Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Kalejdoskop opuncją najeżony, czyli „Kraina najczystszego powietrza” Carlosa Fuentesa

W czasach zamierzchłych, gdy Pożeracz pożarł wszystkie powieści fantastyczne i sensacyjne z niesławnego poremontowego zrzutu ciocio-wujkowego, zaczął z szałem w oczach i burczeniem w brzuchu przeszukiwać domowe półki. Po strawieniu części ich zawartości natrafił zaś na pewną niepozorną rozmiarami wydania książkę autorstwa Gabriela Garcíi Márqueza. Nie wiedział wtedy nawet, że zaczął swą przygodę z literaturą iberoamerykańską i realizmem magicznym. Lat minęło wiele i ten sam Pożeracz dziś już z dużo większą świadomością literacką zaczyna swą znajomość z twórczością Carlosa Fuentesa. Oto dzisiejsze danie główne, Kraina najczystszego powietrza.

kraina najczystszego piw okładka

Meksyk to kraj o historii burzliwej, której intensywność nasiliła się na początku zeszłego wieku. Od Olmeków, Toltec i imperium Azteków, przez podbój hiszpański i wojnę o niepodległość aż po przywracanie republiki, dyktaturę Porfirio Diaza i kontrrewolucję. Początek lat pięćdziesiątych to zaś czas politycznej stabilizacji i ekonomicznego rozwoju, który określony został „meksykańskim cudem”. Jednak jednocześnie jest czas, gdy porewolucyjne rany pozostają otwarte, ideały bywają porzucane dla pieniędzy, a nierówności społeczne i bieda mają się aż za dobrze. Gdzieś na styku arystokracji, high-life i cierpienia przemyka Ixca Cienfuegos, tajemnicze indywiduum o rozległych kontaktach i niejasnych zamiarach. Nad wszystkim zaś wisi duch Meksyku i woń opuncji.

Kraina najczystszego powietrza to powieść przebogata, która posiada całą plejadę zróżnicowanych postaci, lecz której protagonistą jest miasto Meksyk. To (wtedy) ponadtrzymilionowe miasto skupia w sobie bardzo wyraziście różne aspekty ówczesnego Meksyku wraz z naciskiem na jego historię, nierówności, ducha i kulturę. Carlos Fuentes ukazuje miasto od jego górnych, arystokratycznych sfer, przez nowobogackich i klasę średnią aż po tych najuboższych. Jest tu więc grupka arystokratycznych lekkoduchów, których głównym zajęciem zdaje się być „bywanie”, ale też ukazana zostaje tragicznie zakończona historia samotnej matki, która musi zostawiać dzieci na całe dnie i noce, gdyż pracuje u jakichś bogaczy w odległej części miasta. Z dbałością o szczegóły ukazane zostaje też samo miasto – od samej architektury aż po miejską codzienność. Fuentes z dbałością i stylistyczną wirtuozerią, lecz bez opisowego nadmiaru, opisuje zakątki, uliczki, zapachy i dźwięki miasta. Znamienne dla obrazu miasta jest to, że podróż przez metropolię zaczynamy wraz z… prostytutką.

kraina najczystszego pierwsza okładka

Wydanie pierwsze

kraina najczystszego rocznicowa okładka

Wydanie rocznicowe

Wiąże się to z tym, że Kraina najczystszego powietrza to portret wierny, a więc i wysoce krytyczny – zwłaszcza dla jego mieszkańców. Zdemoralizowana arystokracja z pogardą spogląda na tych bez nazwiska i skupia się na podtrzymywaniu pozorów. Pogardzają nowobogackimi, ale jednocześnie obawiają się i nieco zazdroszczą im siły przebicia i ambicji. Tych drugich uosabia Federico Robles – niegdysiejszy rewolucjonista, który porzucił idealistyczną walką i bez skrupułów prze na finansowy szczyt. Samego siebie uważa za symbol sukcesu i jednego z budowniczych nowego Meksyku, ale w oczach czytelnika pozostaje brutalnym dorobkiewiczem, który wdaje się w interesy z ciemnymi typami i kantuje, jak tylko może. Jego relacje z żoną, Normą, także stanowią odbicie podobnych postaw – on wziął ślub dla jej statusu (zafałszowanego, jak się potem okazuje), a ona dla pieniędzy. Chłód i bezduszna praktyczność ich związku budzi w odbiorcy smutną fascynację. Inteligencja z artystami na czele odmalowana zostaje jako warstwa bezsilna i próbująca przykleić się w jakiś sposób do tych posiadających władzę oraz pieniądze. Rodrigo Pola, sfrustrowany i odrzucany przez kolejne kobiety pisarz, sukces odnajduje dopiero po „sprzedaniu się”. Bez większych rozterek zaczyna pisać łzawe scenariusze dla branży filmowej. Najsmutniej jest, jak to zwykle bywa, na społecznym dole. Autor bez żadnej taryfy ulgowej dla czytelnika pokazuje ulotność i trudy życia najbiedniejszych, którzy próbują po prostu żyć z dnia na dzień.

Kraina najczystszego powietrza jest też powieścią świetną pod względem technicznym i stylistycznym oraz pięknie przełożoną przez Teresę Marzyńską. Narracyjne eksperymenty pisarza, który momentami przetyka standardowy tok fabuły fragmentami bliskimi strumieniowi świadomości często zaprzeszłymi, wprowadzają nieco chaosu w małej skali, ale w dużej czuć, jak dobrze przemyślana jest to powieść. Wspomniane już otwarcie i zamknięcie wraz z Gladys, stopniowo ukazywane wzajemne relacje między postaciami oraz spajający wszystko Ixca Cienfuegos. Ten zaś, wraz z Teodulą Moctezumą, stanowią jednocześnie reprezentację zmarginalizowanej ludności rdzennej, ale też personifikację Meksyku mrocznego, spirytystycznego, magicznego, który nie wyrzekł się swoich korzeni. Dużo jest tu nie tylko postaci, ale i motywów – pożądania, rodzicielstwa, sukcesu etc. – które każde z osobna mogłyby posłużyć do osobnej, rozbudowanej analizy. Wszystko to zaś splecione jest niezwykłym bogactwem językowym. Poetyckie opisy raz cielesne, raz oniryczne, szybkie cięcia między scenami, zróżnicowanie w dialogach, strumienie świadomości – wszystko to momentami może przytłaczać czytelnika, ale na koniec pozostaje wrażenie spójności w chaosie.

fuentes foto

Trudno się dziwić, że Kraina najczystszego powietrza wywołała takie zamieszanie na literackiej scenie Meksyku i reszty świata. Debiutancka powieść Carlosa Fuentesa łączy cierpki komentarz społeczny z doskonałą formą. Momenty chaosu nie przesłaniają tego, że w stylistycznie dopracowany i boleśnie szczery sposób ukazany tu zostaje przekrój ludności miasta Meksyk. Porusza też całe mnóstwo tematów, których jedynie część niniejsza recenzja sygnalizuje. Dodatkową zachętą niech będzie to, że w duchu tej serii PIWu całość zwieńczona jest posłowiem Tomasza Pindla.

Podziękowania dla wydawnictwa PIW za egzemplarz do recenzji

piw logo

Poczuł się mały i śmieszny: mali i śmieszni są ci, którzy usiłują wyjaśnić jakąś rzecz w tym kraju. Wyjaśnić? – Nie – rzekł do siebie – uwierzyć, nic więcej, Meksyku nie można wyjaśnić, w Meksyk się wierzy, z gniewem, z pasją, z chandrą.

Poprzedni

(Nie)tydzień małych radości, czyli Share Week 2018

Następny

Ambasador wszechobecnego rozproszenia, czyli science-fiction dla zaawansowanych

Komentarzy: 6

  1. Ale mi narobiłeś smaka na literaturę iberoamerykańską! Dawno nie miałam w swoim menu 🙂 To „wrażenie spójności w chaosie” chyba najlepiej ją charakteryzuje; coś, co jedni uwielbiają, inni nienawidzą – bo najpierw przez ten chaos postaciowo-wątkowy trzeba się przedrzeć, by na koniec zyskać całościowy ogląd.

    • pozeracz

      Ja mam lubię taki chaos – oczywiście pod warunkiem, że występuje w odpowiednich dawkach, a i czuć, że ma jakiś sens. Tu czuć zdecydowanie.

  2. Ostatnio nabieram zaskakującego apetytu na literaturę iboreamerykańską (a która zawsze odrzucała mnie już na etapie opisu) – w Wielkanoc będę czytać „Miasto i psy” Llosy, w tym miesiącu kupiłam „Chrząszcze na wyginięciu” chilijskiego autora Diega Vargasa Gaete, a u rodziców czeka już Marquez. „Kraina najczystszego powietrza” też brzmi niezwykle ciekawie, tylko kiedy znaleźć czas na to wszystko…?

    • pozeracz

      Ach, ten odwieczny dylemat. U mnie też się nasilił, bo nie dość, że mam teraz ochotę wielką na kolejne powieści Vargasa, to jeszcze wzrósł apetyt na literaturę z Ameryki Łacińskiej w ogóle.

  3. Gościłem nie tak dawno w Ameryce Łacińskiej za sprawą Alejo Carpentiera, ale przyznaję, że na Fuentesa także ostrzę sobie zęby, tym bardziej, że już od dawna posiadam na półce „Wszystkie szczęśliwe rodziny”.

    A tak swoją drogą cieszy ogromnie, że PIW zdecydował się na wznowienie tej pozycji, i że coraz częściej podejmuje podobne inicjatywy – widać wyraźnie, że to jakże zasłużone dla polskiej literatury wydawnictwo odżyło. Mnie ogromnie ucieszyła zapowiedź „Wyznania maski” pióra Yukio Mishimy – powieść, która jak dotąd nie została przetłumaczona na j. polski, prawdopodobnie ukaże się pod koniec tego roku.

    • pozeracz

      Ja się recenzencko nie załapałem na „Złotą pagodę”, ale planuję zakup własnoręczny. Ale na „Wyznania maski” na pewno się zgłoszę z wyprzedzeniem – dzięki za informację, bo nie zawsze udaje mi się regularnie odwiedzać strony wydawnictw. Ta seria prozy zagranicznej to jedna z moich ulubionych na polskim rynku w ogóle.

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén