Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Erudycyjny wojaż mitteleuropejski, czyli „Dunaj” Claudio Magrisa

Podobne słowa pewnie padły już we wstępie do któregoś ze wpisów, ale mityczny przeciętny czytelnik rzadko wychyla się poza główny nurt dzieł tłumaczonych na angielski. Na listy bestsellerów trafiają czasem nawet i autorzy z krajów odwiedzanych literacko rzadko, ale wyjątki od reguły. Claudio Magris należy do autorów, którzy są znani i cenieni, ale raczej przez grono bardziej wyrobionych czytelników. Pożeracz dowiedział się o istnieniu tego nagradzanego pisarza, tłumacza, eseisty współpracującego regularnie z Corriere della Sera czy Zeszytami literackimi dopiero za sprawą wydania Dunaju przez Wydawnictwo Literackie. I smutno mu nieco, że stało się to tak późno.

dunaj okładka

Wydany w 1986 roku Dunaj stanowi zapis wędrówki autora od schwarzwaldzkich źródeł rzeki aż po jej ujście do Morza Czarnego. Rok wydania jest tu znamienny, gdyż rok wcześniej w ZSRR Michaił Gorbaczow zainicjował proces przekształceń zwanych potocznie pierestrojką. Był to okres ostatnich podrygów zimnej wojny, gdy większość krajów uznawanych wtedy za Europę Wschodnią była terra incognita dla znacznej części mieszkańców zza drugiej strony żelaznej kurtyny. Ponoć w pierwszych recenzjach w USA narzekano właśnie na tę obcość, a recenzent Kirkus Reviews wspomniał, że to Ren jest rzeką bardziej cywilizowaną, bliższą zachodowi. A był to przecież czas, gdy wielu krajach bloku wschodniego na dobre rozkręcał się demokratyczny ferment. Jednak nie jest to traktat polityczny, a poświęcony sztuce, miejscom i osobom, więc o politykę zahaczający jedynie przy okazji.

Dunaj to esej o podróży pełnej szczegółów i konkretów, ale jednocześnie mocno niedookreślonej. Geograficzny porządek podróży od źródeł do ujścia zostaje tu zachowany z nielicznymi skokami w bok, ale nie dowiadujemy się niemal wcale, w jaki sposób podróżuje autor. Poznajemy część towarzyszek i towarzyszy wojaży oraz nawet część miejsc noclegowych, ale czytelnik nie pozna ani dat, a przeskoki czasowe między kolejnymi postojami są trudne do określenia. Jednocześnie trudno wątpić, że autor odbył tę podróż. Szczegółowe opisy pełne lokalnego kolorytu, ale też nigdy przeciągane ponad miarę, poświęcane są nie tylko wielkim miastom naddunajskim, ale też miasteczkom i miejscowościom znanym mniej. Jeden skok w bok sprowadza nawet Magrisa w Tatry słowackie, gdzie w końcu udaje mu się napić piwa (ale o tym za moment). Trudno też w zasadzie jednoznacznie przypisać Dunaj do jakiegoś gatunku. Trochę tu eseju, nieco dziennika podróży, jest i krytyka literacka czy też ogólnie historia literatury przeróżnych państw, ale są i wątki autobiograficzne.

Budapeszt, flaga powstańców nad ulicą zajętą już przez Armię Radziecką

Dlatego też trudno o Dunaju pisać bardzo konkretnie. Najważniejsze jest jednak to, że jest to prawdziwa uczta dla każdego humanisty. Magris wykorzystuje odwiedzane miejsca, jako preteksty do refleksji na temat sztuki, filozofii, historii, literatury czy też ogólnie kondycji człowieczej. Odwiedza mieszkanie, w którym pracował Freud i serwuje czytelnikowi refleksję na temat kondycji psychoanalizy. Wspina się na wzgórze, z którego ma wypływać Dunaj i jednocześnie omawia przeróżne spory i teorie dotyczące źródeł rzeki. Jedna z nich głosi, że kluczowym elementem jest pewien kran. Wątki niemieckie i austriackie, za sprawą pewnych osób lub miejsc, sprowadzają myśli autora w stronę źródeł nazizmu, Holocaustu i sztuki po nim. Ciekawym wątkiem jest stosunek autora do komunizmu, który jest tu nadal traktowany jako jedna z dostępnych dróg politycznych, a nie system chylący się ku upadkowi. Wspomniany brak piwa na Słowacji traktowany jest anegdotycznie, a nie przejaw marności centralnie sterowanej gospodarki. Ale przyznać też trzeba, że autor otwarcie pisze na przykład o powstaniu węgierskim 1956 roku.

Wszystko to pisane jest lekko i z polotem, więc lektura to mała literacka uczta. Trzeba zaznaczyć jednak, że Dunaj to książka do czytania nieśpiesznego, należy dać się ponieść jej powolnemu, pokrętnemu nurtowi. Wymaga ona od czytelnika skupienia, ale jednocześnie pewnego luzu – nie ma co bowiem liczyć na spamiętanie choćby procenta efektów erudycji autora. Magris prezentuje bowiem ogrom swojej wiedzy, pisząc nie tylko o wielkich pokroju Kafki czy Freuda, ale też pomniejszych poetach rumuńskich, kompozytorach austriackich, węgierskich buntownikach czy też przeróżnych kronikarzach Dunaju. Jedyny bowiem potencjalnym problemem jest to właśnie to nasycenie. Jeśli tylko nie odbije się od tej mnogości i zaakceptuje różnotematyczność refleksji autora, to podróż będzie to wysoce udana, także pod względem formy. Magris ma bowiem talent do precyzyjnego wyrażania myśli, ale w niemal każdym rozdziale znaleźć można jakiś aforyzm – to komiczny, to dobitny.

dunaj magris foto

Dunaj Claudio Magrisa to humanistyczna podróż na wiele wieczorów. Pięknie napisany, niedookreślony dziennik ukazujący erudycję pisarza oraz zgłębiający historię i sztukę Mitteleuropy. Włoch wędruje między czasami i miejscami ze swadą i swobodą człowieka oczytanego, doświadczonego, a towarzyszenie mu to przyjemność. Bardzo dobrze, że Wydawnictwo Literackie wydaje i takie książki.

Podziękowania dla Wydawnictwa Literackiego za egzemplarz

wydawnictwo literackie logo

Życie jest twarde dla tych, którzy żyją świadomie, zdając sobie sprawę z własnych ułomności, jest natomiast pobłażliwe dla słabych albo, lepiej, dla tych, którzy obnoszą własną słabość, przerzucają wszelki ciężar na innych i są pieszczeni, niańczeni, współczuje się im jako szlachetnym pięknoduchom.

Poprzedni

Ambasador wszechobecnego rozproszenia, czyli science-fiction dla zaawansowanych

Następny

Wolny Gutenberg, czyli o czytaniu (i nie tylko) bez płacenia

Komentarzy: 1

  1. Okoliczności powstania dzieła oraz jego zawartość od razu skojarzyły mi się z „Barbarzyńcą w ogrodzie” Herberta. Tyle, że jedna z książek jest pozytywem, a druga negatywem, bowiem Herbet, człowiek żyjący na co dzień za Żelazną Kurtyną, wyruszył w podróż po Zachodzie, z kolei Claudio Magris odbył wędrówkę w dokładnie przeciwnym kierunku. Oj, zaciekawił mnie ten utwór.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén