Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Zazdrość i nadzieja, czyli „Szwecja czyta. Polska czyta” pod redakcją Katarzyny Tubylewicz oraz Agaty Diduszko-Zyglewskiej

W komentarzach na tym oraz innych blogach wspominałem niedawno o jednym z moich wyrzutów literackich, czyli literaturze non-fiction. Swego czasu czytałem nieco Kapuścińskiego i różnistych książek historycznych, ale od pewnego czasu nie było mi z tym gatunkiem po drodze. Z jednej strony nie ma w tym nic złego, bo każdy powinien czytać to, na co ma ochotę. Jednak dla takiego ciekawskiego osobnika jak ja, jest to pewne zaniedbanie. Powziąłem więc mocne postanowienie poprawy, a książka Szwecja czyta. Polska czyta stałą się idealnym pretekstem, by zacząć tę poprawę.

szwpol1

Książka ta stanowi zapis przeprowadzonych przez Katarzynę Tubylewicz i Agatę Diduszko-Zyglewską rozmów z osobami związanymi z ogólnie pojętym czytelnictwem w Szwecji i Polsce. Wśród rozmówców znaleźć można na przykład ministrę Joannę Kluzik-Rostkowska, szefową wydawnictwa WAB, Beatę Stasińską, szefową sztokholmskich bibliotek, Katti Hoflin i tłumacza z polskiego na szwedzki, Stefana Ingvarssona. Pomiędzy częścią szwedzką a polską znajduje się jeszcze ciekawy tekst o historycznej genezie różnic pomiędzy czytelnictwem w obu krajach. Rozmowy skupiają się na tym, co w danym kraju robione jest dobrze, a co jeszcze można poprawić.

szwpol2

Bez ogródek napiszę, że polecam tę książkę każdemu, komu choć trochę czytelnictwo leży na sercu. Rozmowy prowadzone są ciekawie – widać, że jest to dialog osób, którym zależy. W połączeniu z ciekawym doborem rozmówców sprawia to, że Szwecja czyta. Polska czyta dobrze się… czyta. Jest tak też dzięki zaangażowaniu i wiedzy. Interlokutorzy są bowiem osobami o bogatym doświadczeniu, ciekawych przemyśleniach i dużej wiedzy, a w dodatku mają ugruntowaną pozycję w swoim środowisku. Innymi słowy – są to osoby, z którymi po prostu warto rozmawiać.

Co ja wyciągnąłem z lektury? Zgodnie z tytułem: zazdrość i nadzieję. Zazdrość kieruję w stronę Szwecji, w której sytuacja czytelnicza jest właśnie godna pozazdroszczenia. Nie jest idealna – problemy mają księgarnie, wydawnictwa za dużo skupiają się na bestsellerach, a siła szwedzkiej literatury sprawia, że coraz mniej tłumaczy się z innych języków na szwedzki. Jednak systemowe podejście do bibliotek i promocji czytelnictwa, przekonanie o opłacalności (badania wykazały, że dobrze prowadzone biblioteki mają odczuwalny wpływ na PKB) i istotności takich procesów, prawna ochrona pisarzy i tłumaczy, rozwinięte czytelnictwo w różnych klasach społecznych itd. itp. sprawiają, że Szwecja jawi się jako wzór do naśladowania. Rozmówcy z Polski mogli mnie wpędzić w pesymizm, ale stało się odwrotnie. Jestem Pożeraczem raczej realistycznie patrzącym na świat, ale zobaczyłem, że jednak coś się da u nas zrobić i są osoby, którym zależy – nawet gdzieś tam daleko u władzy. Inna sprawa, że władza się zmieniła – tym intensywniej trzeba śledzić poczynania polityków.

szwpol3

Tiotretton – biblioteka dla dzieci w wieku do 11 do 13 lat

Na koniec jeszcze o dwóch kwestiach najważniejszych dla mnie. Mógłbym przytoczyć wiele ważnych zdań, wzruszającą historię i wyrazów miłości do czytania, ale skupię się na najbardziej „zostały ze mną” dwa stwierdzenia. Pierwsze zdanie wraca wielokrotnie po obu stronach Bałtyku, a dotyczy tego, że czytanie jest kluczową umiejętnością, która pozwala rozumieć otaczający nas świat, patrzeć na niego krytycznie i analizować. Mówiąc o czytaniu, często mówi się o słownictwie, wiedzy i tym podobnych, ale dzięki Szwecja czyta. Polska czyta uświadomiłem, że to właśnie rozwój aparatu poznawczego jest tą najważniejszą zaletą czytania. Drugie stwierdzenie stanowi smutą konstatację na temat czytelnictwa w Polsce. Jednym z najważniejszych problemów jest bowiem niemal zupełna rozdzielność świata czytających i nieczytających. Debata na temat książek nie jest martwa, sytuacja bibliotek się rozwija, blogi książkowe żyją swym intensywnym życiem, ale zupełnie rozmija się to z tą częścią społeczeństwa, która nie czyta i czytać nie chce. I to trzeba zmienić.

Stacja Kultura w Rumii

Stacja Kultura w Rumii

Według mnie Szwecja czyta. Polska czyta to pozycja obowiązkowa dla każdego mola książkowego. Co prawda nie każdy mol książkowy musi odczuwać potrzeba niesienia kaganka czytelnictwa, ale mam wrażenie, że większość z pasjami czytających bardzo chętnie zaraża innych tą pasją – pożycza, opowiada, kupuje książkowe prezenty. Koniec końców im lepiej ma się cała branża, tym lepiej dla nas, n’est-ce pas?

Kiedy miałam dziewięć lat, biblioteka uratowała mi życie. [Katti Hoflin w Szwecja czyta. Polska czyta]

Poprzedni

Aneks do poradnika, czyli mole w literaturze

Następny

Kurs podyplomowy, czyli co po Potterze

Komentarzy: 2

  1. Ta książka robi zawrotną karierę na naszym rynku czytelniczym, bowiem spotkałem ją na wielu blogach, dość szeroko rozpisywano się także na jej temat na łamach LC. Wynika stąd jasna konstatacja, że u nas w kraju czytelnictwo to także ważny temat, chociaż Twoja uwaga na temat dualizmu i rozdzielności, tj. ścisłej separacji światów osobników nieczytających i tych, którzy bez dobrej lektury nie wyobrażają sobie życia, jest dość trafna. Za taką sytuacją, moim zdaniem, sporą winę ponoszą media, a w szczególności telewizja publiczna (która ponoć ma jakąś misję kulturową) – śledząc pozycje i tematy, którym poświęcony jest czas antenowy, nietrudno odnieść wrażenie, że książki to temat marginalny.

    • pozeracz

      To prawda – książki w telewizji pojawiają się głównie przy okazji skandali i ekranizacji albo ewentualnie, gdy premiera danej książki jest już wydarzeniem mocno medialnym (np. premiery kolejnych Potterów). Może gdyby w mediach zaczęto kreować modę na czytanie, to by to coś dało. Może jakaś presja społeczna na czytanie by się wytworzyła. Ale z drugiej strony – telewizja w mało którym zakresie kreuje jakiekolwiek pozytywne wzorce.

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén