Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Wbrew przysłowiu, czyli oceniając po okładce

Zainspirowany pozytywnym odzewem na wyszperane niedawno piękne wydania kolekcjonerskie od Barnes & Noble oraz własnym zachwytem nad nimi postanowiłem przyłożyć swe oko do okładek. Mógłbym co prawda z pomocą wujka Google’a wyszukać przeróżne zestawienia i powybierać własnych faworytów, ale postanowiłem ograniczyć się do okładek, z którymi sam zetknąłem się czytelniczo. Poniżej znajdziecie więc w pełni subiektywny przegląd ulubionych okładek Qbusia.blog_CollectibleEditions

Obraz czasem wart jest więcej niż tysiąc słów, a ja słów by opisywać obrazy mam za mało, więc niech przemówią same. Co decydowało? Minimalizm, impresja, ekspresja, skala. Podobnie jak i z moimi gustami książkowymi – bywało różnie.

This slideshow requires JavaScript.

Wyróżnienie specjalne, poza-książkowe wędruje zaś do magazynu Futu za:

futu 1
Nie będę pytał, czy oceniacie książki po okładkach, bo to pytanie tendencyjne i zgrane. Poproszę za to Was pięknie o podzielenie się własnymi faworytami, zachwytami, estetycznymi omdleniami.

Czy znacie jego imię? Imię tego co jednym jest i wszystkim? Jego imię to piękno. [Friedrich Hölderlin, Pod brzmieniem mego losu: Listy – Hyperion]

Poprzedni

Młodzieżowa dorosłość w wydaniu (nie)fantastycznym

Następny

Kodeks wykroczeń przeciw książkom, czytelnictwu i czytelnikom

Komentarzy: 26

  1. Ja bardzo cenię sobie oładki „pędzla” Wojciecha Siudmaka – szczególnie te, które zdobią powieści Philipa K. Dicka publikowane na łamach REBISu. Bardzo podoba mi się także okładka książki „Jasper Jones” autorstwa Craiga Silvey’a (także wydawnictwo REBIS).

    • pozeracz

      Siudmak to klasa sama w sobie, ale akurat własnoręcznie nie miałem z tymi okładkami styczności. Grupowo patrząc, mogę jeszcze dorzucić „Ucztę wyobraźni” – futurystycznie, niepokojąco, poruszająco.

  2. Często zachwycam się okładkami. Czasem do tego stopnia, że zaczynam przyglądać się twórcy. Tak poznałam Justynę Boguś z Mile Widziane i jej okładki dla Książkowych Klimatów. Przemka Dębowskiego i jego okładki dla Karakteru. Dużo pomysłów Piotrka Cieślińskiego z Dark Crayon mnie zachwyca. To moja ulubiona polska trójka. Dobre bo polskie! No i Siudmak oczywiście. Calutki. Ale on taki francusko-polski jest, więc mieszany.
    I od razu mówię – nie nie potrafię wybrać konkretnej okładki, choć o to Ci chodziło. Przepraszam (:

    • pozeracz

      Nie o to chodziło, nie ma za co przepraszać. Komentarz trafny i jak najbardziej w punkt. Dark Crayon jest niezwykle efektowny, ale w rzadkich przypadkach mało efektywny.

      A okładki pani Boguś wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

  3. To ja dorzucę. Na marginesie. Okładka, jak okładka (nie mogę zdzierżyć wszechobecnych fotografomanii) ale skład tekstu u nas leży i kwiczy 🙂 Wśród okładek zdarzają się perełki.

    • pozeracz

      Zwracam się z uprzejmą prośbą o przykład perełki składnej. Dorzucę i ja, że dzięki Futu czcionek cienie i blaski są mi bliższe.

      • Z książek (składu) to bym musiała przejrzeć biblioteczkę, ale jedną mam wedle prawideł złożoną książkę, nawet w Karakterze zdarzają się błędy (np dotyczące czcionki rodzaju na okładce). Pamiętam historyjkę zarysowaną w książeczce, a raczej przypowieść, ale tytułu niestety (teraz) nie pomnę.
        A okładki:
        Jak na lekarstwo, ale proszę, spełniam życzenie:
        ponowne ukazanie się tomików Wisławy Szymborskiej wyd. przez Znak. Ilustratorka/ graficzka: Oksana Shmygol

        Wydawnictwo Algo działające w Toruniu Projekt serii okładek „Liryków najpiękniejszych” (wydanie w 2014r) opracowanie Studio Yoyo Design.

  4. Przed „erą bloga” nie zwracałam zbytniej uwagi na walory estetyczne okładek. Liczyło się tylko to, co w środku. Oprawę „zauważałam” głównie wtedy, gdy była wyjątkowo brzydka. Teraz to się zmieniło (wielka w tym zasługa blogów, a raczej – blogerów, którzy przyglądają się wszystkim detalom, tworzącym książkę).
    Przepiękne okładki prezentujesz na pierwszym zdjęciu!
    Jeśli chodzi o mój prywatny ranking, łatwiej byłoby wskazać mi okładki, które mi się nie podobają. Ale zamiast narzekać, polecę uwadze okładkę (i zawartość!) „Ptaszyny” Dezso Kosztolanyi’ego, „Dziewczyny z poczty” Stefana Zweig’a (innymi słowy, serię „Nowy Kanon”wydawnictwa W.A.B.). Książki Vargasa Llosy, wydawane w Znaku, mają całkiem udane okładki. Nowe wydanie „Przeminęło z wiatrem” (Albatros) jest bardzo gustowne 🙂

    • pozeracz

      Ciekawe, czy jest gdzieś tam w odmętach blogosfery jakiś ktoś ze znawstwem piszący o okładkach właśnie.

      Albatrosowe „Przeminęło z wiatrem” zaiste przeurokliwie wygląda. Prosto, estetycznie i z pomysłem.

      • Jest, nawet subskrybuje mój blog 🙂 Poszukam dam namiar. Ale nie dziś. (Nie wiem, czy dziś).

        • pozeracz

          Bez obaw – przypomnę się, a blog nie ma zamiaru znikać.

          • Podałam wyżej, pomyliły mi się poziomy komentarzy, moja wina, moja wina, moja bardzo więcej wina…

          • pozeracz

            Nie przeszło niezauważone. Pozachwycałem się okładkami, ale jeszcze nie wgryzłem się w treść. Szkoda, że aktywność zamarła tamże.

  5. Mnie bardzo się podoba okładka polskiego wydania „Tancerzy burzy” Jaya Kristoffa. Do tego stopnia, że tak naprawdę to ona zdecydowała o tym, że tę książkę kupiłem.

    A że powieść była ogólnie „tylko” niezła, to swoją drogą.

    • pozeracz

      Dla mnie akurat książka była „aż” niezła. Ja sobie nie przypominam, by okładka mnie przekonała do zakupu. Zachwycam się, ale czynniki decydujące są zupełnie inne.

      • Cóż, ja tę książkę pamiętam następująco: fatalny początek (przy tworzeniu opisów autor chyba zapomniał, że proza to nie poezja…), świetne rozwinięcie, takie sobie zakończenie. Szczególnie miło wspominam relacje Yukiko i arashitory.

        A czytałeś może pozostałe tomy trylogii „Wojny lotosowej”? Wprawdzie nigdy nie wyszły w Polsce, ale może warto?

        • pozeracz

          Pomysłów ciekawych nie brakowało, wykonanie czasem kulało, ale potencjał był. Zapewne gdyby spotkała mnie okazja, to bym za kontynuację chwycił, ale sam tej okazji chyba nie wykreuję. Zbyt wiele dużo bardziej obiecujących kontynuacji i nie tylko na mnie czeka.

          • Dobrze Cię rozumiem, bo sam nie czytałem kontynuacji, a i bez tego mam mnóstwo pozycji do nadrobienia. Z tym zresztą też nie najlepiej, bo na pierwszy ogień idą pozycje bardziej zobowiązujące…

  6. Ja również uwielbiam serię wydań Calvino (W.A.B.), choć sam Calvino czasem mnie męczy. Faktycznie najlepsze i najbardziej minimalistyczne okładki mają Książkowe Klimaty, Karakter i Czarne (choć nie wszystkie serie). Zbieram też różne wydania mojej przeukochanej „Zimowej opowieści” Helprina.
    A znasz książkę „S”? To jest dopiero wydanie!

    • pozeracz

      Ja Calvino czytałem tylko „Niewidzialne miasta” i się zachwyciłem. Na pewno sięgnę po więcej.

      „S” znam i mam bardzo mocny zamiar zakupienia. Ciekawią mnie takie eksperymenty. Mocno przymierzam się też do „House of Leaves” Danielewskiego.

  7. Mnie ostatnio najbardziej zachwyciła prostota i piękno Sońki Karpowicza. Na żywo. Cudowna w dotyku i te zabarwienia, ni to wylana herbata, ni to pejzaż w oddali:)

    • pozeracz

      Dotykowo cudne okładki ma Futu. Polecam pomacać. Podobała mi się fakturowo też okładka 24/7 z Karakteru.

  8. Seria Eseje o Sztuce wydawnictwa słowo/obraz terytoria (czarne okładki z małym prostokątnym obrazkiem).
    Podoba mi się pomysł na jedno z nowszych wydań Harry’ego Pottera po angielsku: grzbiety postawione obok siebie składają się na obraz Hogwartu.

    • pozeracz

      Grzbietem spójne wydania to bardzo ciekawa sprawa. Recenzowana tu Wielka Kolekcja Komiksów Marvela ma podobny myk. Na półce pięknie prezentować się musi.

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén