"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Przezacne wypełnienie, czyli „The Tyrant’s Law” Daniela Abrahama

Może i lekko przesadzam z wnioskami, ale wydaje mi się, że losy The Dagger and the Coin to dowód na co najmniej kilka przypadłości polskiego (i nie tylko) rynku wydawniczego. Cykl Daniela Abrahama ucierpiał z powodu przesycenia (a co za tym idzie ginięcia w tłoku), braku zaufania do dłuższych serii niezaznanych (wtedy) autorów czy też efemeryczności bytów wydawniczych. Ja zaś liczę, że może me pisanie choć ciut zwiększy szansę, że ktoś ten cykl przejmie i da się nim nacieszyć fanom fantasty znad Wisły. Oto więc The Tyrant’s Law.

tyrant's law

Jako regent z nazwy, a tyran w praktyce Geder Palliako poprowadził swój naród do wojny, lecz każde zwycięstwo przynosiło kolejne konflikty. Szykuje się do wielkiej wojny, gdyż jego celem jest długotrwały pokój. Wielu może zginąć, aby go osiągnąć, ale jest to poświęcenie, na które jest gotów. Cithrin bel Sarcour powróciła w (nie)łaski Banku Medeańskiego, lecz jej nowy przydział pozostawia ją na szlaku wspomnianej wojny. Owdowiała i zhańbiona Clara Kalliam stała się lojalną zdrajczynią w sercu Imperium i próbuje bronić swojego narodu przed samym sobą. Okazać się może jednak, że najważniejsze zadanie może czekać Marcusa Westera, który przedziera się na map krańcach przez parne dżungle.

The Tyrant’s Law to przykład na to, że można mieć w serii coś na kształt tzw. filler episode i wcale nie musi to być watowana nuda. Co prawda trzecia część cyklu nie jest typowym wypełniaczem, gdyż nie brak tu wydarzeń ważnych dla losów bohaterów (czy wręcz i świata), ale można odnieść wrażenie, że wszystko szykuje się do jeszcze większej, kluczowej konfrontacji. Widać to zwłaszcza po samym finale, który zawiera niespodziankę ważną i nęcącą. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że i bez większości tych niebłahych wydarzeń czy też finałowego zaskoczenia, lektura dostarczałaby niemało czytelniczej satysfakcji. Szczegóły tego ukontentowania przedstawione zostaną za chwilę, ale za dodatkowy (acz ciut anegdotyczny) argument oraz dowód oryginalności serii niech posłuży fakt, że określana jest ona czasem jako pacyfistyczne epic fantasy.

dagger and coin abraham

Jak można bez większego trudu zgadnąć, to częściowe fabularne odciążenie oznacza, że ciężar biorą na siebie postaci. Na szczęście (choć żaden czynnik losowy nie ma tu nic do rzeczy) Daniel Abraham z kreacją bohaterów radzi sobie świetnie – zwłaszcza pod kątem sprawczości. Znów da się odczuć, że nie reagują one i oni po prostu na to, co los (czyt. autor) rzuci w ich stronę, ale próbują ze wszystkich sił kreować rzeczywistość wokół siebie, wpływać nie tylko na swój los. Świetnie wypada też to, że w tych swoich dążeniach są bardzo zróżnicowani i pod względem motywacji, i metod. Doskonale też udało się ukazanie pewnego paradoksu: działania we własnym interesie potrafią tu prowadzić do dobra ogółu, a górnolotne, szlachetne intencje do wielkich krzywd.

Gdy potrzeba, Daniel Abraham potrafi zwiększyć tempo czy napisać efektowną scenę walki, ale choć w The Tyrant’s Law takich momentów nie brakuje, to najciekawsze – jak wyłożone zostało powyżej – chowa się gdzie indziej. Może to zabrzmieć nieco przesadnie lub też egzaltowanie, ale według mnie Geder to jedna z ciekawszych postaci we współczesnej fantastyce. Co jest w nim tak wartego uwagi? Chodzi o jego drogę. Nieco zbyt okrągły, lubujący się w (jakże niemęskich) esejach spekulatywnych Palliako zaczyna co prawda jako syn szlachcica, ale z niezbyt poważanego domu, a inni wysoko urodzeni obdarzają go nie szacunkiem a kpinami. Nie ma też on w sobie żelaznej determinacji (jak na przykład inny fascynujący antybohater – Zhu z Ta, która stała się słońcem) ani nawet zbyt wiele odwagi, a do władzy dochodzi za sprawą mieszaniny przypadku, odpowiednich decyzji i naiwności. Z początku trudno w nim upatrywać potencjalnego tyrana, gdyż jedyną skazą (i do tego zrozumiałą) jest niechęć do tych nim pogardzających. Abraham jednak pokazuje, jak wykręcony przez kompleksy i prostoduszność w obliczu wyrachowania może zostać taki człowiek.

abraham tyrant's law

© Kyle Zimmerman

The Tyrant’s Law to kolejna bardzo dobra powieść w cyklu, który według mnie prezentuje ciekawe, oryginalne podejście do pisania epic fantasy. Daniel Abraham tworzy fabułę o niemałym, świat zmieniającym rozmachu, ale jednocześnie umieszcza ją niejako na drugim planie. Na pierwszym są postacie, ich decyzje, związki i przemiany (oraz pieniądze). Czekam jednak na kolejne części, w których ta epickość (wracają smoki ) będzie musiała siłą rzeczy przejąć scenę. Wielka szkoda, że nikłe są szanse, że cykl ten powróci nad Wisłę.

The world disappoints us all, and the ways we change our own stories to survive that disappointment are beautiful and tragic and hilarious.

Poprzedni

Miło a zgrzyta, czyli „Czytać, dużo czytać” Ryszarda Koziołka

Następne

Tułacz i siedmiokrotna pomsta, czyli „Kane – Bogowie w mroku” Karla Edwarda Wagnera

2 komentarze

  1. Może trafi się jakaś ekranizacja i cykl powróci do naszego pięknego kraju 😉 Bo w innych okolicznościach, faktycznie może być o to ciężko. Szczególnie szkoda tych czytających tylko po polsku, którzy po lekturze pierwszego tomu zostali pozostawieni z niczym.

    • pozeracz

      Fantasy jest trochę wrogiem swojej własnej popularności – wychodzi go po prostu za dużo. A jak wychodzi dużo, to i spora szansa, że wyjdzie coś dobrego, albo coś zekranizują… A skoro wychodzi tak dużo, to właśnie tylko te głośne trafiają nad Wisłę, a powroty w ogóle rzadkie są.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén