Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Aneks do poradnika, czyli mole w literaturze

Jako, że humorystyczny wpis poradnikowy spotkał się z pozytywnym odzewem, a ja sam aktualnie jestem zanurzony problematyce czytelnictwa w Szwecji i w Polsce (Szwecja czyta. Polska czyta), postanowiłem stworzyć swoiste uzupełnienie. Profesjonalne podejście do identyfikacji moli wymaga bowiem sięgnięcia po odpowiednią literaturę. W poprzednim wpisie z serii nie podzieliłem się pewnym faktem – pisarze to też mole, tylko że bardziej! Czasem w ich powieściach widać tego ślady, a czasem idą na całego. Oto najlepsze, w mej skromnej opinii, książki z tej drugiej kategorii.

SplitShire-6139

Wśród obcych

mole1

Powieść Jo Walton to opowieść o książkach, o magii i o magii książek. Niby jest to literatura młodzieżowa, ale według mnie nadaje się dla każdego, kto kocha książki. Protagonistka dzięki książkom radzi sobie z codziennością i odnajduje w nich wiele ważnych myśli (no i dzieli się nimi z czytelnikami). Wśród obcych może też stanowić swoisty przewodnik dla osób chcących dowiedzieć się co nieco o starszym science-fiction z Wielkiej Brytanii i USA, które u nas jest bardzo słabo znane.

Jeśli kochasz książki wystarczająco mocno, odwdzięczą ci się tym samym.

Porwanie Jane E.

mole2

Ta powieść oraz cały cykl o Thursday Next to wyjątek, gdyż tu książki są centralnym punktem życia nie tylko głównego bohatera, ale całych narodów. Jest to bowiem alternatywna historia, w której spory literackie przekształcają się w uliczne zamieszki, a ofiarami wielkich napadów padają manuskrypty, a nie diamenty. W dodatku okazuje się, że literatura żyje nie tylko w przenośni. Innymi słowy – jest to pełen odniesień i absurdalnego humoru raj dla miłosników literatury (choć głównie angielskiej).

Na razie czytałem dwa pierwsze tomy w oryginale, ale z tego, co internety donoszą, tłumaczenie na polski niezbyt dobrze oddaje gry słowne i humor. W dodatku nadwiślańskie wydanie jest wysoko na liście najbardziej szpetnych okładek.

mole3

I wished I could share my own optimism.

Kafka nad morzem

mole4

Podobnie jak Jo Walton, Haruki Murakami łączy książki z magią. Na pierwszy rzut oka wszystko zdaje się być normalne: piętnastolatek ucieka w domu i trafia do biblioteki w nieznanym sobie mieście, gdzie zaczyna uczyć się, czym jest miłość, seks i dorosłość. Gdy dodać do tego gadające koty, duchy i spadające z nieba ryby, normalność schodzi na dalszy tor. Przy okazji jest to idealne miejsce na to, by zacząć swą przygodę z owc… znaczy Murakamim.

Ja lubię dziwaków, raczej trudno zaufać komuś, kto na takim świecie umie zwyczajnie wyglądać i normalnie żyć.

Opętanie

mole5

Nagrodzona w 1990 roku Bookerem powieść A.S. Byatt nie mogła się Qbusiowi nie spodobać. Współczesny Londyn kontra czasy wiktoriańskie, badania literackie, postmodernizm, rytuały godowe? Pożeraczowi zaczyna lecieć ślinka. Tutaj na piedestał wyniesiona jest nie tyle książka, co literatura od strony bardziej akademickiej. Powieść miesza różne gatunki (dzienniki, listy, poezja), aby postmodernistycznie spojrzeć na takie tematy jak zależność/niezależność kochanków, opętanie biografów obiektami ich badań czy też autorstwo tekstów. A do tego piękna angielszczyzna i nieco satyry. A jako miłośnik słów nie mogę nie docenić piękna zwrotu „metafikcja historiograficzna”.

I cannot let you burn me up, nor can I resist you. No mere human can stand in a fire and not be consumed.


A tak ciut bardziej serio – są to perełki od tych, którzy kochają książki, dla tych, którzy kochają książki, o tych, którzy kochają książki. A poprzednie zdanie jest dowodem na to, że trzymanie się zasad interpunkcji nie zawsze sprzyja estetyce.

Poprzedni

Wyjście z mroku

Następny

Zazdrość i nadzieja, czyli „Szwecja czyta. Polska czyta” pod redakcją Katarzyny Tubylewicz oraz Agaty Diduszko-Zyglewskiej

Komentarzy: 13

  1. Nie wierzę, że nie ma tutaj „Cienia Wiatru” Zafona – już bardziej wielbić książek nie można!

    • pozeracz

      Zafon rzeczywiście pokazuje wielką miłość do książek, a „Cień wiatru” czytało mi się dobrze, ale cztery powyższe powieści to dla mnie nieco wyższa półka.

  2. Brakuje „Krainy chichów” Jonathana Carrolla.

    • pozeracz

      „Krainę chichów” czytałem na tyle dawno temu, że nie pamiętam w zasadzie szczegółów. Cóż tam było tak mocno książkowego?

      Ale szybka wizyta na Wikipedii obdarzyła mnie ciekawostką: „Powieść długo nie mogła znaleźć akceptacji wydawców, ukazała się dopiero dzięki poparciu Stanisława Lema, którego syna, Tomasza, Carroll uczył w Wiedniu.”

    • Krainie Chichów światło dały oczy, które widziały światła, których nie widział nikt.

      Tak to jakoś jest, że czasami czyta się książkę, w której jedno zdanie rzucone gdzieś na początku, gdzieś w pierwszym rozdziale, ustawia lekturę. Tak było ze mną i z „Krainą Chichów”. Magia tego zacytowanego zdania prowadziła mnie przez pierwsze czytanie „Krainy Chichów” i prześladuje mnie do dzisiaj…

      I do dzisiaj mam ochotę udusić Jonathana Carolla za tę jedną, jedyną niespełnioną obietnicę, chociaż dostałem w zamian pełen cudów świat, to chciałbym przeczytać tę prawdziwą „Krainę Chichów”!

      Cóż tam było mocno książkowego? Ona cała jest mocno książkowa, zamknięta w książce, zamknięta w książkach… 😉

      Te pierwsze zdania to nie efekt nagłej iluminacji poetyckiej tylko autocytat z takiego starego wpisu o „Krainie…” dlatego tak brzmią.

  3. Qbuś, ja Ci „Komedię książki” (Ráth-Végh István) polecam. Choć to nie powieść (:

    • pozeracz

      Poczytałem ciut o książce i prezentuje się bardzo ciekawie. W sam raz dla ciekawskiego stworzenia, jakim jestem.

  4. Czytałam Jasper Fford milion lat temu i pamiętam, że bardzo spodobał mi się pomysł. I od tamtego momentu zapragnęłam, żeby ktoś stworzył studio gier komputerowych opartych o książki. Toż to idealna gra! 😉

    • pozeracz

      Zaraz, zaraz. Lekki chaos się tu wdał. Grę komputerową opartą na tej serii? Czy studio tworzące gry opart na książkach?

  5. Porwanie Jane E. mam na długiej i luźnej liście do, więc dzięki za informację o kiepskim tłumaczeniu, będę unikać i się rozglądać za angielskim.

  6. Miłość do książek, ponad wszystko, ponad ludzi, ponad życie, w perwersyjnie smutnej tonacji?
    „Auto da fé” Eliasa Canettiego. Okrutnie przygnębiająca lektura.

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén