Cykl Barokowy to dzieło imponujące pod wieloma względami. Żywe Srebro było doskonałym wstępem do złożonej, wielowątkowej opowieści prezentującej schyłek baroku i zalążki oświecenia. Zamęt miał nieco braków, ale i tak udanie pogłębił obraz tej fascynującej epoki. Ustrój świata ma więc przed sobą trudne zadanie: zakończyć wszystkie wątki z poprzednich tomów i zwieńczyć ten cykl. Sprawdźmy, czy to się udało.

Zawirowania z części poprzedniej zostały zastąpione przez kolejne perturbacje. Isaac Newton kieruje królewską mennicą i stara się dopaść Jacka Mincerza, który podrabia angielskie monety. Daniel Waterhouse kontynuuje plany budowy Maszyny Logicznej, a Eliza nadal doskonale radzi sobie na rynkach finansowych. Wszyscy zaś wplątują się w konflikt pomiędzy wigami a torysami, którego stawką jest sukcesja tronu brytyjskiego. W tle rodzi się oświecenie i rozpoczyna rewolucja przemysłowa.
Spojrzenie na całość serii z perspektywy ostatniego tomu uwypukla kunszt narracyjny Stephensona. Udało mu się bowiem przez niemal 3000 stron poprowadzić cały natłok wątków, mądrze rozwijać postaci, wpleść w to mnóstwo wiedzy, przyzdobić akcją i jeszcze zakończyć w satysfakcjonujący sposób. Stworzył nie tyle mieszankę, co układankę — wszystkie te elementy składają się na szczegółowy obraz złożonej epoki. Czytelnik, który z uwagą przeczyta cały Cykl Barokowy, nie będzie miał problemów ze zrozumieniem procesów i zmian, które zaszły w tym punkcie historii. Zdobędzie sporo materiału do przemyśleń na temat roli kobiet w społeczeństwie i konfliktu jednostki ze społecznością, a także tego, czy obecny ustrój świata jest spełnieniem marzeń, czy raczej koszmarów bohaterów. Dowie się też sporo o tym, jak w tamtych czasach wyglądał (i pachniał) Londyn.

Przy całej tej złożoności i bogactwie Stephensonowi po raz kolejny udało się uniknąć niepotrzebnych dłużyzn. Owszem, podobnie jak w przypadku poprzednich części, za lekturę nie powinni zabierać się czytelnicy szukający wartkiej akcji w niesamowitym tempie. Nie brakuje tu co prawda dramatycznych scen i emocjonujących momentów, jednak dominuje narracja spokojna. Dużo jest opisów, dygresji i listów. Ustrój świata (i inna proza Stephensona też) traci na szybkim czytaniu — wymaga raczej spokoju i uwagi. Każdy element ma swoje miejsce, każdy dodaje coś do świata przedstawionego lub pogłębia charakterystykę postaci. Autora trzeba także pochwalić za to, że swą wiedzę umie przekazać w sposób przystępny. Nie ma tu silenia się na przesadną stylizację języka, która znacznie utrudniłaby odbiór.
Konsekwencją objętości cyklu jest to, że autor miał bardzo dużo czasu i miejsca dla swoich postaci, które czytelnicy mogli dzięki temu bardzo dobrze poznać. Doświadczenia i perypetie ciągnące się od Żywego srebra odcisnęły swoje piętno na większości z nich. Od lat młodzieńczych do wczesnej starości zachodzą w nich liczne zmiany, które są dodatkowo uwypuklone przez różnice między poszczególnymi protagonistami. Postać Daniela Waterhouse’a doskonale ukazuje, jaki wpływ na życie ma wiek i podupadające zdrowie. Rozsądny i stateczny naturalista sam przyznaje, że coraz trudniej jest mu odnaleźć się w teraźniejszości i obawia się tego, co może przynieść przyszłość. Stephenson zadbał także o bohaterów trzeciego planu – tak opartych na postaciach historycznych, jak i fikcyjnych.

Ustrój świata to bardzo dobra powieść historyczna wieńcząca równie dobry cykl. Podobnie jak poprzednie części, w szczegółowy i przystępny sposób prezentuje całe mnóstwo informacji i zdarzeń. Cykl Barokowy nie znajdzie raczej uznania u wielbicieli typowych powieści przygodowych, gdyż tych zawiedzie tempo narracji. Jednak każdy czytelnik ciekawy świata, lubujący się w pochłanianiu – przekazanej w dodatku pięknym językiem – wiedzy, odnajdzie się w tej serii z pewnością.
Nasz ród trwa nie dzięki nadnaturalnym domieszkom w naszej krwi i nie dlatego, że dzieci w ogóle coś po rodzicach dziedziczą. Trwa, ponieważ codziennie spaceruję po ogrodzie i rozmawiam z moją córką i twoją przyszłą synową, tak jak moja matka, Królowa Zimy, spacerowała i rozmawiała ze mną. Trwa, ponieważ nawet po piętnastu latach wojny prawie codziennie pisujemy do siebie z moją bratanicą Liselotte, która mieszka w Wersalu. Możesz, jeśli cię to ekscytuje, zaspokajać swą próżność, wmawiając sobie, że przejażdżki po okolicy w pogoni za szkodnikami są rozrywką godną króla i pewnego dnia pomogą ci władać imperium rozciągającym się od Szachdźahanabadu po Boston; nie mam nic przeciwko twoim małym złudzeniom. Nie pozwolę jednak, abyś wtrącał się do spraw, którym nasz ród zawdzięcza przetrwanie na przestrzeni wieków, wśród epidemii, wojen i rewolucji. Wynoś się z mojego ogrodu. I nigdy więcej nie przeszkadzaj nam w pracy.
Dodaj komentarz