Czy też czasem macie wrażenie, że wszechświat i cała reszta lubią od czasu do czasu dać Wam prztyczka w nos? Niekoniecznie złośliwego, ale takiego sprowadzającego Was na ziemię. Mnie takie odczucie naszło, gdy krótko po ogłoszeniu przerwy od egzemplarzy recenzenckich napisał do mnie niejaki Greg Hickey. Szybkie szperanie w internecie (i połechtane ego) doprowadziły do zaakceptowania propozycji i tak oto właśnie trafiło tu Murder in Retrograde.

W niedalekiej przyszłości w USA ludzie lubią się pozywać jeszcze bardziej niż teraz, zwłaszcza na podłożu ekologicznym. Detektyw Marcus Carver zajmuje się wyłącznie sprawami cywilnymi, więc kiedy prezes firmy zajmującej się technologiami kosmicznymi prosi go o zbadanie sprawy nielegalnego spalania węglowodorów przez konkurenta, zgadza się niechętnie. Sprawa przybiera jednak niespodziewany (i krwawy) obrót, gdy policja odkrywa, że szef ochrony podejrzanego został zamordowany. Carver zostaje wciągnięty w bagno cyberpunkowych gangsterów, sekciarskich ekologów i skorumpowanych gliniarzy.
Są takie powieści, do których świetnie pasuje informatyczny akronim WYSIWYG (ang. what you see is what you get), czyli — zgodnie z wpisu tytułem — stanowią towar zgodny z opisem, tudzież etykietą. Ta zaś brzmi: kryminał noir-SF. Można tu jeszcze przywołać takie hasła jak „dystopia” czy „bliski zasięg”, ale Murder in Retrograde wpisuje się właśnie w takie ramy gatunkowe. Jest więc detektyw z trudną przeszłością (choć bez problemu alkoholowego), sprawa zlecona przez szemranego osobnika, a do tego niezbyt optymistyczna wizja niedalekiej przyszłości ze skorumpowanymi glinami i rozpadem środowiska na czele. Jest tu kilka odstępstw czy oryginalnych pomysłów, ale nic przełomowego czy też zasadniczo odbiór odmieniającego.
„A co z fabułą?” zapytać mógłby ktoś. Odpowiedź brzmi: podobnie. Podobnie, jak ze wspomnianymi elementami świata przedstawionego, i tu czytelnik dostaje solidny standard. Co prawda liczba stron to żaden wyznacznik epoki, żaden signum temporis, ale trochę na kształt kryminałów z lat dawnych jest to opowieść zwięzła i dynamiczna. Dochodzenie napotyka na przeszkody, ale główny bohater usuwa je sprytnie oraz/lub sprawnie, a w całość zręcznie wplecione są pomysły autora spod znaku fantastyczno-naukowego. Są tu momenty spokojniejsze, ale brak tu dłużyzn.
Taka swoista prostolinijność ma i swe wady. W Murder in Retrograde jedną z nich jest główny bohater, który nieco zbyt przezroczysty. Owszem, ma traumę z zawieszonej policyjnej kariery. Owszem, jest napisany całkiem wiarygodnie. Owszem, jest całkiem sprawnym (choć nie genialnym) detektywem. Jednak brak w nim pazura, jakiegoś wyróżnika, który w czytelniku wywołałby choć nieco intensywne odczucia. A tak mało kto w ogóle zapamięta jego imię. Z innymi postaciami jest podobnie — są to głównie archetypy wpisujące się w mniej lub bardziej wyeksploatowane sztampy. Zdecydowanie ciekawsza jest sama wizja przyszłości i to ona zapewnia

Murder in Retrograde to całkiem solidny kryminał w niezbyt często wykorzystywanym otoczeniu gatunkowym. Co prawda powieść Grega Hickeya kuleje pod względem kreacji postaci, ale sprawnie wykreowany świat i angażująca fabuła sprawiają, że i tak znaleźć tu można niemało czytelniczej frajdy. Co prawda szanse na to, że książka ta zostanie nad Wisłą wydana oceniam na przyzerowe, ale jeśli gdzieś natraficie na nią w jakiejś ebookowej promocji, to dajcie jej szansę.
I spent the night in a Venice Beach motel. The mattress in my room sagged, the sheets were frayed and stained, and the ancient ceiling fan flung a decade’s worth of dust off its blades and emitted an odor of burning plastic until it sputtered to a stop around midnight. But I could see a sliver of the ocean between the boxy, featureless backs of the adjacent buildings. I lived a glamorous life.

Dodaj komentarz