"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Kategoria: Książki Strona 78 z 92

Tworząc i niszcząc, czyli „Babel Tower” A.S. Byatt

Niniejszy wpis jest nieumyślną i zaskakującą kontynuacją serii anglojęzycznej. Skąd te dwa przymiotniki w poprzednim zdaniu? Otóż przystępując do lektury Babel Tower A.S. Byatt nie miałem pojęcia, że powieść ta nie została przetłumaczona na polski. Celowo nie dodałem tu słowa „jeszcze”, gdyż nie ma co się specjalnie na to łudzić, skoro nikt się za to nie zabrał przez 20 lat i to mimo wznowienia Opętania oraz adaptacji filmowej tegoż. Może więc ten wpis przypomni o Byatt, choćby w blogowym światku.

Ale on przed siebie szedł i tak, czyli „Puste niebo” Radosława Raka

Radosław Rak to jeden z najciekawszych młodych pisarzy parających się fantastyką (gdzie młody = młodszy ode mnie). Pewnego czasu niezastąpiony Staszek Krawczyk zachęcił mnie do przeczytania opowiadania Tamdarej w innych światach opublikowanego w Esensji. Zachwyciłem się szczerze i mocno zdziwiłem, że Rak jeszcze nic nie wydał. Gdy tylko dowiedziałem się o nadchodzącej publikacji Kocham Cię, Lilith, prędko zaklepałem sobie portalowy egzemplarz do recenzji. Tym razem zachwytu nie było, ale i do rozczarowania nie doszło. Kolejnej powieści wyczekiwałem więc nieco zachowawczo, ale dwie kwestie podkręciły me nadzieje: Powergraph i zajawka fabularna.

Walcząc z niechęcią, czyli „Bellevue” Ivany Dobrakovovej

Jedną z ważniejszych zalet literatury jest nauka empatii. Poprzez pokazywanie świata oczyma bohaterów osób skrajnie od nas różnych – doświadczonych przez los, odległych charakterologicznie i geograficznie. Dotyczy to także osób niepełnosprawności oraz chorób psychicznych, które są bardzo często spychane przez społeczeństwo na margines i rzadko dostają swój głos. Na ratunek przychodzi właśnie literatura. Jednak, podobnie jak w rzeczywistości, podejście do takiej tematyki wymaga dużego wyczucia. Bellevue Ivany Dobrakovovej rozlegle porusza oba te zagadnienia, lecz mam wrażenie, że tego taktu zabrakło.

Bellevue okładka

Przyszłość ciemna jak wino, czyli „Ilion” Dana Simmonsa

Moja czytelnicza znajomość z Danem Simmonsem rozpoczęła się od bezkrytycznych zachwytów nad Hyperionem, przeszła przez rozczarowanie Trupią otuchą, a ostatnio dotarła do już nie tak bezkrytycznych pochwał dla Terroru. Od zauroczenia, przez rozczarowanie aż po stabilizację – niczym związek z prawdziwego zdarzenia. Po Ilion zapewne sięgnąłbym i bez tego zaplecza, gdyż jak tu oprzeć się niemal hard-sf z nawiązaniami do Homera i Szekspira, Prousta i Nabokova? Opór nie miał najmniejszego sensu. Pokusie więc uległem, a gdzie mnie to powiodło, relacjonuję poniżej.

Między poniedziałkiem a wtorkiem, czyli „Ruiny i zgliszcza” Wellsa Towera

Czytelnicza ma historia wskazywać by mogła, że nie przepadam za opowiadaniami, a już w ogóle za tymi niefantastycznymi i współczesnymi. Byłoby to wrażenie mylne – po prostu nie miałem zbyt wielu okazji, by sięgać po takie pozycje. Jest to o tyle dziwne, że w przypadku horroru to właśnie krótkie formy potrafią mnie wystraszyć, a powieści niemal wcale. Kurczowe trzymanie się utartych ścieżek nie leży w mej czytelniczej naturze, więc z ciekawością odnotowałem zapowiedź Ruin i zgliszczy Wellsa Towera. Od razu też napiszę, że świetna okładka miała pewien wpływ na mą decyzję.

ruiny i zgliszcza

Strona 78 z 92

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén