Czytanie innych blogów się opłaca i to nie tylko pod kątem rekomendacyjno-polecającym. Nie raz, nie dwa wspominałem o tym, że jakiś wpis zainspirował mnie to własnych poszukiwań i rozpisań. Tak było i w przypadku masek, i tym razem, gdy to prowodyrką stała się Karoliną z przybytku Czepiam się książek i jej tekst o dybukach. Temat mnie zaciekawił, odkryłem istnienie interesująco zapowiadającej się powieści The Warsaw Anagrams Richarda Zimlera i w głowie zakiełkował mi pomysł napisania kolejnego z serii wpisów motywowanych. Minęły dwa tygodnie i motyw opętania przejmuje władzę nad Pożeracza domeną.
Tag: malazańska księga poległych Strona 2 z 3
Niedawno blogowo zastanawiałem się nad kwestią ilustracji w literaturze, ale poniekąd wyłączyłem z tych rozważań fantasy. W książkach z tego gatunku nadal da się dość regularnie natrafić na takie ozdoby. Jednak nie zwierzyłem się z pewnej swej sentymentalnej słabości. Otóż od początków swych przygód w wyimaginowanych światach zawsze miałem predylekcję do map. Zaczęło się od tej narysowanej przez J.R.R. Tolkiena na potrzeby Władcy Pierścieni i to chyba za jego sprawą me zauroczenie było z początku tak intensywne.
Spora część czytelników zapewne ma swoje ulubione światy książkowe. Nawet osoby nie lubujące się w fantasy, science-fiction czy innych wizjach alternatywnych czasem wracają w pewne literackie strony, by szukać tam tego, co spodziewane, spokojnego portu na niespokojnym wydawniczym morzu. Jak już swego czasu pisałem, dla mnie takim światem jest Malaz. Stworzony przez Stevena Eriksona i Iana C. Esslemonta gościł już na blogu. The First Collected Tales of Bauchelain and Korbal Broach to powrót do tej przystani w czas, gdy panuje w niej makabryczny karnawał.
Dość dawno temu wspomniałem o swej słabości do długich serii fantasy i napomknąłem nawet o Malazańskiej Księdze Poległych. Ten dziesięciotomowy cykl poraża ogromem, złożonością, bogactwem oraz… regularnością autora. Steven Erikson niemal rok w rok tworzył tysiącstronnicowe tomiszcza. Z czasem dowiedziałem się jednak, że świat ten był dziełem nie tylko Eriksona, ale też i jego kompana, Iana Camerona Esslemonta, a w powstał w ramach ich wspólnych sesji RPG. Złożyło się bowiem tak, że i ten drugi spróbował swych sił z pisarstwem i mu wyszło. Niestety, w Polsce ta podseria nie cieszy się uznaniem MAGa, gdyż tłumaczenia na razie zatrzymały się na Powrocie Karmazynowej Gwardii. Od czego jednak przyjaciele i ich książkowe współzainteresowania? Oto Stonewielder.
W trakcie rozmowy z Tomaszem Kołodziejczakiem poruszone zostały różne ciekawe tematy, ale początek skupił się na światotwórstwie. Padło tam kilka nazwisk i tytułów, ale zagadnienie zakiełkowało pod mym czerepem. Świat przedstawiony jest bardzo ważnym elementem literatury fantastycznej, ale tylko czasem staje się on jednym z głównych wyróżników powieści. Poniżej znajdziecie kilka moich ulubionych przykładów kunsztownego światów słowem rzeźbienia.