Na początek przyznam się do czytelniczego grzechu ciężkiego: przeskoczyłem jedną część serii. Otwierającą cykl Wiosnę Helikonii oceniłem pozytywnie, ale osobiście czułem się nią zmęczony. Postanowiłem więc, ryzykując utratę części recenzenckiej wiarygodności, oszczędzić sobie jedną z pór roku. Czy pójście w ślady autora (który wszakże pominął jesień) się obroniło i czy Zima Helikonii potrafiła przekonać mnie do tego jakże chwalonego cyklu, przekonacie się, oczywiście, poniżej.
Część z Was po rzuceniu okiem na okładkę zapewne najdzie przemożna chęć zadania Pożeraczowi pytania: „Pożeracz, czyżbyś nie miał dość rozpoczętych serii książkowych?” Z delikatnym rumieńcem wstydu trudno mi zaprzeczyć, ale jednocześnie nie mam szans z mroczną stroną mego czytelniczego serca – tą pożądającą tasiemcowych cykli z przerośniętym lore. W pewnym więc sensie me sięgnięcie po Wywyższenie Horusa było nieuniknionym.

Nic nie może przecież wiecznie trwać… Od czasu mego pierwszego spotkania z Gusem i Callem, gdy poznałem ich w zabitej dechami dziurze zwanej Lonesome Dove, minęło niemal osiem lat. I choć w porządku fabularnym cofamy się teraz w czasie, to jednocześnie jest to opowieść ostatnia. Księżyc Komanczów zamyka ten jak dotąd wspaniały cykl Larry’ego McMurtry’ego.
Ostatnia Rzeczpospolita autorstwa Tomasza Kołodziejczaka to jeden z najciekawszych cykli w polskiej fantastyce. Ta mroczna wizja niedalekiej przyszłości w udany sposób wiąże fantasy z science-fiction, igrając z historyczno-narodowymi sentymentami części Polaków. Tu jest predmurzem ludzkiego oporu przeciw Czarnym, istotom z innego wymiaru, które czerpią swą moc z cierpienia i nieszczęścia. Poprzednie części stopniowo rozbudowywały uniewersum stworzone przez pisarza. W przeciwieństwie do nich jednak Biała Reduta to wstęp do trzytomowego cyklu.

Usiądźcie wygodnie, rozgośćcie się i posłuchajcie. Oto mam dla Was opowieść zaskakującą, pouczającą i krótką. Jest to historia z morałem i do refleksji skłaniająca. I nie chodzi mi wcale o dzieło Tomasza Spella. Clou wstępu jest bowiem takowe: warto jest się czasem dać zinfluensować. W pewnym bowiem odcinku podcastu Czytu Czytu współprowadząca go Katarzyna Czajka (znana pewnie lepiej jako Zwierz Popkulturalny) zachwalała pewien komiks. Peany te gdzieś osiadły na mym podczaszkowym strychu i przy komponowaniu listy potencjalnych prezentów urodzinowych na wierzch wylazły. Taką oto drogą trafiła do mnie Zasada Trójek.


