Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Dyabły w stolycy, czyli „Liber Horrorum: Księga Grozy” Marcina Kułakowskiego i Michała Cetnarowskiego

Dziś czas na debiuty, debiuty i kolejne nieśmiałe próby żeglowania po wodach grozy. Wydawnictwo Genius Creations od dawna pozostawało gdzieś na marginesach mych zainteresowań, ale pewnego czasu zbliża się do ich centrum. Gdzieś tam był Paweł Majka, pochlebne głosy o Marcie Krajewskiej oraz kumoterska świadomość ich bydgoskiej proweniencji. Liber Horrorum to także podwójny debiut dla obu autorów – dla Michała Cetnarowskiego jako scenarzysty i Marcina Kułakowskiego jako pełnometrażowego ilustratora. Dla Pożeracza jest to zaś pierwsza pełnowpisowa recenzja komiksowa.

liber horrorum okładka

W siedemnastym wieku w Lublinie doszło do zdarzenia niesamowitego iście. Rozprawę trybunału sądowego nawiedziła bowiem trójca czartów i było to nawiedzenie krwawe wysoce. Przeżył świadek i jeden, który historię swą spisał, by spróbować wyzbyć się traumy. Cztery wieki później, lub mówiąc prosto: współcześnie, rzeczona Księga grozy to nie lada kąsek dla amatorów ksiąg mrocznych a tajemniczych oraz wszelkich innych artefaktów diabelskich. Kacper i Natalia działają właśnie w tej branży i to właśnie im udaje się zdobyć ten inkunabuł, lecz nie obeszło się to bez zaciągnięcia długu u lokalnego gangstera.

Powyższy wstęp zapowiada mieszankę wieloelementową – nieco horroru, dwie krople retrospekcji, trochę sensacji, szczypta miejskich legend i cały talerz przygody na dostawkę. Wydawać by się mogło, że taka mikstura będzie ciężkostrawny, ale jest to w zasadzie połączenie dość typowe dla pewnych historii grozą zaciągających. Artefakt z mroczną przeszłością odkryty po latach itp., itd. Historii takich było wiele, ale Liber Horrorum wypada na ich tle bardzo dobrze. Nie mogę tu zdradzić wszystkich wyróżników tej iteracji opowieści, ale na pewno na korzyść działa umiejętnie wykorzystany lokalny koloryt (z dresami włącznie), odpowiednia dawka poczucia humoru oraz duża doza samoświadomości. Autorzy zdawali sobie bowiem od początku sprawę, w jaki kanon się wpisują i rozsiali po swym komiksie całkiem sporo (pop)kulturowych aluzji.

liber horrorum pierwsze strony

Liber Horrorum wypada też dobrze pod kątem postaci i estetyki. W tym pierwszym elemencie znów mamy do czynienia z kreatywnym przetworzeniem zgranych schematów. Kacper to nieco fajtłapowaty naukowiec, który wpada w sidła mrocznej księgi, a Natalia to jego rezolutna pomocnica. Do tego dochodzi doktor (nie wiadomo, czy habilitowany), który dorabia jako hydraulik, a specjalizuje się w ratowaniu młodzieży z opresji. Wartym zaznaczenia odstępstwem od schematu jest to, że ratowania wymaga nie dziewoja, a nieszczęsny jegomość. Nie mogę się z żadną odrobiną znawstwa wypowiedzieć o stronie graficznej i dlatego przechodzę na tryb pierwszoosobowy. Marcin Kułakowski kolejny raz pokazał mi, jak efektywna potrafi być czarno-biała kreska. Swego czasu, w zamierzchłych czasach kolorowych, superbohaterskich szaleństwa TM-Semic ogromne wrażenie zrobiła na mnie czarno-biała seria Punishera. Tu miałem podobnie – świetna kolorowa okładka sprawiła, że obawiałem się niekolorową resztą. Obawy me okazały się płonne, zastrzeżeń do strony wizualnej nie mam.

cetnarowski kułakowski

Liber Horrorum: Księga Grozy to bardzo udany mariaż grozy i przygody. Nie brak tu znanych schematów, ale są one wykorzystane lub przetworzone w sposób dający satysfakcję czytelnikowi. Akcja posuwa się do przodu w szybkim tempie, jest tajemnica, a nawet i nadzieja na kontynuację. Marcin Kułakowski i Michała Cetnarowski postarali się oto, by pierwsze komiksowe kroki Genius Creations wypadły świetnie. Oby tak dalej.

Kołobrzeg, luty 2018

Podziękowania dla Genius Creations za egzemplarz do recenzji

gc logo

Minister Zdrowia lojalnie ostrzega, że palenie fajek jest główną przyczyną obkurczu jajek.

Poprzedni

Pani Samsa w Paryżu, czyli „Świństwo (Truizmy)” Marie Darrieussecq

Następny

Świat według Kubelko, czyli „Pierwszy bandzior” Mirandy July

Komentarzy: 4

  1. Ha, zarys fabuły brzmi bardzo kusząco. A i nazwisko Cetnarowskiego robi swoje – człowiek aż ma ochotę sprawdzić, co ten Pan znowu wymyślił 🙂 Bardzo podoba mi się kreska rysownika – odrobinę „kanciasta”, a przy tym bardzo wyrazista.

    • pozeracz

      Polecam, polecam. Prace nad drugim zeszytem trwają i liczę po cichu, że wyrośnie z tego dłuższa seria.

      • (Chyba) w marcu szykuje się w Krakowie festiwal komiksu. Może się wybiorę i może wreszcie się przełamię, tzn. zacznę traktować komiks jako pełnoprawną literaturę (co będzie jednoznaczne z regularnym sięganiem po tę formę).

        • pozeracz

          Ja muszę w końcu sięgnąć po te nieco „poważniejsze” komiksy. Jest ich nieco na liście. Na razie pożeram głównie te rozrywkowe. A tyle dobrego czeka.

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén