Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Korowód kontrastów, czyli „Centuria. Sto opowieści rzek” Giorgio Manganelliego

Włochy kojarzą się z wieloma rzeczami, ale literatura pierwsza ni druga na myśl raczej nie przychodzi. Mityczny „przeciętny” czytelnik pamięta zapewne z czasów szkolnych Dantego i Petrarkę, a niedawno smucił się odejściem Umberto Eco. Nieco bardziej obyci pamiętają może zachwyty nad prozą Italo Calvino. Mnie zaś los czytelniczy poprzez pewnego skutecznie polecającego Grzegorza zetknął z opowiadaniami Dino Buzatiego. Moja znajomość literatury włoskiej nie jest więc nazbyt imponująca, ale me nieliczne przygody oceniam bardzo wysoko. Dlatego też zapalczywie rzuciłem się na Centurię Giorgio Manganelliego.

centuria_1_4_-269x400

Pełny tytuł polskiego wydania to Centuria. Sto krótkich powieści rzek, co chyba blisko odpowiada urokliwemu oryginałowi, czyli Cento piccoli romanzi fiume. Znaczące natomiast jest to, że podtytuł angielskiego wydania to One Hundred Ouroboric Novels. Normalnie unikam takich wzbogacania recenzji o takie szczegóły, ale ze względu na nikła rozpoznawalność autora, tym razem sobie pozwolę. Manganelli to krytyk, tłumacz (i to nie byle jaki, przekładał między innymi T.S. Eliota, Henry’ego James i całość dorobku Edgara Allana Poe) i pisarz, swego czasu członek awangardowej grupy Gruppo 63. Książka będąca obiektem niniejszej recenzji rzeczywiście zawiera sto opowieści, a w oryginale było to sto opowieści spisanych na stu osobnych kartkach papieru i to kartka stanowiła ograniczenie objętości pojedynczej historii. Bardzo oulipiańsko.

Dość tego świata rzeczywistego, pora na prozę. Opowieści stworzone przez Manganelliego pełne są nietypowych, absurdalnych i niesamowitych sytuacji, osób i konceptów. Bohaterem podstawowym zdaje się być pan w średnim wieku, najczęściej stanu wolnego, choć niepozbawiony uczuć ku płci przeciwnej. Są tu panowie skrupulatni a roztargnieni, drażliwi, pozbawieni wyobraźni, nienagannie ubrani, a nawet i nieistniejący. Napotykają oni problemy przeróżne (towarzystkie, egzystencjalne, romantyczne itp.), ale niemal nigdy zwyczajne. Na przestrzeni tej jednej kartki przemnożonej przez sto dzieje się tyle pokrętnych, niesamowitych, smutnych i przezabawnych historii, że starczyłoby na sto książek. Są też i historie samozwrotne, a i ponoć na jednak z kartek można spotkać ponoć samego autora i stąd ta angielska ouroboryczność. Ucieszą się też miłośnicy niesamowitości – między panami w średnim wieku są też smoki, duchy i ukradziony Wszechświat. Inwencja autora bawi i zadziwia.

untitled-design-1

Jeśli zaś chodzi o styl, to ten jest wymuszony niejako przez formę. Nieco ponad trzysta słów to objętość jak na prozę niewielka, ale Manganelli jest w stanie stworzyć na ich przestrzeni osobne światy, moralności i filozofie. Nie jest to język poetycki, nie są to wybuchy elokwencji – jest za to zwięzłość i dyscyplina. Wystarczy kilka słów, a czytelnikowi przed oczyma staje ten wspomniany pan w średnim wieku, a po kilku następnych znamy go już całkiem nieźle. To językowe ściśnięcie sprawia też, że absurd i humor uderzają z większą mocą, a wszelkie kontrasty są wyjaskrawione. Nawet po pozornym przyzwyczajeniu się do stylu autora, czyli kilkudziesięciu opowieściach, zaskoczeń nie brakuje. Za przykład niech posłuży następujące zestawienie zdań z opowieści numer Sześćdziesiąt: „Pewien pan skrupulatny, lecz trochę roztargniony, otrzymał pewnego dnia list, którego istotnie oczekiwał od dawna. List przyszedł z Biura Egzystencji donosił mu z lakoniczną uprzejmością, że wkrótce dostanie deklarację istnienia.”

manganelli2

Centuria. Sto opowieści rzek to zbiór o niezbyt imponującej objętości fizycznej, ale niemal nieograniczonej objętości literackiej. Idealnie nadaje się do niezbyt pośpiesznego czytania opowieść po opowieści oraz losowych powrotów. Przypuszczam, że będę czasem zdejmował książkę z półki i na chybił trafił wybierał którąś z tych historii. Mam wielką nadzieję, że PIW sięgnie po kolejne książki Manganelliego, gdyż wielka szkoda by się stała, gdyby ta pierwsza ostatnią pozostała. I niech pozostał też mają tak piękne okładki!

Serdecznie dziękuję wydawnictwu PIW za przesłanie egzemplarza do recenzji.

logo_piw1

Pewien pan średniej kultury i dobrych manier spotkał po wielomiesięcznej nieobecności, spowodowanej przerażająco wojennymi wydarzeniami, kobietę, którą kochał. Nie pocałował jej; ale oddaliwszy się w milczeniu, długo wymiotował.

Poprzedni

Nie wyważaj drzwi otwartych na oścież, czyli kilka refleksji związanych z akcją Czytaj PL

Następny

Wypowiadając Odysa, czyli wywiad z Witem Szostakiem (część 1)

Komentarzy: 7

  1. Ach, ten Buzzati („zz”!) – od pewnego czasu interesuję się literaturą włoską i całkiem niedawno dotarłem do tego nazwiska („Pustynia Tatarów”). O Centurii także słyszałem i przyznaję, że ten zbiór orbituje wokół moich zainteresowań – nie wiedziałem, że oryginalnie każde opowiadanie zawierało się wyłącznie na 1 stronie. Ta bardzo skromna objętość trochę przeraża (czy słowny kreator zdąży w tym czasie naszkicować na tyle interesujący literacki płód, by przykuć czytelniczą uwagę), ale z drugiej strony dzieło przywodzi na myśl świetną „Grę w klasy”. Zresztą skoro Tobie pozycja przypadła do gustu, to na pewno warto po nią sięgnąć, i tego będę się trzymał 🙂

    • pozeracz

      Pisownia nazwiska Buzzati to ma zmora. Ciągle chcę pisać przez dwa „t”, ale jeszcze nie obciąłem nigdy „z”. Karramba. Ja o tym ograniczeniu długościowym dowiedziałem się dopiero w trakcie pisania recenzji. Mam też wrażenie, że przerażające to było dużo bardziej dla pisarza. Choć w zasadzie to biorąc pod uwagę ogólnego ducha książki, to mogła to być dla Manganelliego kreatywna zabawa.

      A ufność me polecenia to wielka odpowiedzialność na mych barkach spoczywająca.

  2. Miłka Kołakowska

    Wspomniana nietypowa inwencja intryguje i zachęca do przeczytania każdej ze stu jednostronicowych opowieści. Jestem przekonana, że Giorgio Manganelli tak dobrał słowa, aby każda pojedyncza historia była niejako zaświadczeniem o jego umiejętnościach pisarskich. Dla mnie taka forma to nowość, ale zajrzę do niej z przyjemnością. Pozdrawiam! 🙂

    • pozeracz

      Dla mnie też była to nowość, choć słyszałem o podobnych eksperymentach ze strony modernistów i innych „post-„. Ale tę przygodę mogę polecić z czystym sumieniem.

  3. To książka dla mnie! Jak to możliwe, że przegapiłam ją, gdy się wyszła (z drugiej strony, to jednak nietrudne, biorąc pod uwagę, że jej promocja była żadna w porównaniu z „hitami wydawniczymi”, które są nimi jeszcze zanim się ukażą). Po recenzji Twojej i Czepiam się książek nie mam już wątpliwości, po prostu muszę ją przeczytać!

  4. Jestem zaintrygowana! Nasuwają mi się skojarzenia z Rolandem Toporem, Italo Calvino i Raymondem Queaneau, nie wiem, czy słusznie?

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén