"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Kategoria: Recenzje Strona 100 z 101

Surfując na falach nostalgii, czyli Pixel

Qbuś zawsze był dziwnym czytelnikiem czasopism komputerowych. Jeszcze w czasach środkowo-podstawówkowych, nieco z przypadku, stałem się posiadaczem jednego z numerów Świata Gier Komputerowych. Spodobało mi się i zostałem regularnym czytelnikiem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że posiadałem tylko Commodore C64, o którym nikt już wtedy nigdzie nie pisał. Teraz zaś czasu na granie nie mam za wiele, gram w zasadzie tylko w gry Blizzarda i  gry z serii Civilisation, ale i tak czytam Pixela.

pixel1

Piękna pieśń przyszłości, czyli magazyn Futu

Wybaczcie ten nieco pompatyczny tytuł, ale dobrze wyraża on dwie rzeczy: mą słabość do aliteracji oraz zachwyt czasopismem Futu. Sama słabość do Futu jest zaś wyrazem innej qbusiowej cechy: ciekawości. Qbuś pożera bowiem nie tylko książki, ale i informacje, ciekawostki i nowinki. Ta zachłanność w powiązaniu z czytelniczymi zapędami sprawiły, że nie mogłem nie wpaść w sidła Futu. Do ciekawości i słabości dołącza jeszcze przypadek: czytelnikiem Futu stałem się po wizycie w poznańskim Bookareście – przyciągnęła mnie po prostu okładka.

futu all

Przerażające piękno, czyli „Opowieść podręcznej” Margaret Atwood

Są książki, które chodzą za człowiekiem, nieśmiało mrugając z listy „do przeczytania”. Ten straszny twór rozrasta się w niekontrolowany sposób i nie ma nadziei, na ostateczne go pokonanie. Ale może to dobrze? Wszystko zależy od tego, jak pochodzi się do kwestii tego, że nigdy nie przeczyta się wszystkich książek, które się chciałoby się przeczytać. Żyjemy przecież w erze wiecznego niedoczasu. Wracając do meritum: Opowieść podręcznej znalazła się na mojej liście już na studiach. Od razu napiszę: jeśli też macie tę powieść gdzieś na liście, nie zwlekajcie ni chwili!

hand cover atwood1

Randka z komiksem, czyli Wielka Kolekcja Komiksów Marvela 1-5

Mam nieco wstydliwe wyznanie na początek tego wpisu. Będąc młodą lekarką… Wróć. To nie to wstydliwe wyznanie. Pacholęciem w wieku podstawówkowym będąc, zaczytywałem się częściej w komiksach niż w książkach. Ze względu na ograniczony budżet byłem w stanie kupować tylko Spidermana, ale za sprawą klasowego podziału czytałem większość pozycji wydawanych przez TM-Semic. Z czasem jednak, mimo wydania w jednym czasie kilku iście spektakularnych historii (Maximum Carnage, Doomsday itd.), wydawnictwo podupadło, a ja z czasem przerzuciłem się na książki.

wielkakolekcja

Fatalizm po dominikańsku, czyli „Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao” Junota Diaza

Jonathan Carrol napisał swego czasu, że czytanie jest jak podróż po świecie drugiego człowieka. Trudno się z tym nie zgodzić – zresztą czytanie bywa często jak podróż po świecie. Wiele dzieł literackich łączy w sobie wartości kulturopoznawcze z literackimi. Gdy intensywnie korzystałem z usług cudownego wynalazku cywilizacji zwanego biblioteką, lubiłem zapuszczać się między półki przeznaczone na literatury danych państw i wybierać coś z danej półki. Jest w tym nieco ryzyka, ale nawet jeśli literacko książka nie powali na kolana, to zyska się punkt widzenia na mniej lub bardziej obcą kulturę. I taki właśnie jest Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao Junota Diaza.

Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao

Strona 100 z 101

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén