy niefantastycznych powieści dla młodych dorosłych. Pora więc wywiązać się z zobowiązania. A przy okazji niniejsza wyliczanka może przydać się komuś przy doborze prezentów. Można potraktować te propozycje jako następny krok po kroku po Potterze. A mówiąc prosto – jeśli komuś przypadła do gustu fantastyka z wcześniejszego wpisu, to można spróbować poszerzyć literackie horyzonty obiektu naszych literackich manipulacji.
Wspominałem tu już swego czasu, że w dziecięciem będąc nie byłem specjalnie zapalonym czytelnikiem. Byłem jednak uczniem sumiennym i grzecznym, więc lektury wszystkie czytałem. Oprócz tego jednak przez okres szkoły podstawowej miałem tylko pojedyncze rzuty na czytanie czegoś poza lekturami. W mola przepoczwarzyłem się dopiero w liceum. Na blogu zapanował teraz nieco nieformalnie czas Chłopców, więc pomyślałem, że to dobry moment na powrót do czytelniczego pacholęctwa. Innymi słowy: co podobało się małemu Qbusiowi.
Film ma tę przewagę nad książką, że dużo łatwiej przychodzi mu zawłaszczanie sobie miejsc. Literatura dużo skuteczniej pobudza wyobraźnię, zmuszając ją do wytężonej pracy, ale film ma uproszczony dostęp do widza. Myślałem, że z łatwością wymienię tu kilka miejsc nieodłącznie kojarzonych z dziesiątą muzą, ale wcale nie jest tak łatwo. Znane miejsca są raczej zgrywane przez filmy, a nie upamiętniane. W dodatku odkryć można kilka smaczków, jak na przykład Quality Cafe z Los Angeles, która gra kawiarnię/jadłodajnię w niezliczonej ilości filmów. A jak jest z książkami?
Wpis ten jest po części wynikiem przemyśleń po lekturze Szwecja czyta. Polska czyta, wcześniejszych refleksji własnych oraz niezależnego pomysłu na wpis. Kombinacje me umysłowe wiążą się z tym, że zachęcać do czytania warto na wszelkie sposoby. Ja sam cykl o Harrym Potterze zacząłem czytać przed szałem medialno-filmowym i większość przeczytałem w oryginale dzięki uprzejmości pewnego Jakuba (zresztą jego uprzejmość często ratowała mnie czytelniczo), ale me siostry wpadły w cykl właśnie przez/dzięki temu szałowi. Podobnież było z Władcą Pierścieni. I co? I dobrze!


