Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Znikanie systemowe, czyli „Niejedno” Barbary Woźniak

Wydawałoby się, że dopiero co rozpisywałem się o pierwszej książce wydawnictwa Drzazgi, a tu przyszła pora na kolejną ich książkę. Niejedno to także debiut, ale tym razem autorski. Absolwentka Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Jagiellońskiego publikowała jak dotąd tylko w zakresie naukowym. Jej głównym obszarem zainteresowań jest gerontologia, a to zainteresowanie starością wyraziście odbija się w jej prozatorskim otwarciu.

 niejedno okładka

Wymuszona przeprowadzka Szymona do Tarnowa oznacza dla niego początek wymagającego okresu. Rozwiedziony wykładowca wraca do rodzinnego miasta, by przejąć opiekę na ojcem cierpiącym na chorobę Alzheimera. Obserwowanie nie tak powolnego pogarszanie się stanu rodzica negatywnie wpływa na inne aspekty życia – pracę, stosunki między ludzkie. Zaś poczucie obowiązku dodatkowo zapędza go w pętle przemęczenia. Wszystko to przeplata się z pracą nad fakultetem poświęconym medycynie III Rzeszy, zajęciami z etyki oraz wędrówkami po wspomnieniach wyciąganych przez domowe artefakty.

Niejedno to powieść, która wymaga od czytelnika wysiłku na kilku poziomach. Pierwszym i najważniejszym jest wytrwałość konieczna do przetrawienia opisu postępów choroby ojca i reakcji głównego bohatera. Coraz większe problemy z mową, ataki agresji i stopniowe zanikanie wszelkich śladów po osobowości ojca odciska emocjonalne piętno nie tylko na Szymonie, ale i na czytelnikach. Trzeba przy tym zaznaczyć, że Barbara Woźniak daleka jest tu od epatowania dramatycznymi scenami — woli posłużyć się sugestywnym opisem czy też zwięzłą frazą. Wymownym podkreśleniem zmian zachodzących w życiu głównego bohatera oraz ciężaru, który wziął na siebie, jest przekonujące przedstawienie narastającego zmęczenia oraz odrętwienia. Fakultet zaczyna ciążyć, spotkania z Elżbietą nie przynoszą wytchnienia, a jazda samochodem staje się zbyt ryzykowna. W domyśle zaś pozostaje, że poczucie obowiązku bierze się nie tylko z pryncypiów moralnych, ale też niskiej oceny własnego ojcostwa.

niejedno tarnów dworzec

Tarnowski dworzec rolę ważną pobocznie odgrywający

Powieść przedstawia chorobę nie tylko z punktu widzenia osobistego, ale też systemowo-instytucjonalnego. Brak rzeczywistego wsparcia dla rodziny chorującego, początkowa spychologia diagnostyczna czy też ceny leków są tu skontrastowane z jednej strony z relacjami z zajęć etyki ze studentami medycyny oraz zarządzania służbą zdrowia, a z drugiej z powoli powstającym sylabusem na fakultet poświęcony medycynie III Rzeszy. Potencjalni absolwenci albo nie przejawiają zbytniego zainteresowania moralnymi aspektami zawodu, albo też skręcają mocno w stronę bezdusznego utylitaryzmu. Za pewną intelektualną prowokację uznać zaś można zestawienie tych dwóch elementów z historycznym fakultetem. Czytanie o biopolityce nazistowskiej, a zaraz potem o cenach leków dla chorych na alzheimera i podejściu państwa Polskiego do opieki nad nimi wywołuje niemały dyskomfort.

Kolejnym ciekawym zestawieniem, które można zaobserwować w Niejedno jest ukazanie zanikania ojca głównego bohatera oraz jego własnych wycieczek w przeszłość powodowanych przez domowe porządki i eksploracje. Szymon pali w piecu starymi kalendarzami i pamiątkami z lat minionych, wspominając przy tym mniej lub bardziej radosne chwile. Przegląda kartony z książkami, puszcza stare płyty, czyli na pewien sposób celebruje pamięć, a w pokoju obok jest rodzic, którego pamięć już w zasadzie wygasła. Barbara Woźniak wzbogaciła swą powieść mnogością odniesień filozoficznych, muzycznych czy też literackich nie tylko na poziomie formalnym, ale też językowym. Jak sama przyznaje w posłowiu, bardzo dużo jest tu pisania Świetlickim, zapożyczeń z Cohena czy też, najbardziej chyba oczywistych, z literatury przedmiotowej. Wyłapanie tych smaczków da na pewno niektórym sporo satysfakcji. Przyznam zaś, że mi do większości zabrakło oczytania, zwłaszcza poetyckiego.

barbara woźniak foto

fot. Katarzyna Bielec

Niejedno Barbary Woźniak to powieść, po której w ogóle nie czuć, że jest debiutem. Bardzo trudna tematyka opisana została z wyczuciem, ale i w sposób poruszający. Zmagania z postępującym zanikaniem bliskiej osoby przetkane są prowokacyjnymi zestawieniami oraz bogatym zbiorem nawiązań. A to i tak tylko część z możliwych odczytań. Druga książka wydawnictwa Drzazgi potwierdza świetne wyczucie prowadzącego duetu.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję

drzazgi logo

O Niejedno poczytacie też tu:

Rytuały nadające dniom rytm, dzięki któremu jest szansa poczuć się bezpieczniej w chaosie. Strukturyzujące bezładne strumienie zdarzeń w celowe sekwencje, prowadzące dokądś, przynajmniej z pozoru. Redukujące konieczność kłopotliwych decyzji, co dalej, w co ręce włożyć. Te same w kółko, jak leki, które są konstans. Pory i dawki. I jak przerwy na fajkę.

Poprzedni

Egocentryzm, czyli Qbuś w sieci

Następny

Zemsty w dżungli, czyli „Blood and Bone” Iana C. Esslemonta

2 Comments

  1. Ulala! Coś czuję, że ta książka może mi się bardzo, bardzo spodobać, choć tematyka z emocjonalnego punktu widzenia jest mocno przyciężka. W temacie starości polecam esej książkowy pt. „Starość” autorstwa Simone de Beauvoir.

    • pozeracz

      Jest ciężka. Przypuszczam, że tym bardziej dla osób, które miały z tą chorobą do czynienia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén