Chciałem Wam w tym wstępie podrzucić linka do filmu z Kanału fantastycznego, w którym to Tomek Kołodziejczak (swego czasu nawet przeze mnie zwywiadowany) poleca komiksowe space opery, i rzucić coś zabawnego o skuteczności influencerów. Jednak ze wspomnianego kanału odszedł nie tylko rzeczony Tomasz, ale i jego filmy. Duchy twórcze pustki nie znoszą, więc powstał kanał nowy, czysto komiksowy i powróciła dzisiejsza bohaterka. Nie będę nawet próbował wnikać w powody jutubowej separacji, a tu na szczęście tworzę sam. Saga też samodzielnie opisana przeze mnie poniżej zostanie.
Jakoś tak się zdarzyło, że mimo pochłaniania większości katalogu Powergraphu, nie wgryzłem się w poprzednią powieść Justyny Hankus. Nie wiem, czy to była kwestia recenzenckiego obłożenia, czy też niepewności względem gatunkowego namnażania w postaci podtytułowego folk noir, ale już mrocznemu kogutowi oprzeć się nie potrafiłem. Oto więc i Poświst.
Nieco ponad rok temu chwaliłem Powergraph za gatunkowy skok w bok i wkroczenie na ścieżkę przyrodniczo-naukową. Książkowy debiut Dariusza Dziektarza był zresztą i dla mnie ciekawą odmianą, bo choć stworzenie ze mnie ciekawskie, to po tematykę czysto roślinno-zwierzęcą sięgam rzadko. Tym bardziej więc ucieszyłem się, że najwyraźniej ta odmiana odniosła sukces, który umożliwił tak szybkie wydanie Chodźmy w las!
Pierwszy kontakt z autorami uznanymi przez krytyków czy też w inny sposób rozpoznawalnymi jest obarczony pewnym ryzykiem. W zależności od nastawienia do takich pochwał trzeba mocno się natrudzić, by wyzbyć się swych negatywnych czy też pozytywnych oczekiwań. Zadie Smith jest jedną z takich autorów – młoda córka emigrantki, nominowana do nagrody Bookera i z głośną debiutancką powieścią. Wydany ostatnio Londyn NW, ostatnia powieść Smith, to dobra okazja, aby zmierzyć się z takim wyzwaniem.