Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Niebezpieczne wojny w butelce, czyli Wielka Kolekcja Komiksów Marvela 26-30

Przerwy między kolejnymi komiksowymi recenzjami zbiorczymi wydłużają się. Poprzednia przerwa wynosiła cztery miesiące, a obecna ponad pół roku. Nie obiecuję poprawy – widocznie Wielka Kolekcja Komiksów Marvela wymaga czasu i czeka na swój moment. Tym razem czytanie miało miejsce dwoma seriami: pierwsze dwa tomy czytane były daaawno temu, a reszta dopiero co. Nim przejdę do konkretów zapytam od razu we wstępie: interesują Was ten moje komiksowe skoki w bok? Chcielibyście bym sięgnął i po inne (o)powieści graficzne?

lego marvel

Superbohaterowie Marvela:
Tajne wojny, część 1

tajne okładki

Byłem przekonany, że wolna amerykanka w wykonaniu najbardziej znanych superbohaterów Marvela będzie bardziej atrakcyjna. Tymczasem odniosłem wrażenie, że autorzy chcieli upchnąć w tej serii zbyt wiele. Wiem, że atrakcyjność takich crossoverów polega częściowo na nadmiarze, ale tu jest za dużo postaci, za dużo sojuszy, za dużo grup i za dużo niemal wszechmocnych wynalazków Beyondera. Podobał mi się wątek z Galactusem, ale wielka szkoda, że nie objawił się sam główny sprawca zamieszania. Może w tomie drugim?

Thor: W poszukiwaniu bogów

thor w poszukiwaniu bogów

Tu tempo też nieco zbyt wysokie jak na mój gust, a fabuła chaotyczna, ale tym razem opowieść jakby ciekawsza. Może to przez ograniczenie obsady – jest tu sporo gościnnych występów, ale stanowią one po prostu ciekawy dodatek. Może zaś z powodu mojej słabości do historii herosów opuszczonych, zagubionych oraz/lub uczłowieczonych (choćby tymczasowo). Powrót Thora do pustego Asgardu to emocjonująca mieszanka intrygi i akcji. Sporym minusem jest brak konkluzji. Rozumiem, że forma kolekcji taka już jest, ale i tak czytelnik może poczuć niedosyt. Niby można sobie zakupić je dość wygodnie elektronicznie, ale raczej nie po polsku.

Astonishing X-Men: Niebezpieczni

x-men niebezpieczni

Całkiem udana kontynuacja tomu recenzowanego w ramach pierwszej piątki. Całkiem nieźle przedstawione relacje pomiędzy postaciami (czuć tu rękę Whedona), oryginalny przeciwnik i dużo akcji. Spora dawka niezobowiązującej rozrywki wzbogacona o pewien dwuznaczny wątek związany z Xavierem. Podoba mi się to, że mentor mutantów jest tu odbrązawiany, daleko mu do ideału. Świetną robotę wykonał też John Cassaday – podobały mi się zwłaszcza dzikie Sentinele (patrz tutaj). Frajdy z czytania nie odbiera nawet fakt, że jedno z głównych założeń fabuły nie ma ponoć sensu.

Iron Man: Demon w butelce

demon w butelce

W przypadku starszych komiksów często bywa tak, że historyczna (w komiksowo-marvelowym kontekście) doniosłość danego komiksu jest odwrotnie proporcjonalna do mojej oceny tegoż. Tym razem jest tak tylko częściowo. Ta stworzona w 1978 roku linia fabularna była nie tylko punktem zwrotnym dla postaci Iron Mana, ale też jednym z pierwszych przypadków zmagań tak ważnej persony z uzależnieniem. Pod tym względem jest to komiks, który powinien znać każdy fan nie tylko Tony’ego Starka, ale Marvela w ogóle. Jednak na podstawowym poziomie jest to dość typowa historia zmagań z wyciągniętym znikąd przeciwnikiem, który chce zniszczyć imperium Starka. Do tego cała fura podrzędnych (niezbyt) superprzeciwników i niezbyt zaskakujące zakończenie. Dopiero ostatni fragment, czyli starcie z uzależnieniem, dodaje głębi. Może to chronologicznie niesprawiedliwe, ale i tak uważam, że lepiej sięgnąć po Batman Venom, czyli moją ulubioną komiksową historię o uzależnieniu.

Wesołą ciekawostką związaną z tym tomem jest, że w wyniku kwaśnej atmosfery panującej wtedy w Zagrodzie Stana Lee, jako wypowiedzenie Jarvisa wstawiono tekst prawdziwej rezygnacji, którą złożył Dave Cockrum. Do dziś nie wiadomo, kto był za to odpowiedzialny.

Hulk: Planeta Hulka (część 2)

planeta hulka 2

Mógłbym w zasadzie powtórzyć większość spostrzeżeń z recenzji poprzedniej części. Tym razem jednak ekspozycja nie jest potrzebna, więc Hulk może od razu zabrać się na rozwałkę, rozwałkę i jeszcze więcej rozwałki. Choć jest tu jeszcze nieco refleksji, heroiczne poświęcenie i dramatyczne kryzysy. Innymi słowy jest to bardzo komiksowy komiks, który dostarcza całą furę rozrywki. Mam coraz więcej sympatii dla tego wielkiego, zielonego stwora pełnego złości i ciekaw jestem bardzo, jak w Thor: Ragnarok wypadną wątki z tej serii.


Ogółem była to bardzo udana piątka. Po falstarcie w postaci Tajnych Wojen reszta utrzymywała bardzo solidny poziom. Polecam zwłaszcza Irona Mana pod kątem historycznym, a Hulka ze względu na wysokie natężenie rozwałki. Ja tymczasem będę korzystał z dobroci szanownej koleżanki N. i powolutku przemierzał odmęty tej kolekcji, która jak na razie ma 121 tomów. Chciałbym też kiedyś sięgnąć po równoległą kolekcję DC, ale napotkałem nieco negatywnych recenzji – macie z nią jakieś doświadczenia?

– Doctor Banner, now might be a good time for you to get angry.
– That’s my secret, Captain: I’m always angry.

[The Avengers]

Poprzedni

Wojna groteski z karnawałem, czyli „Locus Solus” Raymonda Roussela

Następny

Sekretny kanon, czyli wywiad z Olgą z Wielkiego Buka

Komentarzy: 4

  1. Bardzo lubię komiksy, choć czytam ich niewiele (cena mnie odstrasza). Ale Marvela jakoś wybitnie nie trawię. Jest w nim coś takiego, że albo się go uwielbia, albo nie znosi. Nadmiar, o którym piszesz przy pierwszym komiksie, mnie osobiście odrzuca. 😉

    • pozeracz

      Zdecydowanie – cena to czynnik zaporowy. Choć zrozumiała, gdy wziąć pod uwagę papier i format, ale jednak odstrasza. Dlatego ze mnie jest komiksowy pożyczalski.

      A Marvel to chyba dla mnie trochę „guilty pleasure” i kwestia sentymentu z czasów dawnych.

  2. Komiks to gatunek, który stanowczo zaniedbuję. W tamtym roku zdarzyło mi się sięgnąć po Mangę (Akirę oraz Becka), ale cały czas próbuję się zebrać, by przeczytać jakiś komiks „obyczajowy”. Do superbohaterów, przynajmniej na razie, w ogóle mnie nie ciągnie 🙂

    • pozeracz

      Nie podzielam, ale rozumiem. Komiksy superbohaterskie to swoiste telenowele świata komiksowego. Trzeba po prostu trawić tę konwencję – inaczej nie ma sensu się męczyć. Komiksów wychodzących poza konwencję i potencjalnie atrakcyjnych dla szerszego grona nie ma wiele.

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén