Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Nawet na studiach można się czegoś nauczyć

Zaraz, mikroby i inne maleństwa zapisały już w historii wiele tragicznych stron. Teraz na dużo mniejszą skalę mieszają w mych planach. Przypałęta się taki i już pracuje się tydzień w domu, już nie czyta się w tramwaju i recenzje się opóźniają. Zamiast absorbować Waszą uwagę kolejną wyliczanka, postanowiłem zaprezentować nowy cykl. Seria ta jest wypadkową mego sentymentu do czasu studiów oraz sympatii do ciekawostek i dzielenia się nimi. Po części chcę też dać odpór wiecznym malkontentom, dla którym każdy przedmiot powinien mieć praktyczne zastosowanie, najlepiej do tego przekładalne na gotówkę. Choć takich spotkałem raczej na studiach zaocznych.

studia1

Mówiąc prosto – będę się starał prezentować ciekawe idee, spory, zagadnienia powiązane mniej lub bardziej z filologią angielską, a właściwie z lingwistyką jako taką. Jako to w nauce czasem bywa i w tym przypadku poszczególne dziedziny nachodzą na siebie. Dlatego nie powinno dziwić, że inspiracją dla pierwszego wpisu nie był lingwista, a psycholożka kognitywistka, Lera Boroditsky. Cały wykład, który oglądałem kiedyś na zajęciach i który mnie zainspirował nie jest już dostępny w sieci, ale podobny tematycznie można obejrzeć tutaj. Dodatkowo autorka opublikowała też artykuł o tym samym temacie/tytule w Scientific American. Dość jednak wstępów, przejdźmy do szczegółów. Zachęcam Was, oczywiście, do samodzielnego obejrzenia, ale ze względu na barierę językową postaram się przybliżyć temat.

O co w ogóle chodzi? Słowem wstępu – w świecie językoznawczym od pewnego czasu zauważyć można pewien spór pomiędzy generatywistami, a relatywistami. Bez zbędnego rozpisywania – Ci drudzy (w tym Lera) uważają, że język może mieć wpływ na nasze postrzeganie świata, na to jak myślimy. Ci pierwsi (w tym np. Noam Chomsky) się nie zgadzają. Zalinkowany film zawiera kilka dowodów na to, że język może mieć zaskakujący wpływ na postrzeganie świata. Zresztą sam język może być zaskakujący.

studia2

Pierwszy eksperyment opierał się na obrazkach powyższego typu oraz różnicach dotyczących koloru niebieskiego w języku angielskim oraz rosyjskim. Język angielski ma w tym zakresie jedno, podstawowe słowo – blue; natomiast w języku rosyjskim mamy dwa osobne słowa dla jasnych oraz ciemnych odcieni (bez żadnego ogólnego). W eksperymencie badano, czy ma to jakikolwiek wpływ na wczesne postrzeganie. Badanym pokazywano taki właśnie obrazek i mieli jak najszybciej nacisnąć przycisk lewy lub prawy, w zależności od tego, który z dolnych kolorów jest identyczny z górnym. Proste? Proste. Okazało się, że Rosjanie robią to szybciej od osób anglojęzycznych. Brakowało jednak dowodu, że wynik ten powiązany jest z językiem. Badanym kazano więc powtarzać na głos liczby w trakcie wykonywania ćwiczenia (powoduje to uniemożliwienie świadomego korzystania z umiejętności językowych). Wtedy wyniki wyrównały się.

studia4

Okazuje się więc, że język ma wpływ nawet na bardzo wczesne etapy postrzegania. Teraz przeprowadzę eksperyment na Was. Zamknijcie oczy i… Zaraz, zaraz. Na blogu to nie podziała. Bez zamykania oczu spróbujcie szybko pokazać południowy wschód… Ciężko, prawda? Potrzeba chwili zastanowienia. W codziennym życiu nie posługujemy się kierunkami geograficznymi i orientacyjne umiejętności niektórych zwierząt możemy uważać za nadludzkie.

Okazuje się, że to tylko wymówka. W Australii żyje sobie aborygeńskie plemię zwane Kuuk Thaayorre. W ich języku nie ma żadnych słów na lewo/prawo. Wszystko opisywane jest kierunkami geograficznymi (np. wschodnia ręka, „połóż nóż na południowy-wschód od talerza, Ty chamie”). Nawet powitanie ma formę pytania „Dokąd idziesz?”. Nie da się więc poprawnie funkcjonować społecznie ani językowo bez nieustannego świadomości orientacji geograficznej. Jest to nie tylko niesamowite, ale ma też wpływ na postrzeganie świata. My postrzegamy czas jako płynący od lewej do prawej , co nie ma żadnego pokrycia w rzeczywistości, a jest związane po prostu z naszym pismem (zagadka – jak to będzie dla osób piszących po hebrajsku?). Autorka poprosiła o ułożenie portretów swego dziadka w kolejności od najmłodszych do najstarszych. Amerykanie układali od lewej do prawej, a Kuuk Thaayorre od wschodu do zachodu (układ zmieniał się w zależności od tego, w którą stronę byli zwróceni).

studia5

Eksperyment też mówi coś o różnicach kulturowych – my jesteśmy bardzo egocentryczni – postrzegamy czas, jako płynący w odniesieniu do nas samych. Więc, moi egocentryczni czytelnicy, zaciekawiło Was to? Chcecie więcej?

Są ludzie, co mówią wieloma językami obcymi i w żadnym z tych języków nie mają nic do powiedzenia. I tak samo są ludzie, co potrafią czytać w myślach, ale ani w ząb żadnej z tych myśli nie pojmą. [Jerzy Pilch, Miasto utrapienia]

Poprzedni

Pogadanka z Piotrusiem Panem, czyli książkowe dzieciństwo

Następny

U celu Drogi, czyli „Chłopcy 4” Jakub Ćwieka

Komentarzy: 14

  1. Jestem relatywistką!:D Eksperyment z kierunkami super, bardzo pouczający. Mnie z kolei jako pierwszy przyszedł do głowy przykład eskimoskich określeń na śnieg. Język przecież BARDZO wpływa na codzienność.
    PS Tak, oczywiście, że chcemy więcej 🙂

  2. Chcemy, chcemy! A Przykład z Australią świetny! Tak na marginesie, pamiętam jak pisałam pracę o znaczeniu snu u Aborygenów i swoją fascynację ich postrzeganiem świata 🙂

  3. Miałem ostatnio dyskusję na temat języka i jego wpływu na kulturę czy zachowanie i brakowało mi właśnie takich argumentów, jakie tu przedstawiłeś 🙂 Fascynujące przykłady!

  4. Knight Martius

    Jako że temat języka z racji mojego wykształcenia bardzo mnie interesuje, z przyjemnością będę czytał kolejne wpisy, które go dotyczą. 🙂

    A filmik obejrzę, jak wyrwę trochę czasu wolnego.

  5. Specjalnie tak odpisałem (pozory anonimowości itd.), ale – lingwistyka stosowana na UW.

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén