Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Kształtując Vimesa, czyli „Straż! Straż!” Terry’ego Pratchetta

Niemal równo rok temu podjąłem krok drastyczny: przeczytałem ostatni z brakujących tomów Świata Dysku. Po tak obłędnym kroku pozostało mi tylko jedno… Zacząć od nowa! Po końcu przychodzi więc początek, czyli Wielkie Pożeraczowe Pratchetta Ponowne Czytanie. Za sprawą zaś jednego z pakietów od ArtRage inauguracyjnym tomem stała się Straż! Straż! Niech więc nastąpi zstąpienie na (nie)przewidywalnie (nie)bezpiecznie ulice Ankh-Morpork i spotkanie z pewnym niekoniecznie trzeźwym kapitanem.

straż straż

Stupid is as stupid does, czyli nietłumaczenie tytułów

Dawno nie było tu żadnych narzekań czy też innych rozważań w formie wpisu, nieprawdaż? Cóż, covidowe przeorganizowanie życia i inne powiązane z nim spadki sprawiły, że skupiałem się na recenzjach i na tym, by blog z sieci nie zniknął. Trzeba było dopiero wyjątkowej głupoty i to w dodatku z tłumaczeniem związanej, by Pożeracza do pisania pobudzić. Chodzi mianowicie o trend, który większości z Was mógł uciec, a mianowicie: nietłumaczenie tytułów.

nietłumaczenie tytułów

Opowieść ze starej przyszłości, czyli „Skrzydła nocy” Roberta Silverberga

Czy Wam też wydaje się, że pandemia rozpoczęła się kilkanaście lat temu? Mnie na pewno, co tylko potwierdziło się, gdy zasiadłem do pisania niniejszego wpisu. Skrzydła nocy nabyłem bowiem w ramach wspierania księgarni kameralnych na początku czasu zarazy, lecz z początku napisać chciałem, że książka ta trafiła do mnie daaawno temu. Jednak przesyłka z toruńskiej księgarni Kafka i spółka dotarła do mnie nieco ponad dwa lata temu. Biorąc pod uwagę kaliber dzieła i autora (oraz to, że na blogu gościł tylko raz), rzeczywiście nieco na kupce oczekującej czekała, ale nieco bardziej obiektywni patrząc, to przecież nie aż tak dużo. Dość jednak relatywnego marudzenia, pora na literaturę.

skrzydła nocy okładka

Komu wierzyć, czyli „Woda na sicie” Anny Brzezińskiej

Dopiero co pisałem o korzyściach z wizytowania biblioteki z potomkiem, a tu mam kolejny na to dowód. Swą znajomość z prozą Anny Brzezińskiej zacząłem nietypowo, bo od jej książki (w większości) historycznej. Córki Wawelu zawierały zdecydowanie więcej historii niż powieści, ale wypatrzona na bibliotecznej półce Woda na sicie sprawiała wrażenie odwrócenia tych proporcji. I zrobiła to, lecz w sposób przewrotny i wysoce satysfakcjonujący.

woda na sicie okładka

Satysfakcja (nie)spodziewana, czyli „Rycerze na rozdrożach” Kira Bułyczowa

W czasach zamierzchłych (zwanych czasem licealnymi i studenckimi) Pożeracz zaopatrywał się nie w księgarniach (a tym bardziej nie internetowych), lecz na półkach kolegów oraz w osiedlowych bibliotekach (liczba mnoga ze względu na przeprowadzki). W tamtych to czasach jednym z autorów współdzielonych przez oba źródła zasobów czytelniczych i przez Pożeracza (i nie tylko) lubianych był Kir Bułyczow. Jakoś tak się jednak złożyło, że od czasów wspomnianych prozy Rosjanina nie czytałem wcale i dopiero Rycerze na rozdrożach zmienili ten stan rzeczy.

rycerze na rozdrożach

Strona 2 z 112

Powered by WordPress & Autor motywu: Anders Norén