Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Głąbem, kto nie czyta, czyli wywiad z Tomaszem Kołodziejczakiem

Z moim rozmówcą doświadczeniem (pop)kulturowym mało kto może się równać. Wydawca, publicysta i redaktor w mediach związanych z fantastyką i komiksem, a do tego współtwórca gier, działacz fandomu i członek Klubu Tfurców. Posiada doświadczenie radiowe i telewizyjne, a jego praca została doceniona Zajdlem, Śląkfami oraz odznaką Zasłużony dla Kultury Polskiej i medalem Złoty Krzyż Zasługi. A zupełnie prywatnie: według mnie jeden z najlepszych pisarzy fantastycznych w Polsce. Tomasz Kołodziejczak zgodził się poświęcić mi nieco swego czasu.

TK i Muppety

Jakub Nowak: W obu napisanych przez Pana cyklach książkowych bardzo ważną rolę odgrywa świat przedstawiony. Zdaję sobie sprawę, że jest to cecha wspólna wielu dzieł z gatunku fantastyki, ale w jednym z wywiadów stwierdził Pan: „światotwórstwo jest dla mnie jednym z ciekawszych elementów fantastyki”. Mam w związku z tym pytanie dwutorowe: na czym polega porządne światotwórstwo i jak się Pan sam do tego zabiera?

Tomasz Kołodziejczak: Dobrze skonstruowany świat fantastyczny musi być spójny i logiczny – w ramach swojej fantastyczności. Powinien też uwzględniać konsekwencje wprowadzanych pomysłów – i te oczywiste, i te nieco mniej. I to właśnie mniej oczywiste efekty – sprytnie wykombinowane przez autora – budują światy interesujące i intrygujące. Przykład: jeśli założymy, że w przyszłości istnieje tania teleportacja, to zapewne ograniczy to transport samochodowy czy kolejowy (a w szczególności długodystansowy ruch lotniczy). Upadną firmy lotnicze, zmniejszy się zapotrzebowanie na ropę i asfalt itp. Wokół teleportacji powstanie też biznes (firmy rywalizujące mikroczasem przesyłu, designem budek teleportacyjnych, rozległością sieci połączeń itp.). To są te ogólne, oczywiste konsekwencje. Ale dobra SF idzie dalej: pokażą się nowe problemy i błędy. Człowiek znikający w procesie teleportacji, albo człowiek pojawiający się w dwóch kopiach, w dwóch budkach odbiorczych na raz. Więc, w naszym świecie muszą się pojawić nowe prawa, regulujące takie sytuacje – ale może i „czarny rynek” teleportacji, który specjalnie je generuje. Mogą pojawiać się nowe hobby i sporty – kto najszybciej przeteleportuje się przez, powiedzmy, sto budek i związane z nimi subkultury teleporterów. Ale też sekty slowmovementowców, którzy z przyczyn etycznych i religijnych nigdy z teleportacji nie korzystają. Nowe biznesy i nowe przestępstwa oparte o tę technologię, i tak dalej. Podałem prosty przykład, ale on przedstawia metodę budowania ciekawego, spójnego, oryginalnego świata fantastycznego, bo przecież taka teleportacja jest tylko jednym z wielu fantastycznych elementów, których konsekwencje musi rozważyć autor.

Pokazałem też moją metodę pracy. Przyjmuję jakieś założenie, np. że nadświetlne podróże kosmiczne mogą się odbywać tylko między wybranymi punktami, dość odległymi od układów gwiezdnych (jak w Dominum Solarnym), albo że magia świata przyszłości oparta jest o kulturę, sztukę i tradycje poszczególnych narodów (jak w Ostatniej Rzeczpospolitej) – i staram się wyciągać z ich jak najwięcej ciekawych wniosków, konsekwencji, możliwości. Oczywiście, nie sposób przewidzieć wszystkiego, wiele fajnych pomysłów przychodzi do głowy w trakcie samego pisania, rozbudowując czy nawet zmieniając pierwotne założenia.

Większość swoich cykli zaczynałem od opowiadań – niejako „badając” nowe uniwersa w krótszą formą literacką, testując ich możliwości. Dopiero potem brałem się za powieści, mając już w głowie bardzie kompletną fantastyczną rzeczywistość.

JN: Dodam od siebie i nieco na marginesie, że bardzo sobie cenię tę spójność i wewnętrzną logikę. Im bardziej świat złożony, tym mój podziw większy. Nie licząc Dominium Solarnego i Ostatniej Rzeczpospolitej, za przykład może tu – według mnie – posłużyć także cykl Gamedec Marcina Przybyłka.

tk1 tk2 tk3

A w temacie metody pracy: domyślam się, że opowiadanie Piękna i graf był właśnie takim badaniem. Ciekaw jestem, na ile w momencie pisania tego opowiadania świat był już ukształtowany, a na ile nabrał formy przy następnych opowiadaniach i powieści?

TK: W polskiej fantastyce działa wielu autorów kreujących bardzo ciekawe, oryginalne światy, wspomnę tu tylko Jacka Dukaja, Annę Kańtoch, Macieja Guzka, Rafała Orkana, Pawła Majkę czy Krzysztofa Piskorskiego.

Pierwszym opowiadaniem z uniwersum Ostatniej RP był Klucz przejścia. Pisałem go jako przygodową fantastykę, mieszającą magię, humor, polskie realia, popkulturę… Właśnie dopiero przy Pięknej i grafie zacząłem w pełni zdawać sobie sprawę, że chcę i mogę wykorzystać ten miks tematów do czegoś więcej, do zbudowania większego, głębszego świata, w którym będę rozgrywał wszystkie zagadnienia, które mnie tak naprawdę, jako człowieka i pisarza, interesują – i pomysły science fiction, i polską historię, i kodowanie kulturowe. Oczywiście, wszystko ubrane w opowieść – mam nadzieję – interesującą fabularnie, z fajnymi bohaterami, wciągającą po prostu.

JN: Ja się zdecydowanie zgadzam. Mnie wciągnęło bardzo mocno. Chciałem zapytać o pewien ciekawy motyw zauważony przeze mnie w obu cyklach pana autorstwa, a mianowicie o przeciwstawienie bohatera indywidualisty ze społecznością, w której ważny jest może nie tyle konformizm co pewna jednorodność. Na Gladiusie dochodzi do klęski politycznej ze względu na tych wyłamujących się, a w Ostatniej Rzeczpospolitej jednorodność kulturowa jest jedną z podstaw przetrwania. A pytanie brzmi: czy ta opozycja była zamierzonym zabiegiem, czy może dopuszczam się czytelniczej nadinterpretacji?

TK: Interesowała mnie zawsze relacja jednostka-społeczeństwo, przy czym pod pojęciem “społeczeństwo” rozumiem nie tylko ogół ludzi żyjących tu i teraz ale też ich zaplecze kulturowe, mitologie, religie, nieżyjących już przodków i potomków, o których przyszłości się myśli. Całą tą wielką przestrzeń ludzkich praw, czynów, obyczajów, dziejów składających się na byt społeczny – państwo, kościół, czy choćby grupę hobbystyczną. W obu cyklach takie rozumienie wspólnoty jest ważne dla ich bohaterów. Także dla mnie, bo tak postrzegam na przykład naszą wspólnotę narodową, czy szerzej – wspólnotę cywilizacji zachodniej. W obu cyklach lokalna wspólnota przeciwstawia się glajszachtującemu ludzi i kultury najeźdźcy i w obu lokalność raczej staje w opozycji do uniwersalności.

JN: Wydaje mi się, że słowa “wspólnota” zabrakło mi przy moich interpretacjach.

vip_lodz_2007

A wracając do wspomnianych autorów – czy w natłoku obowiązków udaje się Panu znaleźć czas na czytanie? Coś ostatnio wywarło może wielkie wrażenie?

TK: Ostatni tom Świata Dysku, bo ostatni. Komiks Jonah Hex, tom pierwszy – bardzo lubię tego mniej znanego bohatera DC. Powieść Owrócony świat Christopera Priesta, bo arcyciekawy pomysł SF. Eseistyczny tom Legenda polska Ewy Jabłońskiej-Deptuły, inspirująca opowieść o mitologicznej polskości.

JN: Odchodząc od książek samych w sobie, przyznana Panu nagroda Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego była wyrazem tego, że działania osób związanych z popkulturą zaczęła być zauważana. Czy sytuacja ta nadal się poprawia czy raczej nastąpił zastój?

TK: Tam nie ma systemowego działania. Jeśli pojawia się urzędnik, który rozumie znaczenie dobrej kultury popularnej, to wręcza się nagrody twórcom i animatorom z obszarów takich, jak fantastyka czy komiks. Jeśli się nie pojawi – to się nie wręcza. Aczkolwiek generalnie sytuacja dziś jest znacznie lepsza niż te 2-3 dekady temu. Gatunkowa proza, komis, gry planszowe są wykorzystywane przez wiele instytucji do promowania wiedzy o historii, komunikowania ważnych treści społecznych itp. Wspomnę tu tylko znakomite komiksy historyczne IPNu o Żołnierzach Niezłomnych, czy też konkursy komiksowe organizowane przez Muzeum Powstania Warszawskiego.

dom00

JN: Czy ta tendencja zwyżkowa będzie nadal trwała? I w jakim kierunku się rozwinie – czy szeregi świadomych i nieco wybrednych konsumentów popkultury będą rosły czy raczej będzie masowo i bezmyślnie?

TK: To zależy od nas, twórców, producentów i komentatorów popkultury. Przy czym zauważmy, że popkultura to szerokie pojęcie, obejmujące częstą i wysokiej klasy sztukę (tyle że stworzoną w sposób atrakcyjny dla odbiorcy), i rozrywki typu biesiadnego.

JN: To prawda. Niestety wydaje mi się, że wiele osób zupełnie niepotrzebnie wrzuca wszystko do jednego wora i wszelkie twory kultury nastawione głównie na rozrywkę odsądza od czci i wiary. Czy spotyka się Pan z takim podejściem?

TK: Tak. Od trzydziestu lat. Ale nie ma co marudzić, tylko trzeba robić swoje, pisać i wydawać inteligentną popkulturę.

JN: Zdecydowanie popieram porzucenie marudzenia. Nie marudząc, spytam w podobnym duchu: dlaczego fantastyka nie jest doceniana i czy może się to zmienić?

TK: Czy na pewno nie jest doceniana… Fantastyczne myślenie zdominowało kulturę masową – kino, komiksy, zabawki. Bestsellery powieściowe to często proza sf, fantasy, grozy czy historyczno-fantastyczna, tyle, że nie wydana w seriach określających gatunek. Wielu moich kolegów, polskich autorów, po prostu żyje z pisania – ciężkiej, uczciwej pracy. Ale z drugiej strony – nawet ostatnio zdarzyło mi się odpowiadać na pytanie „czy komiks to sztuka”, albo tłumaczyć pani z „poważnej” audycji o kulturze, że w literaturze science fiction nie chodzi o to (a przynajmniej nie przede wszystkim o to), czy ufoludki istnieją, czy nie. My, pisarze fantastyki, jesteśmy autonomiczni, to ma wady i zalety. Nie żyjemy z dotacji, wiec nie musimy żebrać o publiczne pieniądze, wchodzić w układziki, czapkować u decydentów. Czytelnicy oceniają, czy chcą wydać na nasze dzieła swoje ciężko zarobione pieniądze i oddać nam kilka godzin swojego życia, poświęcone na lekturę. Wolę ten układ, niż jakiekolwiek salonowe docenienie.

TK maluje figurki LOTR

JN: No tak, głosowanie portfelem to jeden z bardziej wymiernych plebiscytów, a łaska salonów ulotną jest. Nie mogę w tym miejscu nie zapytać o Pana zdanie na temat opublikowanego nie tak dawno raportu Biblioteki Narodowej o stanie czytelnictwa w Polsce. Czy te 37% to powód do lamentów i bicia na alarm?

TK: Nie mam pojęcia. Ale zdaje się, w tym raporcie, uznano za człowieka czytającego “dużo” kogoś, kto czyta więcej niż 6 książek rocznie. Czyli 7 na przykład. Czyli jedną na półtora-dwa miesiące… Smutne to raczej.

JN: Bardzo smutne. Mam jednak wrażenie, że takie raporty bardzo rzadko przeradzają się w konstruktywne działania. Z początku jest dużo lamentów, wzdychania i wylewania żali na Facebooku, a tydzień później wszystko wraca na swoje tory.

TK: Nie przejmowałbym się. Kto nie czyta książek – jest głąbem. To jego problem, nie nasz.

JN: To prawda, ale ja wolę mieć na świecie więcej niegłąbów niż głąbów, a czytanie może pomóc zmienić drugiego w pierwszego. Zresztą, czy większa rzesza niegłąbów nie byłaby na rękę Egmontowi?

TK: Ależ oczywiście, dlatego moje koleżanki z działu książki wydają fantastyczne książeczki z serii “Czytam sobie” dla początkujących czytelników, a ja dbam o rozwój segmentu komiksów dziecięcych. Staramy się robić biznes i wzbogacać polską kulturę.

JN: Ha, sam staram się to robić, ale na dużo mniejszą skalę – dwuosobową tak w zasadzie. Przyznam szczerze, że czytanie i opowiadanie książek z dwoma młodymi chłopakami to niesamowita sprawa. Wydaje się teraz całkiem sporo cudownych książek dla dzieci. Chłamu nadal jest sporo, ale perełki znaleźć nietrudno.

TK: Myślę, że rynek książki dziecięcej w Polsce jest bardzo bogaty. W księgarniach czytelnik znajdzie i opowieści z najpopularniejszymi bohaterami popkultury, i klasykę, i wiele nowych książek napisanych i zilustrowanych przez nowych polskich twórców.

dom3 dom4

JN: Coraz bogatszy i zróżnicowany robi się też rynek komiksowy. Niecały rok temu Egmont zaczął wydawać komiksy Marvela i ciekaw jestem, czy z perspektywy tego roku można uznać tę inicjatywę za udaną?

TK: Będziemy kontynuować linię Marvela i stopniowo zwiększać liczbę wydawanych komiksów. A w 2016 wprowadzamy kolejne serie, np. Uncanny X-men czy Thor.

JN: Idąc dalej tym tropem, w wywiadzie dla Esensji przeprowadzonym w 2010 stwierdził Pan, że polski rynek komiksowy czekają „pustka, czerń i mgły”. Okazał się Pan sprawną Kasandrą czy jednak przepowiednia pozostała niespełniona?

TK: Mieliśmy rynkowy kryzys jeszcze kilka lat temu, więc się specjalnie nie pomyliłem. A ożywieniu rynku na pewno pomogła fala filmów superbohaterskich, które pojawiły się po 2010 – tego jak wiele ich będzie, wtedy nikt nie wiedział. Poza tym, zawsze wolę ostrożniej mówić, a więcej robić, niż na odwrót.

JN: Marvel Cinematic Universe (a po części i ekranizacje od DC) to rzeczywiście fenomen. Age of Ultron nieco ostudził entuzjazm widzów, ale Civil War zdaje się go przywracać. Jak Pan ocenia te ekranizacje? Ma Pan swoją ulubioną?

TK: Moim ulubionym przeniesieniem komiksowych bohaterów na ekran w ostatnich kilku latach jest serial Gotham, o młodym Jimie Gordonie, i Brusie Waynie jako dziecku. Fajne kryminalne historie, świetne aktorstwo, kilka szalonych konceptów.

tk4

JN: To teraz pytanie z serii życzeniowych. Kogo ze świata komiksowego (a może I książkowego) najchętniej zobaczyłby Pan na ekranie?

TK: Oczywiście, chętnie zobaczyłbym Kajetana Kłobudzkiego, głównego bohatera mojego cyklu książkowego Ostatnia Rzeczpospolita.

JN: Przyznam bez bicia, że i ja chętnie bym ujrzał taką ekranizację. Myślę, że rozwinięte światotwórstwo sprzyja takiemu obrotowi rzeczy. Idąc w nieco inną stronę, wydaje mi się, że dualizm tego świata pasowałby tez idealnie do gier MMO.

TK: Też bym nie odmówił. No, ale to już nie ode mnie zależy.

JN: A skoro rozmowa zatoczyła koło, to zapytam znów o książki. Jakie są Pana dalsze plany pisarskie – skupia się Pan na Kajetanie czy może kiełkują już jakieś nowe światy?

TK: Pomysłów na teksty, w tym nowe uniwersa, to mam kilkanaście. Jedno z nich, miks space opery i horroru, pokazałem w opowiadaniu Planeta węża. Tylko, niestety, czasu mi brakuje na spisanie tego wszystkiego. Pracuję nad drugim tomem Białej Reduty, a idzie mi to wolniej, niż bym chciał. Za bardzo pożera mnie praca zawodowa, wie pan, jest tyle gier i komiksów do wydania…

JN: Ja i tak jestem pełen podziwu, że udaje się Panu pogodzić pracę w wydawnictwie z pisarstwem. Tym bardziej doceniam, że poświęcił Pan czas na rozmowę ze mnę i życzę, by czasu zawsze starczało. Na twórczość, na czytanie i wszystko, co ważne.

Tomek i Papcio

TK: Dziękuję i życzę w przyszłości dużo dobrych książek i komiksów.


Mam nadzieję, że Wam się czytało tak dobrze, jak mi rozmawiało. Zapraszam do komentowania, a ja szukam kolejnego interlokutora, który zgodzi się poddać mym zapytaniom. A może macie jakieś propozycje?

Poprzedni

Czymże jest imię? To, co zowiem Williamem, pod innym imieniem równie by brzmiało

Następny

Kunszt kreacji, czyli krótki ranking światotwórców

Komentarzy: 6

  1. Przyznam, że wywiad zacny, choć autor należał dotąd raczej do tych przeze mnie ignorowanych (także dlatego, że jak polski pisarz tworzy coś z Rzeczpospolitą – lub pokrewnymi słowami – w tytule, to zaczynają we mnie narastać najgorsze przeczucia). Po wywiadzie jakoś życzliwiej spoglądam, może się skuszę.

    A może być z Robertem Wegnerem porozmawiał? 🙂

    • pozeracz

      Gdybym czytał książki Wegnera, to bym porozmawiał. Wolę być odpowiednio przygotowany. Wegner jest wysoko na liście „do przeczytania”, więc kto wie – może niedługo.

      A poza tym miło mi, że choć trochę zachęciłem. Mocno polecam. Warto zacząć od wspomnianego w tekście opowiadania „Piękna i graf” i sprawdzić, czy „to jest to”.

    • Mnie się zdarzyło opowiadanie czytać w jakiejś antologii i powiem szczerze, że mocno się wyróżniało na plus. Potem Janek zachęcał, no i w rezultacie mam na półce „Wstań i idź”. Nigdzie nie idzie, grzecznie czeka, aż sięgnę.
      Porozmawiaj może z Huberathem.

      • pozeracz

        A „Wstań i idź” akurat nie czytałem, ale planuję przeczytać. Ja na „Piękną i grafa” natknąłem się w antologii „Niech żyje Polska. Hura! #1” i rzeczywiście tam wyróżniało się zdecydowanie i pozytywnie.

  2. Ha, kolejny wywiad i po raz kolejny czytam go nieomal jednym tchem, czując się bardziej świadkiem rozmowy, dialogu, wymiany myśli. Bardzo podoba mi się taka forma.

    Nazwisko pana Kołodziejczaka obiło mi się o uszy nie raz i nie dwa, ale jak do tej pory nie sięgałem po jego dzieła. Teraz, gdy trochę lepiej poznałem tego pisarza, pragnę także bliżej zaznajomić się z jego twórczością 🙂

    • pozeracz

      Bardzo się cieszę, że się podoba. Przyznam szczerze, że mi się bardzo podoba prowadzenie takich rozmów. Nie mam zamiaru przestawać. Mogę nawet zdradzić, że właśnie rozpocząłem kolejną, ale ciiiii…

      A co do Autora – jeśli nie ma się awersji do fantastyki, to – według mnie – powinno się sięgnąć.

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén