Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Klątwa ciekawych czasów, czyli „Punkty zapalne” Jerzego Borowczyka i Michała Larka

Szeroko pojęty okres przedświąteczny wydaje się niezbyt trafionym czasem na czytanie wywiadów, które skupiają się na globalnych i lokalnych zagrożeniach. Ja jednak mam słabość do dychotomii, więc odpowiada mi kontrast czasu rodzinnego wytchnienia i wspomnianej tematyki. Zresztą w pewien przewrotny sposób względna sielanka czasu świątecznego podkreśla to, jak wiele szczęścia mamy, że żyjemy akurat tu (i teraz). A na poziomie bardziej przyziemnym – Punkty zapalne wygrałem w konkursie na God save the book, więc i do ducha gwiazdkowego pasuje.

Jadowita dwuznaczność fikcyjna, czyli „Żywoty urojone i inne prozy” Marcela Schwoba

Czytelniczy koniec mego roku stoi pod znakiem oryginalności. Do Manganellego i Szostaka dobija Marcel Schwob. Dzieję się tak znów za sprawą PIW-u, który wraz z Institut français Pologne przywraca polskim czytelnikom tego francuskiego pisarza i jego Żywoty urojone i inne prozy. Piszę „przywraca”, gdyż zamieszczone w tym zbiorze dzieła publikowane są w tłumaczeniach tuzów młodopolskiego przekładu (Wincenty Korab-Brzozowski, Bronisława Ostrowska, Zenon Przesmycki-Miriam i Leon Schiller). Jeśli zaś o mnie chodzi, to autor ten pozostawał blisko splotu różnych mych literackich sympatii – to on, między innymi, przywrócił francuzom Villona oraz pomagał Oscarowi Wilde’owi pisać Salome.

żywoty urojone i inne prozy okładka

Trzeba przełamywać siebie, czyli wywiad z Witem Szostakiem (część 2)

Okrężnie wpis zaczynając, przyznam się do trudności z pisaniem wstępów do drugich części wywiadów. Rozmówca przedstawiony, zachęty rozrzucone, więc co pisać teraz? Pozostaje jedynie zapodać kilka spoilerów oraz uciekanie się do meta-zabiegów niczym ten właśnie. W wywiadu ciągu dalszym rozmawiamy więc między innymi o Myśliwskim, fantastyce oraz czytelnictwie. Bon appétit!

Komiksowy krach systemu korporacji, czyli „CEO Slayer” Marcina Przybyłka

Zbiegiem okoliczności ten tydzień stał się tygodniem stałych bywalców. Po tegorocznie silnym Żwikiewiczu nadszedł czas na od początku obecnego Przybyłka. Panów obu nie tylko częstość bywania na blogu mym, ale i niestandardowo podobna droga odkrycia. Przypadek starszego z panów autorów wspomniany jest we wstępie do poprzedniego wpisu, a o sięgnięciu po młodszego zadecydowała jego autoreklama na forum czasopisma CD-Action. Udzielałem się tam swego czasu aktywnie bardzo i książkowo (moderatorem nawet byłem), a Marcin Przybyłek zagościł tam na czas jakiś. Początkowo nieufnie podchodziłem do niemal nachalnego promowania własnych dzieł, lecz w końcu uległem i Granicę rzeczywistości nabyłem. Teraz zaś nadeszła pora na CEO Slayer.

CEO Slayer

Mnogość tropów między okrutnymi gwiazdami, czyli „Maszyna” Wiktora Żwikiewicza

Niezbadane bywają koleje czytelniczego losu: jeszcze na początku tego roku miałem jedynie mgliste pojęcie, że w ogóle istnieje ktoś taki jak Wiktor Żwikiewicz. Kilka komentarzy, jeden konwent i nieco minionego czasu, a tu rzeczony bydgoszczanin jest najczęstszym recenzowanym na mym blogu. Znajomość tę literacką mogę nawet uznać za jedną z najważniejszych konsekwencji prowadzenia pożeraczowego przybytku, gdyż bez niego na Pyrkonie ma ręka w stronę Imago by nie powędrowała. Teraz zaś przyszła kolej na pierwsze spotkanie z opowiadaniami Żwikiewicza, czyli zbiorem Maszyna.

Maszyna

Strona 121 z 153

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén