Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Bydgoska niespodziegadka, czyli Fabularie 3 (14) 2017

Śledzenie dobrych blogów niesie czasem ze sobą korzyści niespodziewane. Gdzieś tam w otchłaniach internetowych prowadzące bloga Niespodziegadki pochwaliły się artykułem o literaturze afrykańskiej, który opublikowały niejakie Fabularie. Jako periodykowy poszukiwacz w te pędy ruszyłem zwalczyć swą niewiedzę. Szybko okazało się nie tylko, że mam do sprawdzenia kolejne ciekawie zapowiadające się czasopismo okołokulturowe, ale że w dodatku pochodzi ono z Bydgoszczy. Periodyk zakupiłem prędko, ale przeczytanie zabranie się za lekturę trwało zdecydowanie za długo, gdyż w międzyczasie pojawił się już nowy numer. Mam jednak nadzieję, że Was to nie zniechęci.

fabularie okładka

Bydgoszcz wydawać się może obszarem kulturowo nieco egzotycznym, ale nawet nie licząc uznanych w kraju scen Teatru Polskiego czy Opery Nova, prężnie działa od pewnego czasu Miejskie Centrum Kultury i wydawany jest Kwartalnik Artystyczny i Akant. Jednak założyciele pisma, Marek Maciejewski oraz Michał Tabańczyński, nie chcą konkurować z tymi dwoma wspomnianymi czasopismami, a raczej stanowić ich uzupełnienie. Ich intencją jest skupienie się na regionie i młodych twórcach, chcą szukać odwagi i eksperymentu. Obaj panowie są członkami Bydgoskiej Fundacji Wolnej Myśli, która to jest wydawcą Fabularii. Pierwszy numer wydany został w październiku 2013 roku i poświęcony był Jamesowi Joyce’owi oraz komunikacji. Numery są tematyczne, ale główne zagadnienia nie dominują za sprawą dużego zróżnicowania pozostałych treści poświęconych różnych gałęziom kultury.

Tematem okładkowo-przewodnim Fabularii 3/2017 jest plakat, a nieco bardziej konkretnie: plakat w Polsce. Temu zagadnieniu poświęcone są dwa wywiady, artykuł oraz omówienie wystawy. Numer otwiera wywiad z Mieczysławem Wasilewskim, a wspomniana wystawa to prezentacja jego grafik i plakatów w Galerii Wspólnej w Bydgoszczy. Nawet jeśli nie znacie tego artysty, to możecie kojarzyć jego charakterystyczny styl: ascetyczna, uboga forma zredukowana często czarno-białej grafiki połączona z precyzją wyrazu. Polecam odwiedzić jego stroną i pozachwycać się na przykład zaprojektowanymi przez niego okładkami książkowymi. Drugim przepytanym jest Maks Bereski, artysta młodszego pokolenia, autor projektu Plakiat, który tworzy alternatywne wersje plakatów dla kinowych przebojów. Bardzo podobają mi się jego prace i można go uznać za godnego reprezentanta/spadkobiercę polskiej szkoły. Sprawdźcie choćby jego plakat do Czarnej Pantery. Tę część domyka artykuł Jerzego Brukwickiego (krytyk sztuki, kurator wystaw, dziennikarz) omawiający interpretacje polskiej historii w formie plakatu właśnie. Osobiście dodam, że plakat to forma niemal wszechobecna, ale w swej powszechności bardzo rzadko artystyczna i cieszę się, że poznałem ją nieco lepiej w tej formie właśnie.

fabularie 4 2017

Część literacka kobiecymi rozmowami zaś stoi – odpytywane są Wioletta Grzegorzewska, Elizą Kącka oraz Katarzyną Dworaczyk. Trzy bardzo ciekawe wywiady kobiet z kobietami. Pierwsze dwie interlokucje, prowadzone kolejno przez Emilię Walczak i Hannę Turbicką, skupiają się na twórczości autorek. Głównie dyskutowane są więc odpowiednio Guguły i Elizje, ale poruszane są też tematy okołoliterackie – inspiracje, motywacje, stylistyka i tym podobne. Najciekawiej wypada moim zdaniem rozmowa Agnieszki Czoski z Katarzyną Dworaczyk. Zaczyna się ona od wyrażenia chęci zmiany społecznej, a potem przechodzi płynnie przez tematy feministyczne i wspomnienia dzieciństwa, ale najciekawszą częścią jest sięgnięcie do przeszłości i tożsamości – wojennej, polskiej, traumatycznej. Dopiero na końcu wspomniana zostaje książka Wszystko, co jest teraz, zaczęło się tam, która zapowiada się na interesującą eksplorację tego, jak momenty, konkretne zdarzenia wpływają na nas, na innych, na naszą percepcję. Mi w pamięć zapadło zwłaszcza stwierdzenie, że przecież od wojny dzielą nas tylko dwa pokolenia. Czekam też na tworzony przez artystkę projekt Dźwignia. Historie babć.

Fabularie nie stronią także od recenzji, tak literackich, jak i filmowych (z serialami włącznie) – publikuje tu między innymi Olga Wróbel znana z bloga Kurzojady, która w tym numerze pisze o Pokoleniu Teresy Elżbiety Jackiewiczowej. Pozytywnie wyróżnia się tu Marek S. Bochniarz, a negatywnie Jerzy Lengauer. Ten drugi recenzuje Głowę Tadeusza Cegielskiego i jest to najdłuższy tekst w dziale Recenzje. W tym przypadku najdłuższy oznacza za długi. Przypuszczam, że byłby to ciekawy tekst poświęcony twórczości Cegielskiego jako takiej, ale jako recenzja sprawdza się średnio. Nie pomaga mu też połączenie mniejszej niż w reszcie kwartalnika czcionki z skąpym podejściem do rozdzielania tekstu na akapity. Natomiast Marek S. Bochniarz wyróżnia się dowcipem i wyrazistością osądów. W tym numerze ma dwa teksty: o dwóch z filmów prezentowanych na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji (Caniba oraz No Date, No Signature) oraz Sercu miłości Łukasza Ronduda. Nie mogę w żaden sposób polemizować z tymi recenzjami, ale podoba mi się zgryźliwość, wbijane szpile i nieco szorstki dowcip. Ze swadą i sercem napisany jest też wspomniany we wstępie artykuł poświęcony literaturze z Afryki, choć mam wrażenie, że chochoł ze wstępu jest nieco wyolbrzymiony, a generalizujące deprecjonowanie literatury europejskiej było niepotrzebnym chwytem erystycznym. Tekst Tomasza Bohajedyna o historii Romów w Europie zawierał sporo nowych dla mnie informacji i aż chciałoby się, żeby był nieco dłuższy.

fabularie 1 2014 fabularie 2 2014

Nie poruszyła mnie natomiast proza zamieszczona w tym numerze Fabularii. Nie mogę z przekonaniem żadnego z nich skrytykować – były poprawne na poziomie warsztatowym, ale przeszły obok mnie. Może to jednak być kwestia tego, że nie jestem nawykły do tak krótkich form prozatorskich. Zwięzłość jest za to bliższa poezji, która z kolei wywołała emocje bardziej intensywne. W tym przypadku świetnie wypadła też strona graficzna, gdyż tło dla wierszy opatrzone są ilustracjami tematycznie z nimi związanymi. Wypada to bardzo przyjemnie dla oka, nawet gdy dana grafika jest wysoce niepokojąca. Miłą ciekawostką są zaś rekomendacje komiksowe w formie… komiksowej. Nie napotkałem nigdy na taką formę polecanek, ale te autorstwa Anny Krztoń podobają mi się bardzo. Strony magazyny zamieszkuje też (nie)sławny w pewnych kręgach melon. Ogólnie pod kątem składu, oprawy graficznej i jakości wydania Fabularie wypadają bez zastrzeżeń.

Jeśli szukacie czasopisma okołokulturowego, Fabularie warte są uwagi. Interesujący dobór tematów przewodnich, zróżnicowanie omawianych dziedzin sztuki, ciekawe rozmowy i wyraziste głosy przemawiają zdecydowanie na korzyść. Pod względem czysto ekonomicznym bardzo dobrze wypada też stosunek zawartości do ceny, choć aż chciałoby się, by ten periodyk był nieco bardziej obfity objętościowo jako kwartalnik. Jedyne zastrzeżenie dotyczy bowiem tego, że niektóre z tekstów zdecydowanie skorzystałyby na rozwinięciu. Za sprawą książkowej koncentracji pewnie nie będę kupował każdego numeru, ale gdy tylko zainteresuje mnie lejtmotyw, to zapewne nabędę.

Ponieważ z natury jestem buntownikiem i nie przepadam za »masówką« i komercją, ponieważ lubię poszukiwania, wpadłem na pomysł, by rozpocząć coś, co będę mógł kontynuować w kolejnych latach — projekt plastyczny, miejsce, gdzie będę pokazywał język tandecie, która patrzy na nas zbyt często.

[Maks Bereski]

Poprzedni

Wilcza więź i chłodny strach, czyli „W mocy wichru” Agnieszki Hałas

Następny

Książki zmieniają świat – „Anna Karenina” w Somalii

Komentarzy: 2

  1. Ha, w takim razie czekam na numer, który poświęcony będzie literaturze japońskiej, albo bardziej ogólnie – azjatyckiej.

    • pozeracz

      Ten nowy jest poświęcony Japonii ogólnie, więc może coś dla siebie tam znajdziesz 😉

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén