Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Krug ex machina, czyli „Szklana Wieża” Roberta Silverberga

Być może będzie to zbytnim uproszczeniem, ale i tak spróbuję zacząć od następującego stwierdzenia: Robert Silverberg jest dla większości czytelników w Polsce znany głównie z nazwiska. Jego dzieła, nawet najbardziej znane Kroniki Majipooru, czytane są/były głównie przez weteranów science-fiction lub rzadkich zapaleńców. Ja na weterana jestem zbyt młody, ale miałem szczęście mieć w domu dwie powieści tego autora, a bibliotekę zaopatrzoną w większość wspomnianego cyklu. Wypatrzona więc w antykwariacie Szklana wieża pochwycona zostałą więc bez wahania.

szklana wieża

Gdy tylko na ziemi został odebrany sygnał od innej cywilizacji, Simeona Kruga opętała idea skontaktowania się z odległymi istotami. By osiągnąć swój cel rozpoczyna konstrukcję gargantuicznej wieży, która tachionami umożliwi przesłanie odpowiedzi. Krug jest jednak nie tylko ekscentrycznym bogaczem, ale też twórcą androidów. Stwórca postrzega je jako przedmioty, ale wśród samych zrodzonych z Kadzi zaczyna przeważać przekonanie o samodzielności ich inteligencji. Rodzi się wśród nich nawet religia i… miłość.

Szklana wieża to powieść skupiająca się na motywie, który w science-fiction pojawia się z niezawodną regularnością. Androidy (oraz inne samoświadome maszyny) i problem ich tożsamości były brane pod lupę przez większość z „wielkich” w tym gatunku. Pożeracz popełnił nawet kiedyś wpis na ten właśnie temat. Silverberg podchodzi do tematu w sposób na pierwszy rzut oka sztampowy, ale pod pozorami odpowiednio oryginalny. Schematyczny jest sam problem tożsamości androidów i ich podległości ludziom – tutaj podzielone na trzy klasy (alfy, bety, gammy) humanoidy nie mają żadnych praw, stanowią czyjąś własność. Jednak Silverberg postanowił wskoczyć na samo dno doliny nieświadomości i pozbawił androidy wszelkich zauważalnych cech robotycznych. Są one zdolne do odczuwania emocji, odbywania stosunków seksualnych, a jedynym wyróżnikiem są niewidoczne na pierwszy rzut oka cechy fizjologiczne.

szklana wieża

Kolejnym niesztampowym elementem Szklanej wieży jest religia. W wykreowanej przez Silverberga przyszłości ludzie postrzegają religię jako antyczny przeżytek, lecz dla znacznej części androidów jest ona jednym z sensów istnienia. Ciekawe jest zaś to, że bogiem czczonym w naukowo-mistycznych obrzędach jest sam Krug, rzeczywisty (s)twórca humanoidów. W nim szukają zbawienia i wyrwania ich z niewoli, a jednocześnie oddzielają Kruga-człowieka od Kruga-idei. Nie dość, że takie podejście do tematu jest intrygujące same w sobie i czytelnika do refleksji zmusza, to wszystko dodatkowo komplikuje finał tego wątku. Zaprezentowana przez autora wolta wywraca na głowie postrzeganie kluczowych elementów fabuły.

W Szklanej wieży pewien problem stanowi to, że wszystko, co nie jest „główne” zostaje poniekąd zaniedbane. Ciekawa kwestia obsesji Kruga i pierwszego kontaktu z obcą cywilizacją okazuje się być pretekstem, by poświęcić fabułę androidom. Nie byłby to problem, gdyby nie to, że początek powieści zdaje się sugerować coś innego. Z tego względu zaprzepaszczony zostaje symbolizm tytułowej wieży. Podobnie jest z postaciami – siłę sprawczą mają w zasadzie tylko sam Krug oraz Thor Watchman, najdoskonalszy z alf, kierownik budowy. Lilith, androidka alfa, służy głównie jako odbicie dla poglądów na androidy: dla samego Watchmana oraz Manuela Kruga, syna potentata. Rzeczony syn też z początku zdaje się być ważną postacią, ale koniec końców jest jedynie uosobieniem nieuprzedzonego podejścia do androidów.

szklana wieża podpis

Szklana wieża potwierdza kunszt twórczy Roberta Silverberga i utwierdza mnie w przekonaniu, że przydałoby się więcej wznowień dzieł tegoż autora. Zwłaszcza, że wydanie efemerycznego wydawnictwa E.I.A. (czy jest na sali ktoś, kto wie coś o tym tajemniczym tworze?) pełne jest drobnych błędów edytorskich. Pewne niedostatki fabularne trudno pominąć, ale odpowiednio oryginalne rozwinięcie tematu głównego oraz relacja Kruga i Thora Watchmana równoważą je z naddatkiem.

Na początku Krug stworzył Gammę i powiedział mu: „Będziesz silny i bez protestów będziesz robić to, co ci każą. Praca będzie sprawiać ci przyjemność.” I Krug tak pokochał Gammę, że stworzył ich mnóstwo na podobieństwo pierwszego.

Poprzedni

W cieniu niewypowiedzianego, czyli „History of wolves” Emily Fridlund

Następny

Obca pośród obcych, czyli „Binti” Nnedi Okorafor

Komentarzy: 9

  1. Czuję się niewyedukowana w temacie Silverberga, więc poszłam po rozum do głowy, czyli na Wikipedię. Otworzyłam sobie bibliografię utworów autora i mnie trochę zmroziło. To naprawdę dużo! To co, jeśli już na coś polować, to na Kroniki Majipooru?

    Zaciekawił mnie motyw religii ważniejszej dla androidów niż dla ludzi. To samo przecież było w Battlestarze – nowym, starego nie oglądałam – cyloni przecież obsesyjnie zajmowali się sprawami boskimi, a tylko niektórzy ludzie byli zainteresowani duchowością.

    • rob

      w starej tego nie było nowa BSG z starą łączy tylko nazwiska postaci antagoniści i motyw ucieczki w poszukiwaniu Ziemi całego tego para religijnego motywu nie było doktorek który w nowej dostał się na galactice był w starej na flagowcu cylonów pani prezydent wcale nie było była tam rada mędrców itp itd to dwa różne seriale o tym samym tytule 🙂

    • pozeracz

      Tak, Silverberg zdecydowanie jest dobrym przedstawicielem tego sortu amerykańskich pisarzy, którzy produkowali bardzo dużo i regularnie. Ciekaw jestem, na ile to była po prostu kwestia usposobienia autorskiego, a na ile rynku wydawniczego i faktu, że trzeba było iść w ilość, by materialnie sobie radzić.

  2. rob

    a co do silverberga to u niego stały motyw popełnił jak mnie skleroza nie myli opowiadanie w którym imperium rzymskie nigdy nie upadło a chrześcijaństwo nigdy nie powstało co miało swoje konsekwencje dla fabuły 🙂 nawiasem co do religii robotów to zabawne opowiadanie popełnił Asimow do znalezienia w tomie bodajże III drogi do SF Jamesa Gunna nawiasem polecam cały cykl świetne opowiadania poszukajcie tego w bibliotekach 🙂

    • pozeracz

      Znalazłem tego Silverberga. Zaczęło się od opowiadania, ale całość została zebrana jako „Roma Eterna”. Ciekawy koncept – lubię takie alternatywno-historyczne myki. Z tego co widzę, że to dużo czytelników narzeka na zmarnowany potencjał, ale w sumie chciałbym sam się przekonać kiedyś.

      • rob

        opowiadanie czytałem bo je pamiętam ale czy tą rozszerzoną wersje też tego już nie pamiętam pare lat temu to było 🙂

        • pozeracz

          Ja zaś za nic nie potrafię sobie przypomnieć, gdzie czytałem „Pożeglować do Bizancjum”.

  3. Silverberga czytałem, ale w bardzo skromnych ilościach. „W dół, do ziemi” wspominam jako interesującą lekturę, chociaż w kwestii konstrukcji świata przedstawionego również można było przyczepić się do kilku szczegółów.

    „Szklana wieża” wydaje się bardzo ciekawą powieścią, a poprzez wymowę mocno kojarzy mi się z „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach” Dicka oraz dziełami Asimova.

    Chochliki:
    „(…) wieży, która tachionami umożliwi przesłanie odpowiedzialności.” – chyba chodziło o odpowiedź
    „(…) dla znacznej części androidów jest ona jednym z sensów istnienie.”

    • pozeracz

      „W dół, do ziemi” było jedną z tych losowych książek science-fiction, które gościły na półkach moich rodziców. Pamiętam jak przez mgłę, ale jakoś w głowie pozostał mi psychodeliczny mocno klimat.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén