Nie przepadam za marudzeniem — wyznaję zasadę „albo coś z tym zrób, albo nie zrzędź”. Osoby czytające niniejszego bloga, a konkretnie recenzje komiksowe mogły zauważyć me własne zwracanie uwagi na me powieściowo-graficzne nieobycie. Zmienia to się stopniowo za sprawą kolejnych lektur, ale postanowiłem wspomóc ten proces ciut bardziej bezpośrednio. Zrozumieć komiks Scotta McClouda wydawało się świetnym na to sposobem.

Gdyby zastosować technikę zwięźle unikową, można by dzieła Scotta McClouda określić po prostu komiksem o komiksach. Gdyby jednak zabrać się porządnie do roboty, to należy tę wypowiedź rozwinąć. Na przykład tak… Jest to komiks non-fiction, który analizuje formalne aspekty i historyczny rozwój tego medium, jego podstawowe sposoby wyrazu oraz różne sposoby wykorzystania tych elementów. Przedstawia też teoretyczne koncepcje dotyczące komiksów jako formy sztuki i środka komunikacji. Z czasem stał się on nieodzowną podstawą akademickich i nie tylko dyskusji o sekwencyjnych historyjkach obrazkowych.
Zrozumieć komiks to dzieło, o którym chciałoby się pisać bardzo szczegółowo — ze względu na bogactwo, chęć podzielenia się nim z innymi oraz trudność ogólnikowego oddania hołdu mu należnego. Postaram się jednak zachęcić Was do lektury bez drobiazgowego rozpisywania się o każdym z rozdziałów. W temacie tych ostatnich dodam tylko, że Scott McCloud zaczyna od definicji i historii, przechodzi przez ikonografię, relację słów z obrazem i czasu z ruchem, a kończy na samym procesie artystycznym. Trudno mi rozstrzygać o stopniu wyczerpania tematu, ale podstawowe kwestie zdają się być tu zawarte. Całość jest też uporządkowana w sposób logiczny oraz omawiana ze swadą oraz humorem. Przez cały czas czuć zaangażowanie autora w temat i jego zamiłowanie dla tej formy sztuki.

Oczywistą i niewątpliwą zaletą i przewagą komiksowego opowiadania o komiksach jest możliwość zobrazowania wykładanych tez. Fragment o stylach czy też stopniach szczegółowości/abstrakcji w formie tekstowej byłby zapewne zrozumiały, ale tutaj — jak poniżej — natychmiastowo widać to, co tłumaczy autor. Takie podejście wymusiło na autorze zaprezentowanie niebagatelnej różnorodności, która robi wrażenie zwłaszcza na ekstremach różnych skal. Nawet (albo i tym bardziej) w czerni i bieli jest to imponujące. Im większe zaś doświadczenie komiksowe osoby czytającej, tym więcej frajdy będzie z wyłapywania nawiązań/naśladowań. Bez obaw: nawet mi się kilka udało.
A już tak z zupełnie subiektywnej perspektywy była dla mnie po prostu lekturą przyjemną i pouczającą. Scott McCloud przystępnie pisze o różnych aspektach komiksotwórstwa, a jego (wy)tłumaczenia powinny być zrozumiałe nawet dla osób raczkujących na tym polu. Dla mnie, starającego się poznawać dzieła z jak najbardziej różnych zakątków tego świata, jest to tym bardziej korzystne i przydatne. Na koniec zostaje zadać pytanie w nawiązaniu do wstępu: czy dzięki Zrozumieć komiks będę lepszym recenzentem? Zapewne trochę tak, gdyż me zaplecze teoretyczno-praktyczne uległo pewnemu rozbudowaniu. Ale póki co i tak nie zamierzam zrezygnować z amatorskiej asekuracji.

Jeśli tylko lubicie komiksy i nie odstrasza Was teoretyczne (choć to teoria w praktyce) do nich podejście, to koniecznie sięgnijcie po Zrozumieć komiks. W przystępnej formie, ze swadą i humorem przedstawia historię tego medium oraz jego elementarne aspekty. Jeśli zaś me wynurzenia nie są dla Was wystarczające, niech wspomogą mnie pochwały od Alana Moore’a, Arta Spiegelmana czy Willa Eisnera.
Powiem ci, czego nauczyłem się w Ameryce – coś może wyglądać jak bardzo powolna zmiana, ale nagle, w przeciągu jednej nocy, okaże się, że zmieniło się zupełnie wszystko. Okaże się, że jest armia kobiet tworzących, dajmy na to, autobiograficzne komiksy internetowe. Nagle jedna, następnie dziesięć, a potem setka. I nagle to one wygrywają nagrody i stają się przemysłem. Może ci się to wydawać szaleństwem, ale właśnie tak się dzieje. Rewolucja może się zdarzyć bardzo szybko. Dlatego, że komiksy nie muszą przechodzić przez sklepy, dystrybutorów, redaktorów i wydawców – wystarczy, że pojawią się w sieci. Być może także w Polsce okaże się, że w ciągu pięciu lat zobaczysz zupełnie nowy rynek. Wcale nie tak konserwatywny.
[Scott McCloud, wywiad dla Krytyki Politycznej]
Dodaj komentarz