Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Surfując na fali zmian, czyli „Wada ukryta” Thomasa Pynchona

Thomas Pynchon, człowiek-legenda, człowiek-mit, którego wczesna twórczość jest testem wytrwałości dla nawet najbardziej wprawionego czytelnika. VTęcza grawitacji to postmodernistyczne molochy, do których pisane są przewodniki. Przyznam szczerze, że na studiach odpadłem od tej pierwszej. Z poczuciem porażki czytelniczej oddałem do wydziałowej biblioteki. Później szło mi lepiej, ale i tak do V mam zamiar wrócić. Na razie jednak sięgnąłem po powieść uważaną za najbardziej przystępną w dorobku Amerykanina ciekaw, czy ta rzekoma przystępność nie przełożyła się na spadek jakości. Oto i Wada ukryta.

wada ukryta cover

Kiedy dwa równa się siedemnaście, czyli o sytuacji kobiet w literackim świecie

Czytanie innych blogów to inwestycja czasowa, która zwraca się nie tylko w postaci budowania sieci, ale i inspiracji. W moim przypadku prym wiedzie kronikująca Silaqui, która ostatnio często nie pisze, ale za to skuteczność ma wysoką. Jej wpis rozważający niedobór polskich autorek science-fiction i zamieszczone pod nim komentarze mówiące o potencjalnym efekcie skali popchnęły mnie w objęcia wujka Google. Parę chwil poszukiwań zaowocowało tyloma znaleziskami, że wiedziałem, że bez wpisu się nie obejdzie, a w dodatku nie będzie się on wcale ograniczał do Polski i SF.

Kameralny kres, czyli „Oryks i Derkacz” Margaret Atwood

Historia to wredna bestia. Margaret Atwood napisała Opowieść podręcznej między innymi po to, by Gilead nigdy nie zrodził się naprawdę, lecz obecny prezydent USA wydaje się być niemal żywcem z niego wyjęty. Dobrze, dobrze. Przesadzam, ale przyznać trzeba, że jego stosunek do kobiet podziwu nie budzi. Oryks i Derkacz to kolejna dystopia autorstwa kanadyjki, lecz zmieniająca totalitaryzm na konsumpcjonizm i ekologię. Te problemy są palące i bez żadnego Trumpa, ale i tak mam nadzieję, że jeszcze nam daleko do urzeczywistnienia tej wizji.

oryks i derkacz

Hałasy z Karakorum, czyli o językowych przedziwnościach

Dzisiejszy wpis miał być poświęcony typologii języków na przykładzie języka polskiego, ale postanowiłem dać Wam lingwistycznie odpocząć i wybrałem temat nieco bardziej ekscytujący. Zamieszczona w poprzednim wpisie drobna ciekawostka dotycząca języka malgaskiego przypomniała mi o aborygeńskim plemieniu zwanych Kuuk Thaayorre wspomnianym w dawnym wpisie, a za tym przyszła inspiracja. Do typologii zapewne jeszcze powrócę, ale dziś podrzucę Wam nieco językowych (prze)dziwności.

Bezwstydna poszukiwań kontynuacja, czyli „Teksty Drugie 2016 nr 4: Wojna wstydów”

Oto potwierdzenie powiedzenia głoszącego, że nieszczęścia chodzą parami. Dopiero co pojawił się wpis lingwistyczny, a dziś druga relacja z mych poszukiwań literacko-czasopismowych. Literatura na Świecie w swym wydaniu arabskim zrobiła na mnie wrażenie pozytywne, a sam wpis wzbudził pozytywne zdziwienie z serii „to ktoś to jeszcze czyta”. Za sprawą asortymentu pobliskiego Empiku oraz mych czysto subiektywnych zachcianek kolejna część przeglądu poświęcona będzie jednemu z ostatnich wydań periodyku Teksty Drugie, które to poświęcone jest wstydowi.

Strona 115 z 153

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén