Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Ezoteryczny Wrocław, czyli „Toń” Marty Kisiel

Urban fantasy to gatunek, który w Polsce dopiero od niedawna zaczyna powoli wykrajać sobie miejsce na fantastycznym poletku. Sił swych próbował tu Tomasz Pacyński czy Ewa Białołęcka, ale na szczycie rozgościła się Aneta Jadowska ze swoim Thornverse. Choć swego czasu nurt wiejski zainicjował i zawojował pełen przebojowy miłośnik Perły spod Lublina. Zaś od pewnego czasu w blogosferze dało się słyszeć okrzyki, piski i inne wyrazy zachwytu nad książkami Marty Kisiel. Dożywociem rozpoczęty cykl ma imponującą liczbę wyznawców, ale właśnie ukazała się niezależna Toń.

ton kisiel

Dżusi Stern udało się wyrwać z toksycznych progów domu rodzinnego, w którym rządziła ciotka Klara i jej trzy niezmienne zasady. Uciekła od wiecznie krytycznego głosu ciotki, od wiecznie zamkniętego pokoju i wścibskiej Bimbowej. Porzuciła też siostrę. Wiecznie stonowana Eleonora wdała się w ciotkę i wpasowała się w powtarzalny, przewidywalny żywot bibliotekarki. Jednak nawet Dżusi nie potrafi sprzeciwić się ciotce nakazującej jej przypilnować mieszkania pod jej nieobecność. Spóźniony pociąg doprowadzi nie tylko do złamania jednej z trzech zasad, ale da też początek ciągowi wydarzeń, które odmienią nie tylko rodzinę Sternów. Krwawa historia Wrocławia zmiesza się z chciwością ludzką, a pozory już nie wystarczą.

Toń z całym swym miejsko-fantastycznym anturażem jest przede wszystkim powieścią o rodzinie. Historia opowiedziana przez Martę Kisiel splata ze sobą losy kilku rodzin i w wyrazisty sposób ukazuje, jak rodzinne powinności i przypadki potrafią wpływać na dalsze pokolenia. Nie da się tu bez wchodzenia zbyt głęboko w fabułę omawiać szczegółów tego, co uczyniło Klarę Stern tak toksyczną dla swych bratanic, lecz ten ciąg międzyludzkich zależności i krzywd ukazuje nieuchronność pewnych losów. Te stosunki i ich geneza to też przykład na to, że czasem nie ma dobrych wyborów, a w świecie moralnych szarości o czarne charaktery trudno i można je znaleźć w zaskakujących „miejscach”. Perypetie głównych bohaterek prowadzą też czytelnika w stronę trudnych pytań i refleksji związanych z krzywdzeniem bliskich dla ich własnego dobra, konsekwencji zatrzymywania swoich problemów tylko dla siebie czy też różnych odcieni chciwości. W dodatku autorka pozostaje konsekwentnie bezwzględna i nie wręcza odbiorcom łatwych odpowiedzi.

toń okladka

Tylna okładka też jest piękna

W związku z powyższym zaskoczeniem nie będzie, że silną stroną Toni są postaci. Hiperenergetycznia Dżusi, szaro-stabilna Eleonora czy też kąśliwa i surowa Klara na pierwszy rzut oka zdają się być postaciami jednowymiarowymi – dobrze napisanymi, lecz bez głębi. Wystarczy jednak kilkadziesiąt stron i zmiana perspektywy narracyjnej, by czytelnik przekonał się, że to tylko pozory. Nie dość, że te niemal przerysowane cechy zostają odpowiednio ugruntowane, to jeszcze postacie z czasem ewoluują. Dobrze wypada też chemia pomiędzy postaciami i to nie tylko główną trójcą. Co prawda początkowo większość interakcji sprowadza się do sporów bogatych w uszczypliwości, ale nie brak tu też ważkich konwersacji i momentów pełnych napięcia. Na drugim planie zdecydowanie wyróżniają się Ramzes i Matylda, którzy to w zasadzie zasługiwaliby na osobną opowieść. Rozczarowuje za to nieco antagonista, który jest co prawda logicznie powiązany z wydarzeń przebiegiem, ale czarnym charakterem został nieco z przypadku.

W przypadku urban fantasy ważny jest, jak sama nazwa wskazuje, element miejski. Toń toczy się we Wrocławiu, ale miasto to obecne jest w powieści niejako połowicznie. Topografia stolicy Dolnego Śląska odgrywa znaczącą rolę dopiero we fragmentach toczących się w przeszłości. Czytelnicy znający ten zakątek Polski zapewne będą nieco żałować, że współczesna wersja miasta obecna jest jedynie śladowo. Przyznać jednak trzeba, że dobrane wycinki historyczne wielce interesującymi były, a ostrożną ręką dysponowane elementy nadprzyrodzone stanowią wartość dodaną. Mieszane odczucia budzą też drobne zabawy z chronologią, które same w sobie urozmaicają perspektywę czytelniczą, ale w pewnym kluczowym momencie powodują raczej wybicie czytelnika z rytmu i napięcia spadek. Jednak na koniec wszystkie wątki zostają domknięte w satysfakcjonujący sposób.

kisiel foto

fot. Jacek Falejczyk

Toń nie jest powieścią pozbawioną wad, lecz są one na tyle mało znaczące, że nie psują radości z czytania. Marta Kisiel pisze lekko i z humorem, a do tego ma świetną rękę do postaci. Bardzo chętnie poznałbym dalsze przygody panien Stern et consortes – Wrocław i (na razie) skromny poczet  postaci nie z tego świata tylko czekają, by się znów zaprezentować.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Uroboros

O Toni przeczytacie też tu:

Eleonora była bowiem bibliotekarzem z zawodu i powołania. Znała na pamięć i wyrywki opisy bibliograficzne całego będącego pod jej władaniem księgozbioru i kartoteki czytelników. Nic nie uszło jej uwadze, widziała wszystko i wszystko wiedziała – kto zagiął kartkę w drugim tomie Krystyny, córki Lavransa, kto w lipcu zeszłego roku przetrzymał Morderstwo w Orient Expresie, a kto przez święta trzy lata temu zostawił czekoladowy odcisk palca na Jane Austen.

Poprzedni

Przyszłość z przeszłości, czyli serializacja książek

Następny

Zimnowojenny angst, czyli „Inwazja porywaczy ciał” Jacka Finneya

Komentarzy: 18

  1. Tomek

    Ja mam ciągle zgagę po jej „Nomen omen” – nie mój typ humoru, nie mój rodzaj opowieści. Ja wiem, że „Toń” pewnie jest mocno inna, ale i tak na dystans się będę trzymać.

    • pozeracz

      Trudno mi w zasadzie skomentować, gdyż „Nomen omen” nie czytałem. Mogę się jedynie podzielić komunałem o subiektywności humoru i takich tam. No i dodać, że w „Toni” humor obecny jest jako dodatek i przejawia się głównie w dialogach między postaciami.

  2. Pomimo pozytywnej ogólnie recenzji, nie widzę aż takich zachwytów tą frazą i humorem, jak u mnie, za to czuję przytyk do bycia owiniętym wokół Kisielowego palca 😉 No regrets!

    • pozeracz

      „Kisielowy palec” brzmi niemal jak nazwa jakiegoś zaklęcia w jakimś D&D. Aż takich zachwytów rzeczywiście nie ma, ale doceniam i pochwalam zdecydowanie.

  3. „Przyznać jednak trzeba, że dobrane wycinki historyczne wielce interesującymi były”. Och jojku, kolejny recenzent nie zwrócił uwagi na absolutnie wstrząsające sceny w historycznym Wrocławiu, ech 🙁

    • pozeracz

      Wysoki sądzie na swą obronę chciałbym przywołać argument dot. popadnięcia w zbytnią ogólność w obawie przed nadmiernym spoilerowaniem. Z tego też powodu cytowany fragment nie zawiera żadnych konkretów. Z przywoływaniem wojny trzeba uważać, gdy łatwo popaść w tanie epatowanie tragedią, ale tu zostało to zrobione z odpowiednim wyczuciem. Czekam też na ewentualne głębsze skoki w czas.

      • „tu zostało to zrobiono z odpowiednim wyczuciem” – no, ciut lepiej, ale wciąż nie jestem usatysfakcjonowany 😀

        • pozeracz

          I widzi Pan? Widzi? Pana jakże wysoce oczekiwania doprowadziły mnie do literówki! Jeśli zaś chodzi o satysfakcję, to polecam The Rolling Stones. O!

          • Literówki nie zauważyłem, przyjąłem za to do wiadomości deklarację. „Satysfakcja” to najlepsza biografia muzyczna ever, Wyszogrodzki górą 😀

  4. Urban Fantasy – nie za bardzo za tym przepadam. Ale jeśli Wrocław w tle – to czemu by nie sięgnąć ? Pozdrawiam wieczornie, pochwalam estetykę bloga. Jardian.

    • pozeracz

      Mi się wydaje, że urban fantasy ma całkiem spory potencjał, który w polskiej geografii wydawniczej nie został na razie wykorzystany. Czytanie o swoim mieście w wydaniu nadprzyrodzenie odmienionym ma pewien urok. Dla mnie umieszczenie takiej powieści w Poznaniu czy Bydgoszczy byłoby poważnym argumentem za tym, by po nie sięgnąć. Niby fantastyka ma przenosić w inne światy, ale przechadzanie się wraz z bohaterami po swoim mieście atrakcyjnym konceptem jest.

      Pochwałę z pokorą i lubością zaś przyjmuję.

  5. No proszę, kilka komentarzy wyżej widzę słowa „nie mój typ humoru” – czasami, otoczona osobami zachwyconymi „Dożywociem” (czy też właśnie wyznawcami), to aż się zastanawiałam, co jest nie tak z moim poczuciem humoru, że mi się ta książka nie podoba 😉 O ile się nie mylę, Marta Kisiel skończyła filologię polską, co być tłumaczy ten wątek biblioteczny z Eleonorą; mam nadzieję, że naprawdę nie jest to postać jednowymiarowa, bo ten stereotyp nudnej bibliotekarki wiodącej przewidywalny żywot jest już męczący (chyba że ktoś w uroczy sposób gra z utartymi schematami).

    • pozeracz

      Taki z wielu stron przybywający zachwyt to trudna do uniknięcia pułapka. Z jednej strony przecież nie ma za bardzo, jak powstrzymać takich głosów i swego na nie się natykania – zwłaszcza, gdy dobywają się z gardeł zaufanych czytaczy. Z drugiej potrafi on nadmiernie wywindować oczekiwania lub w ogóle odrzucić od lektury. Na całe szczęście akurat wyznawcy Marty Kisiel to grupa dobrotliwa 😉

      A co do stereotypu… Niestety, gry z tym stereotypem nie ma. Eleonora wybrała wybrała tę ścieżkę kariery właśnie ze względu na przewidywalność. Sama z czasem się odmienia, ale stereotypu to już nie dotyczy.

  6. Tak jak wspomniałeś. Książkę czytało się bardzo lekko i dopiero po przeczytaniu gdzieś tam z tyłu głowy rodziły się przemyślenia dotyczące rodzinnych koligacji i ciężkich ani dobrych, ani złych wyborów.
    I tak jeszcze tylko podrzucę, że ten wątek Matyldy i Ramzesa, to świetny materiał na osobną książkę. 🙂

    • pozeracz

      O tak, zgadzam się zdecydowanie – Matylda i Ramzes zasługują na swoją opowieść. Zresztą ogólnie taki urbanfantastyczny świat ma bardzo duży potencjał.

  7. Najbardziej kusi mnie to ukazanie świata jako miejsca, gdzie nie sposób podejmować jednoznacznych wyborów, gdzie nie ma rzeczy czarno-białych.

    P.S. „(…) choć swego czasu nurt wiejskim zainicjował (…)”

    „(…) uciekła po wiecznie krytycznego głosu ciotki (…)”

    „(…) jak rodzinne powinności i przypadku (…)”

    • pozeracz

      Dzięki, o pilny i skrupulatny wyłapywaczu mych wpadek. Muszę rozważyć zatrudnienie Cię na redaktora 😉

      Mnie ta wspomniana przez Ciebie cecha nieco zaskoczyła, bo po recenzjach proza Marty Kisiel kojarzyła mi się raczej humorystyczno-pozytywnie.

  8. „Toń” to powieść niesamowicie zaskakująca, o której można by pisać wiele. Początek może wskazywać, że Marta Kisiel wybrała się tym razem w podróż po nieco innych gatunkach, ale ze strony na stronę przekonujemy się o czym naprawdę będzie ta książka. A wszystko oczywiście we właściwym jej lekkim i pełnym humoru stylu. Zdecydowanie warto!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén