Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Tworząc i niszcząc, czyli „Babel Tower” A.S. Byatt

Niniejszy wpis jest nieumyślną i zaskakującą kontynuacją serii anglojęzycznej. Skąd te dwa przymiotniki w poprzednim zdaniu? Otóż przystępując do lektury Babel Tower A.S. Byatt nie miałem pojęcia, że powieść ta nie została przetłumaczona na polski. Celowo nie dodałem tu słowa „jeszcze”, gdyż nie ma co się specjalnie na to łudzić, skoro nikt się za to nie zabrał przez 20 lat i to mimo wznowienia Opętania oraz adaptacji filmowej tegoż. Może więc ten wpis przypomni o Byatt, choćby w blogowym światku.

Frederica Potter to absolwentka Cambridge – kobieta inteligentna, samodzielna i kochająca literaturę. Szok po tragicznej śmierci siostry pchnęła ją w małżeństwo z Nigelem Reiverem. Z czasem jednak okazuje się, że miłość do syna nie wystarcza, a ciągła nieobecność męża w domu, brak wartościowego zajęcia i niedopasowanie społeczne zaczynają uwierać młodą intelektualistkę. Dyskusja z małżonkiem prowadzi do przemocy – Nigel okazuje się nie tylko konserwatywny, ale też wysoce zaborczy i brutalny. Frederica musi się teraz usamodzielnić i znaleźć wystarczające źródła dochodów, gdyż czeka ją batalia sądowa z mężem, w której wcale nie jest faworytką. Dodatkowo, pracując jako recenzentka dla wydawnictwa, wplątuje się też w jeden z ważniejszych procesów Londynu lat sześćdziesiątych. Pozytywnie zaopiniowana przez nią powieść pewnego aspołecznego odludka oskarżona jest o obsceniczność.

Recenzję tę należy zacząć od stwierdzenia, które niektórych przyciągnie, a innych odrzuci. Babel Tower jest bowiem powieścią przeobfitą w wątki, motywy, odwołania, nurty i filozofie. Zawierają się w niej nawet dwie opowieści w opowieści, a właściwie ich fragmenty – jest to opowieść młodzieżowa w klimatach fantasy oraz Babbletower, wspomniana wyżej powieść oskarżana o obsceniczność. W dużym skrócie można by napisać, że Byatt umieściła w swojej książce wszystko, co ważne dla Londynu (i Anglii) lat sześćdziesiątych. Rządowa próba ocenzurowania Babbletower jest odzwierciedleniem prawdziwego procesu, który toczył się przeciw Penguin Books, wydawcy Kochanka Lady Chatterley (oraz nieco później przez Piekielnemu Brooklynowi Huberta Selby’ego). Warto pamiętać, że był do czas, gdy kontakty homoseksualne były uważane za przestępstwo (zalegalizowane w Anglii i Walii dopiero w 1967, a w reszcie Wielkiej Brytanii jeszcze później). Proces rozwodowy Frederiki ukazuje zaś konserwatywność tamtejszego sądownictwa. Powieść pośrednio zahacza też o zmiany w systemie kształcenia, początki ruchu ekologicznego, zniesienie kary śmierci czy też słabość ruchów kontrkulturowych do Williama Blake’a. Cenzurowana powieść w powieści może zaś być odczytywana jako zderzenie utopijnych wizji Charlesa Fouriera z poglądami markiza de Sade.

Przy całym tym nagromadzeniu, bogactwu tematów Byatt nie zaniedbała postaci. Centralną postacią jest, oczywiście, Frederica Potter, która jest protagonistką idealnie dopasowaną do powieści, w której wielką rolę odgrywa sama literatura. Przemyślenia tej intelektualistki na tematy wskazane powyżej, ale też miłość, pożądanie, rodzicielstwo i wiele innych są „skażone” przez literaturę.  Szuka ona w poezji i prozie analogii do swoich przeżyć i problemów, a dzięki szerokiemu zasobowi wiedzy w tym zakresie poszukiwania te są dla czytelnika wysoce atrakcyjne. Są tu też recenzje konspektów nieistniejących powieści, a także iści fascynująca scena, w której główna bohaterka za pomocą nożyczek przekształca sens i wydźwięk listu od adwokata męża. Warto też zaznaczyć, że daleko jej do ideału. Pełna jest sprzeczności, wątpliwości i strachu. Fragmenty, w których obwinia się za rozpad małżeństwa, nie da się czytać bez mieszanki smutku i przerażenia. Ciekawych postaci nie brak też dalej od centrum, a protagonistka nie jest jedyną postacią, której perspektywę prezentuje Byatt (choć wszystkie są z nią w pewnym stopniu powiązane). Z postępującą konfuzją i zainteresowaniem czyta się o Johnie Ottokarze, uczestniku jednego z literackich kursów Frederici, i jego skomplikowanych, niezdrowych, bolesnych relacjach z bratem bliźniakiem. Frapujący (i smutny po części) jest także Jude Mason – pracujący w szkole plastycznej model o aparycji Golluma, „zasadniczym” zapachu cielesnym, ciekawych poglądach i intrygującym sposobie bycia i wysławiania. Nawet zaludniające powieść Masona postaci-archetypy prezentują się wyraziście.

Na dominującej roli idei tracą jednak emocje. Tak Frederica, jak i część pozostałych postaci, ma skłonność do nadmiernego analizowania, co prowadzi do wytworzenia pewnego dystansu między tymi postaciami a akcją, a co za tymi idzie: między czytelnikiem a postaciami. Najbardziej przekonująco wypada tu relacja Frederici z synem, Leo, która to jest tu opisana zwięźle i dobitnie – czuć doskonale, jak ważny dla protagonistki jest syn. Jest też kilka scen, w których świetnie budowane jest napięcie. Ten niedobór emocji jest podwójnie bolesny, gdyż A.S. Byatt potrafi świetnie bawić się słowem. Stylistyczną finezję na szeroką skalę widać w różnicach między głównym tekstem a dwoma osadzonymi opowieściami, a na mniejszą skalę w zasadzie w całym Babel Tower. Widać to zwłaszcza na przykładzie kontrastów i przeciwieństw, które oddają rozdarcie głównej bohaterki. Pisarka często kończy zdanie zwrotem, który zmienia jego sens, lub też osiąga podobny efekt kolejnym zdaniem – często bardzo krótkim. Nie brak tu też ironii i humoru, nierzadko samozwrotnego („She is afraid of divorce, which will free her, as she was not enough afraid of marriage, which trapped her„). Wspomniany niedostatek emocjonalny pasuje jednak do tego, że Babel Tower jest także powieścią o niedostatkach języka, o oderwaniu języka od rzeczywistości. Frederica często ubolewa nad tym, że nie potrafi słowami wyrazić nie tylko tego, co czuje, ale i opisać tego co ją otacza.

Babel Tower A.S. Byatt nie jest lekturą lekką i łatwą – można nawet zaryzykować stwierdzenie, że dla niejednego czytelnika wyda się przegadana i zbyt nasiąknięta literaturą. Jednak dla pozostałych może okazać się poruszającą, choć nieco skąpą w emocje, opowieścią o sile kobiety i niedostateczności języka, o różnych odcieniach miłości oraz o szukaniu siebie w i z literaturą. Jest to także bogaty obraz Londynu lat sześćdziesiątych, w którym to zachodzą ważne kulturowe zmiany i zmieniają się społeczne środki ciężkości. Na pewno warto dać tej powieści szansę, jeśli tylko zna się języka angielski na odpowiednim poziomie. Jeśli zaś nie, to koniecznie należy poszukać Opętania tej samej autorki.

Language destroys us as language creates us…

W ramach zachęty do sięgnięcia po Opętanie, zachęcam:

Poprzedni

Fakty przed Pożeracza, czyli non-fiction z lumpeksu

Następny

Ikea a stan czytelnictwa polskiego, czyli wywiad z Zacofanym w lekturze

Komentarzy: 9

  1. Mam „Babel Tower” w tej samej okropnej okładce amerykańskiego wydania; niestety brytyjskie nie jest o wiele przyjemniejsze! Czytałam dwie poprzednie części tej tetralogii, ale już dawno temu, nie wiem czy nie powinnam ich sobie powtórzyć przed „Babel Tower”?
    A ja ze swojej strony zachędam do sięgnięcia po „The Children’s Book” – podobała mi się najbardziej z tego, co do tej pory A.S. Byatt przeczytałam!

    • pozeracz

      Ja z kolei nie czytałem części poprzednich, gdyż ta została mi polecona jako najlepsza i niewymagająca znajomości wcześniejszych. Co nie znaczy jednak, że po dwie poprzednie i kolejne sięgnąć nie chcę. Jakie były wrażenia z dwóch pierwszych? A „The Children’s Book” lepsze nawet od „Opętania”?

      • Pierwsza część mi się podobała, druga nieco mniej, i to chyba dlatego zatrzymałam się właśnie na drugiej części, obawiając się tendencji spadkowej. Ale jak piszesz, że trzecia część została Ci polecona jako najlepsza, to mnie to bardzo cieszy.
        Tak, myślę że „The Children’s Book” jest lepsze nawet od „Opętania” 🙂

        • pozeracz

          You had my curiosity… but now you have my attention. Nim wrócę do Frederici sięgnę po „The Children’s Book”.

  2. Nie słyszałem ani o autorce, ani o książce, ale na podstawie Twojej recenzji zaczynam żałować, że jak na razie nie czytam zbyt płynnie dzieł napisanych w j. Szekspira i z tego względu staram się sięgać raczej po krótsze utwory. Tytuł kusi tym bardziej, że lubię powieści traktujące o literaturze, języku.

    Z tego, co udało mi się podejrzeć na LC, autorka doczekała się już kilku przekładów – może i na Wieżę Babel przyjdzie kiedyś odpowiedni moment 🙂

    • pozeracz

      Przekłady są, ale chyba niezbyt „świeże”. Może po Noblu albo innym skandalu, by się doczekała. Byatt pisywała krótsze utwory, ale akurat jej proza chyba się średnio nadaje na językowe wprawki. Choć ja w takim przypadku zawsze polecam poszukania w sieci fragmentów oryginału i sprawdzenia w ten sposób.

  3. Hmm, ale ta okładka to im się nie udała… Ciekawy tytuł, znam język angielski to wieczorkiem poczytam sobie 😉

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén