Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Kultura, kradzież, książki, kontrowersje

Zakotłowało się w książkowo-kulturowym światku przez ostatnie kilka dni aż miło. Dnia czternastego marca roku pańskiego dwa tysiące szesnastego Biblioteka Narodowa opublikowała podstawowe wyniki badań czytelnictwa za rok 2015  i podniosło się larum. Facebooka zalało magiczno-tragiczne 37% i oraz lamenty, komentarze i obrazki z nim związane. Z czasem pojawiły się głosy bardziej wyważone, do których i ja chciałbym dołączyć.

nieczytanie0

Moje pierwsze pytanie – czemu to kogokolwiek dziwi? W omówieniu znaleźć można zdanie „czytelnicy wychowują się i obracają przede wszystkim wśród innych czytelników”, podobne stwierdzenia padają w książce Szwecja czyta. Polska czyta. Na marginesie: ta książka powinna być obowiązkową lekturą uzupełniającą do raportu. W Polsce nie ma żadnych szalonych zrywów pro-czytelniczych, może co jakiś czas wracają jakieś niemrawe dyskusje, ale raczej nie wychodzą poza środowisko czytających. Nie ma więc co się dziwić, że odsetek czytających spada. Szkoda, że nikt nie pokusił się np. o przeanalizowanie nasilania gwałtowności spadków w poszczególnych latach oraz kwestii dlaczego „czytelnictwo zmalało obecnie najwyraźniej wśród mężczyzn i osób młodych”.

Skąd nasilenie w latach 2004-2008?

Skąd nasilenie w latach 2004-2008?

Kolejna kwestia, która sprawia, że wcale się nie dziwię: kasa. Problem ten można rozszerzyć: na kulturze jest w Polsce baaaardzo ciężko zarobić. Zwłaszcza, jeśli nie jest to kultura masowa nastawiona na zysk. Z jednej strony to normalne, bo w kulturze nie o pieniądze chodzi, ale mam wrażenie, że u nas nawet nie tyle nie da się zarobić, bo w ogóle utrzymać się z kultury trudno. Liczba osób, które chcą dokładać do kultury jest ograniczona i przydałoby się jakoś wspierać te osoby. Może i nie są to najlepsze i wielce reprezentatywne przykłady, ale spójrzcie na konkurs na Blog Roku oraz Blog Conference Poznań. We wspomnianym konkursie brak kategorii kulturowej, podobnież przy rejestracji na konferencję. Pomijam tu nawet prowizoryczną kwestię tego, że wydatki na kulturę są przeważnie pierwszymi, które odpadają, gdy sytuacja ekonomiczna staje się niepewna.

Skoro był pieniądz, musi być i czas. Nasza niezbyt piękna późna współczesność to czas zapracowania, zabiegania i zarabiania. Nadgodziny, korki, dojazdy, wyprzedaże, konsumpcja, konsumpcja. Na kulturę nie pozostaje tu wiele miejsca, kultura raczej wadzi i przeszkadza korporacyjnemu ładowi. Nie chodzi tu o żadne teorie spiskowe, a zwykłe stwierdzenie faktu: żyjemy w czasach konsumpcjonizmu. W Polsce spada udział w kulturze jako takiej, chodzi nie tylko o czytanie. Kultura powoli przestaje być nieodłącznym elementem wyższego wykształcenia i bywa czasem postrzegana jako niepotrzebna fanaberia.

nieczytanie6

I na koniec – snobizm. Osoby czytające dużo i ambitnie zbyt często popadają w syndrom oblężonej twierdzy. Osoby oddające się lekturom łatwym, prostym i przyjemnym są postrzegane jako brudny plebs, a nieczytający to barbarzyńcy czyhający za murami twierdzy. Wiele jest zjawisk pozytywnych, ale większość z nich ogranicza się do tych samych kręgów. Literatura i kultura w ogóle od dawien dawna miała swe formy przeznaczone dla mas. Od czasów starożytnych przez „penny dreadfuls” po dzień dzisiejszy. Nie wyobrażam sobie, żeby kultura wysoka kiedykolwiek miała przebić popularnością tę masową. Zresztą, czy wtedy sama nie stałaby się masową?

Teraz pora na pytania. Pierwsze: czy w ogóle warto próbować coś zmienić? Zgadzam się częściowo z osobami, które stwierdzają, że przecież nie trzeba czytać. Nie jest to żadna konieczność dla naszego człowieczeństwa. Pewnie, nie ma sensu ciągać ludzi za kłaki do biblioteki, ale według mnie uczestnictwo w kulturze i umiejętności konieczne do tego to umiejętności kluczowe do tego, by świadomie uczestniczyć we współczesności. Czytanie i pozostałe formy kultury pozwalają krytycznie patrzeć świat, rozpatrywać sytuacje z różnych perspektyw i uodparniać się na manipulacje. Może to zabrzmi nazbyt górnolotnie, ale dla mnie dla kultura jest jednym z warunków koniecznych do budowania lepszego świata albo choć naprawiania swego kawałka. Pozostaje też kwestia, o której wiele osób zapomina – uczestnictwo w kulturze czasem przekształca się w kultury tworzenie, a im więcej głosów, perspektyw i doświadczeń, tym lepiej.

nieczytanie7

Pytanie drugie: co robić? Przede wszystkim: nie lamentować, a działać. Po drugie: nie tworzyć murów, burzyć je. Niby to oczywiste, ale jednak czasem i oczywistości wygłosić trzeba. Pierwsza kwestia dotyczy tego, o czym wspominałem na początku – wysiłek często kończy się na narzekaniu i wieszczeniu upadku kultury. Takie podejście może co najwyżej ten hipotetyczny upadek przyspieszyć. Druga sprowadza się do odpowiedzenia sobie na pytanie: co da Ci obśmianie osoby, która czyta Greya? Popchnie obśmianą/ego w stronę Nabokova? A może sprawi, że ta osoba będzie kojarzyła czytanie dzieł ambitnych ze strasznym bucostwem? Poza tym: od czego ma zaczynać osoba, która w swym środowisku nie ma książek? Łukasz Orbitowski w jednym z wywiadów przyznaje otwarcie, że czytanie zaczynał od literackiego chłamu i nie będzie się tego wypierał. Może i większość osób zatrzyma się na etapie „chłamu”, ale zachowując się jak buce, zmierzamy do tego, że na „wyższy poziom” nie wskoczy nikt.

Na pewno nie pomaga tu ostatnia akcja Virtualo i dzielenie czytania na legalne i nielegalne. Nie dość, że przywodzi na myśl czasy, gdy czytania pewnych dzieł rzeczywiście było zabronione, to jeszcze dowodzi tego, że nawet promując nowoczesne technologie, można mentalnie tkwić w poprzedniej epoce. W dodatku w żaden sposób nie da się udowodnić, że wydawcy tracą tyle a tyle na pirackich wersjach. Nie ma prostego przełożenia z ściągnięcia wersji nielegalnej na niekupienie wersji legalnej. Szafowanie konkretnymi kwotami to po prostu nadużycie.

nieczytanie4

Ładnie, ładnie. Zastanawiałem się, czy w ogóle tworzyć ten wpis, a tu wyszła tekstu ściana. Temat leży mi na sercu, wątrobie i rozumie, więc nie ma co się dziwić. Smutne jest jednak to, że na koniec i tak mam poczucie, że znów mamy do czynienia z burzą w szklance wody, po której nic się nie zmieni. Trend będzie postępował, a podziały będą się pogłębiały. Wiem jednak, że ja mam zamiar nieść literatury kaganek.

nieczytanie2


Jeśli sprawa Was interesuje, nie macie jej dość i chcecie poznać opinie innych to zapraszam:

Żyjemy w czasach, w których kulturze grozi, że zginie od środków kultury. [Fryderyk Nietzsche, Ludzkie, arcyludzkie]

Poprzedni

Bolesny cud i niezbyt cudowny ból, czyli „Od urodzenia” Elisy Albert

Następny

Albion po wojnie, czyli współczesne rekomendacje zza kanału

Komentarzy: 22

  1. Ha, z tym pytaniem „czytać, nie czytać” to sprawa jest dość złożona i z mojej perspektywy jest to wierzchołek znacznie większego problemu. Wydaje się, że jednym ze skutków masowej konsumpcji oraz degeneracji kultury jest wtórny analfabetyzm – dorośli ludzie niby posiadają umiejętność składania liter w słowa oraz słów w zdania, ale podczas tej operacji, sens i wymowa danej sentencji okazuje się coraz częściej bardzo trudna do wychwycenia. To zatracenie podstawowych cech znamiennych dla człowieka współczesnego można zauważyć także w przypadku matematyki – równania z jedną niewiadomą, proporcje, procenty powoli straszą równie mocno jak kiedyś straszyły całki, granice ciągu, czy równania różniczkowe. Wraz z bardzo dynamicznym postępem technologicznym, którego jesteśmy świadkami na przestrzeni ostatnich lat, obserwujemy zabawną (albo raczej – niepokojącą) tendencję: człowiek jest wręcz otoczony przez informacje, w bezmiarach internetu ma dostęp do ogromu wiedzy, o której nasi przodkowi mogli jedynie pomarzyć, ale te zasoby są w coraz mniejszym stopniu wykorzystywane.

    • pozeracz

      Mam pewne wątpliwości względem tego wtórnego analfabetyzmu. Sceptycznie podchodząc do sprawy, widzę w tym trochę przesady. Ale, ale – chętnie bym poczytał jakieś badania na ten temat.

      Ciekawy jest za to problem nie tego, że nie potrafimy zrozumieć treści, ale pochłaniamy ich tyle, że zrozumienie jest bardzo powierzchowne albo przyzerowe. Ludzie zatracają umiejętność koncentrowania się na dłuższych treściach – wolą destylaty, nagłówki i inne „feedy”. Nie wiąże się to nawet z brakiem czasu, ale zbytnim jego rozczłonkowaniem.

      Co do matematyki i tym podobnych – wydaje mi się, że problem polega na tym, że zbyt wiele jest robione za nas. Kalkulatory w telefonach, wujek Google, ciągła łączność. Marnotrawstwo wiedzy to w pewnym sensie wstydliwa sprawa, aaaaaale: czy zawsze tak nie było? Wiele zdobyczy cywilizacyjnych zostaje wykorzystanych wbrew ich szczytnym przeznaczeniom.

    • http://uranos.cto.us.edu.pl/~tmjp/skudrzyk.pdf

      http://wbs.lcs.net.pl/pliki/Lukasiewicz7.pdf

      http://natemat.pl/45631,analfabeci-prawie-polowa-polakow-nie-rozumie-ulotek-lekow-ani-mapki-pogody

      http://www.edulandia.pl/edulandia/1,118533,16603388,Miedzynarodowy_dzien_alfabetyzacji__wtorni_analfabeci.html

      Dla mnie postęp wtórnego analfabetyzmu jest najlepiej widoczny, gdy spojrzy się na wysyp wszelakiej maści „chwilówek” – ogrom ludzi pożycza pieniądze w tego typu instytucjach, nie czyta albo nie rozumie warunków pożyczki i wpada w spiralę długów.

      • pozeracz

        Dzięki za linki. Mam trochę za mało czasu, żeby kompleksowo to przeanalizować. Na pewno nie jest cudnie, ale w badaniach PIAAC polska młodzież wypadła na 10 miejscu, czyli tragicznie nie było. A może po prostu świat powoli głupieje?

        Akurat chwilówki to dla mnie raczej połączenie desperacji z celowo skomplikowanym językiem prawniczym, a mniej kwestia braku zrozumienia. Ludzie raczej w ogóle nie czytają tych umów, a nie nie rozumieją ich. To poważny problem, ale innego rodzaju.

        Smutne jest natomiast to, że ludzie o wyższym wykształceniu wcale nie czują, że powinni czytać czy też w ogóle cokolwiek sobą reprezentować.

  2. Robię, co mogę, by zachęcać choćby własne dzieci do sięgania po książki. Póki co dosyć się to nam udaje – chociaż może tak jest, że pociechy widzą rodziców z nosami w książkach, więc się naturalnie zarażają. Problem z czytaniem polega na tym, że dziś ludzie raczej nie ukrywają, że nie czytają – nie jest to żaden wstyd, nawet wśród tzw. elit. Ale tak jak piszesz o kulturze masowej, lepiej nie krytykować cudzych lektur, bo może potem ludzie nie sięgną po następną książkę. Powoli dochodzę do wniosku, że trzeba zakazać czytania – bo skoro wszystko robimy na przekór, to dopiero wtedy większość zacznie sięgać po książki, kiedy nie będzie wolno. Zakazany owoc kusi…

    • pozeracz

      Zdecydowanie najlepszym podejściem jest dawać przykład. Dzieci to w pewnym sensie oczywiste „ofiary” czytelniczych zapędów rodziców. Ja miałem to szczęście/nieszczęście, że z większości kręgów byłem kojarzony książkowo. Przypuszczam, że gdyby ktoś z mojej obecnej lub przeszłej pracy albo z forum, na którym się udzielałem, miał coś o mnie powiedzieć, to zacząłby od książek. Lubię książki dawać, pożyczać, opowiadać, podpowiadać, zachęcać itp., itd.

  3. Bardzo ciekawy tekst. Muszę go przemyśleć.
    Powiem tyle, że dla mnie nowoczesne technologie to ratunek dla duszy. Mieszkam na wsi i dzięki technologiom mam możliwość uczestnictwa w nowościach i książkach, jakie chcę.
    Ciekawa rozmowa na ten temat odbyła się w Polsacie. Pani powiedziała, że wielką winę mają rodzice, którzy, żeby mieć czas dla siebie, dają dzieciom tablety i bombardują telewizją. Że nie rozmawia się z dziećmi. Pewnie to nie odnosi się do wszystkich, ale widziałam, że występuje często i to w domach tzw. bogatych, które stać na książki.

    • pozeracz

      Technologia, jak to technologia, jest narzędziem w ludzkich rękach. Można z niej korzystać w taki sposób, jak Ty, a można zupełnie marnotrawić oferowane przez nią możliwości. Co zresztą łączy się po części z drugą częścią Twojego komentarza – tablety i telewizję też można wykorzystać z głową i żadna krzywda się nie stanie. Można jednak używać ich jako substytutu rodzicielskiej uwagi, a wtedy czytanie książek wcale nie jest najważniejszym problemem. Zgadzam się jednak w pełni z tym, że mentalność rodziców ma duże znaczenie i może zapewnić świetny start w czytelnictwo.

  4. Gorący temaciki podjąłeś;) Ja uważam ze czytanie to hobby. Tak jak nikt mi nie narzuca robienia na drutach, tak ja nie gonię ludzi uzbrojona w książkę. Są inne środki wyrazu, skuteczniejsze metody nauki i sposoby na wolny czas.

    Za to szlag mnie trafia kiedy widzę przejawy książkowego snobizmu i traktowania lekkiej lektury jak kupy. Nikt jej czytać nie każe. Ja tam lubię klasykę, ale współczesną młodzieżówką po stresującym dniu w pracy też nie pogardzę.

    • pozeracz

      Każdy ma prawo do własnej perspektywy na czytanie. Inni mają prawo tę perspektywę krytykować, ale nie powinni próbować narzucać innej. Na bardzo podstawowym poziomie czytanie to jeden z wielu sposobów spędzania wolnego czasu i spełniania własnych potrzeb. Tylko tyle i aż tyle.

      Ja muszę świadomie upominać samego siebie, by nie rozpoczynać tyrady, gdy ktoś zachwyca się i rozpływa nad Greyem. Mógłbym wyzłośliwić się i sprawić sobie nieco negatywnej radości, ale przecież ja czytałem fury seryjnych thrillerów, a do kina chodzę na Transformersy.

  5. Z tym „wyższym poziomem” i jego czytelnikami to ja jestem ostrożna. W sensie młodość całą oglądałam jakieś irańskie arcydzieła czy nieme klasyki, a potem zostałam dyplomowanym filmoznawcą i okazało się, że nic nas jako grupę zawodową nie bawi i wzrusza jak Piraci z Karaibów 😉
    Jak ktoś mi opowiada o uwielbieniu dla Nabokova i głębokich analiz to jakoś tak… podejrzewam grafomaństwo (trochę upraszczam, ale mam nadzieję, że wiadomo o co mi chodzi).
    Choć z drugiej strony mój Ex zawsze twierdził, że to taki ukryty, ewolucyjnie przetworzony snobizm, że jak się zna Kurosawę/Nabokova na pamięć to się można mniej lub bardziej Transformersami/Grey’em ironicznie zachwycać.

    A ten chłam to ja czasem wyśmiewam jednak: najbardziej znienawidzony przeze mnie bestseller ostatnich lat „City of Bones” ma błędy gramatyczne, które widzę ja, nie native speaker i nawet nie filolog. Już nawet niech te lektury nie edukują, ale niech nie ogłupiają/cofają w rozwoju.

    • Nabokow jest naprawdę taki straszny? Może to kwestia tego, z jakimi książkami tego autora miało się kontakt 🙂

      • W ogóle nie jest straszny, może źle się wyraziłam 🙂 …miałam takiego kolegę, co to opowiadał tylko o Kafce, Nabokovie, czy też innych wybitnych klasykach w kontekście „nic innego znać nie warto”. Inteligentny był bardzo, nie odmówię mu, ale te jego insularne gusta zawsze podejrzane mi się wydawały, za bardzo się zapierał, że tylko to? Nie wiem, ale w tym coś właśnie grafomańskiego było

        • pozeracz

          Dla mnie podejrzana nieco jest każda osoba, która celowo ogranicza się kulturalnie. Nie przepadam za „tylko” w aspekcie kultury. Nawet jeśli jest to dobre tylko. Zresztą często wiąże się to z postawą wyższości.

    • pozeracz

      Ja tam się Transformersami zachwycam nieironicznie. Dla mnie jest to świetna rozrywka do oglądania na wieeelkim ekranie. Tylko tyle i aż tyle.

      A co do Piratów – czy z punktu widzenia filmoznawczego to jest dobry film? W sensie: w swoim gatunku/przeznaczeniu. Po filologii też mogłem czuć pewien przesyt „wielkimi” dziełami, ale też umieć docenić kunszt porządnego zabawiacza.

      Obśmiewanie dzieła jest OK. Satyra powinna być kierowana w stronę dzieła/zachowania, ale nie w stronę osoby. Tak nasze mózgi działają, że atak bezpośredni (nawet słowny) uruchamia ciało migdałowate, które od razu pędzi do wydzielania hormonów. Taka reakcja obronna pomija ośrodki odpowiedzialne za racjonalne myślenie. Stąd też moje słowa o tym, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Ale w pełni zgadzam się z tym, że marność literatury marnej warto pokazać.

  6. Niestety, w Polsce nie ma kultury czytania. W domach się nie czyta, bo szkoda czasu, bo ciągle coś, bo właśnie zabieganie. Miałam porównanie do studiowania w Polsce i w Niemczech. Tam wieczory, popołudnia to był czas dla znajomych, czas, żeby na spokojnie pójść do biblioteki i poczuć się, a nie zarywać nocki i wkuwać byle zdać. U nas za dużo jest tego pędu. A co do czytania. Jakiś czas temu spotkałam koleżankę. Opowiadała, że właśnie kończy aplikacje i jakoś rozmowa zeszła na książki, bo akurat w ręku trzymałam książkę. Stwierdziła, że nie pamięta, kiedy ostatni raz czytała książkę (kodeksów nie liczy), bo albo brak czasu, albo się nie chce. Też pracuję, też mam obowiązki i czasem dopada zmęczenie, jak każdego. Tym bardziej, czytając kodeksy, czytałabym dla przyjemności. Tu nie chodzi, żeby co wieczór czytać całe rozdziały. Wystarczy strona, dwie. Tak wyrabia się dobre nawyki, a potem to dzieci widzą i się uczą. A najgorsze jest w tym wszystkim to, że to osoby z wyższym wykształceniem. A co do zamknięcia i snobizmu. Zgadzam się całkowicie! Kultura ma być dostępna dla wszystkich. A kultura masowa (czy popularna, jak kto woli) jest naprawdę wartościowa.

    • pozeracz

      W Polsce ogólnie jest zbyt dużo pędu – czy to w edukacji, czy w pracy, czy gdziekolwiek indziej. Nadal cierpimy kompleksy na punkcie naszego zacofania względem Zachodu. A tam ten pęd w dużej mierze już minął.

      Twój przykład pokazuje coś ważnego i smutnego – wiele osób nie tyle nie lubi czytać, co ma zupełnie inne priorytety. Albo też literaturę traktują z zupełną obojętnością. Tak jak piszesz, dotyczy to też osób wykształconych, co trudno zrozumieć. I nikt w zasadzie ani się nie wstydzi, ani nie denerwuje – po prostu nie myślą o tym nawet.

  7. Jak to: Polacy nie czytają? Czytają przecież. Facebook’a! 😉

  8. Jestem brudnym plebsem… 🙁

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén