Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Wielka przygoda między słowami, czyli „S.” J.J. Abramsa i Douga Dorsta

Nie należę do wielkich fanów J.J. Abramsa, ale gdy tylko usłyszałem o S. wiedziałem, że nie spocznę póki nie dorwę jej w swoje ręce i nie pożrę żarłocznie. Względy finansowe i praktyczne przez długi czas utrudniały mi sprawę, ale w końcu w tym roku postanowiłem niecnie sprezentować sobie ten kąsek na urodziny. Nie pamiętam, kto mnie naprowadził na trop S., ale osobie tej należą się wielkie podziękowania. Jest to niepowtarzalna, absorbująca przygoda literacka.

s0

Zastrzegam też, że nie będzie to typowa recenzja. Już śpieszę w wyjaśnieniami. S. jest książką, która wywołała we mnie najmocniejsze rozdarcie pomiędzy szaleńczą chęcią rozentuzjazmowanego podzielenia się każdym drobiazgiem a nieznośną wręcz niechęcią do odebrania Wam choć skrawka przyjemności odkrywania. Jest to powiem dzieło (słowo użyte z pełną premedytacją), o którym przed lekturą najlepiej wiedzieć tak mało, ile tylko się da. Proszę więc o wybaczenie, jeśli momentami stwierdzenia me będą zbyt ogólnikowe – to dla Waszego dobra. Nie będę zaś przepraszał za zachwyty, gdyż tych powstrzymywać nie mam zamiaru.

Ale, ale… Opuściłem ten moment w recenzji, w którym streszczam pokrótce fabułę. Tym razem postaram się być tak skrótowy, jak to tylko możliwe. Ship of Theseus to powieść o tajemniczym rozbitku, który pozbawiony pamięci pojawia się na plaży pewnego miasta i wplątany zostaje w pewien konflikt. Na marginesach rzeczonej powieści rozgrywa się zaś kolejna historia, która przybiera formę notatkowego dialogu dwóch jej czytelników. W tle, pomiędzy i obok znaleźć można fabuł jeszcze kilka.

s4

Napisałem o czym jest S., teraz pora na pytanie dużo ważniejsze – czym jest S.? Odpowiedź będzie zaś trzyskładnikowa. Pierwsza prawda jest taka, że jest to hołd złożony literaturze i czytelnictwu. Historia opowiedziana na marginesach, rodzenie się znajomości, wzajemne inspiracje i ekscytacje oraz rozliczne wątki traktujące o sile (lub braku siły) słów sprawiają, że każdy o podobnym nastawieniu do słowa zrobi się ciepło na sercu. Co prawda w S. historia skupia się na akademickim interpretowaniu literatury, ale tak naprawdę wystarczy odrobina krytycznego podejścia do czytanych dzieł, by współodczuwać z zapełniającymi marginesy powieści.

Marginesy te są jednym z przykładów na to, że S. jest też perełką wydawniczej pomysłowości i dbałości o szczegóły. W wywiadzie dla New Yorkera J.J. Abrams stwierdził, że miała to być celebracja tego, co analogowe i fizyczne. Chcieli by było to coś namacalnego w tych cyfrowo nieuchwytnych czasach. I widać to na każdym kroku i od pierwszego wejrzenia. Ship of Theseus prezentuje się bowiem nie jak współcześnie wydana książka, lecz nieco sfatygowana i toporna publikacja sprzed kilkudziesięciu lat. Ważnym elementem opowieści są też przeróżne dodatki umieszczone między kluczowymi stronami. Listy, pocztówki, gazeta kampusowa, zdjęcia, a nawet mapa na restauracyjnej serwetce czy tajemniczy kółko szyfrowe, które przeznaczenie wyjaśnia się w trakcie czytania. Wszystko to świetnej jakości. Serwetka jest rzeczywiście serwetką, a w niektórych miejscach listów widać rozmazany atrament. Nawet dobór „autorów” pisma odręcznego był odpowiednio przemyślany.

s2

W dodatku historia nie kończy się na książce, która to pozostawia kilka tajemnic do rozwikłania. W sieci można znaleźć nagrania, o których wspomina się w książce, bohaterowie prowadzą rozmowy przez Twittera, a czytelnicy szukają dalszych podpowiedzi. Trzy lata po premierze aktywnie działają też autorzy – niedawno Doug Dorst ukrył kilka egzemplarzy książki w „prawdziwym świecie” i rozpoczął grę z czytelnikami. Wiem, że to fakt pozaksiążkowy, ale na swój sposób świadczy o wyjątkowości S.. Według słów twórców w sieci są jeszcze nieodkryte zasoby powiązane z książką.

Jest to też, a może i przede wszystkim, opowieść o tożsamości, o szukaniu siebie. Już sam tytuł powieści jest odwołaniem do paradoksu statku Tezeusza, który wiąże się z pytaniem: „Czy jeśli wymienimy wszystkie elementy jakiegoś złożonego obiektu na nowe, a więc cały obiekt zostanie zastąpiony nowym, to czy pozostaje on tym samym obiektem?„. Dylemat ten można odnieść do kilku wątków w książce. Idąc dalej, główny bohater (nazywany zresztą S.) cierpi na amnezje i próbuje odzyskać swoją tożsamość. Robiąca notatki Jen znajduje się w takim momencie życia, w którym musi zdecydować, kim chce być, czy podporządkować się woli innych, czy postawić na siebie. Im bardziej się czytelnik zagłębia w wątki i poszczególne historie, tym więcej takich zagwozdek napotyka. A to tylko jedna z możliwych interpretacji S., której nawarstwienie otwiera pole do setek dyskusji.

s3

Na sam koniec pytanie smutne: czemu, do stu piorunów, nikt nie wydał tego jeszcze w Polsce?! Rozumiem, że byłoby to wydawnicze wyzwanie, ale i wydarzenie. Nie chcę mi się wierzyć, że polski rynek jest aż tak marny (w końcu są tłumaczenia np. na w węgierski, holenderski czy włoski). Wielka szkoda, że tak niewiele osób może w ogóle obcować z tą książką. Rzadko używam takich słów, ale: jeśli tylko znacie język angielski, to robicie sobie wielką krzywdę, nie sięgając po S.. Czym prędzej wpiszcie ten wydatek w domowy budżet, a zagłębiam się znów w spekulacje, szyfry i interpretacje.

What begins at the water shall end there, and what ends there shall once more begin.

Dzięki, Panowie!

Dzięki, Panowie!

Poprzedni

Bojowy poradnik wojownika księgi

Następny

Z peryferiów dorobków fantastów wielkich, czyli mniej znane od znanych

Komentarzy: 1

  1. Ulala, wielka perła wpadła Ci w ręce! Lektura wydaje się wymagająca ale i kojarzy się z ogromną przyjemnością. Forma utworu przypomina trochę płody Jamesa Joyce’a czy wymysły postmodernistów. Z kolei metafizyczno-ontologiczne zagadnienia przywodzą na myśl twórczość Staszka Lema.

    A końcowe pytanie jak najbardziej zasadne – dlaczego jako czytelnicy jesteśmy tak często raczeni chłamem i odpadkami, a tak rzadko obdarowuje się nas takimi dziełami?

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén