Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Sprawne schematy, czyli „Nowa Fantastyka 02/20”

Styczeń i luty to zazwyczaj miesiące w kulturze dość ospałe. Wydawcy odpoczywają po przedświątecznym szale, a nieliczne poruszenia związane są głównie z nagrodami filmowymi. Główną częścią periodyku niniejszego fantastycznego są opowiadania, więc sezonowe posuchy nie powinny znacznie wpływać na zawartość, ale Nowa Fantastyka 02/20 i tak sprawia wrażenie nieco spokojniejszym (z braku lepszego słowa). Ale może to kwestia kontrastu z zeszłomiesięcznym uderzeniem cyberpunkowym.

nowa fantastyka 02/20

Pod kątem prozy numer lutowy wykazuję zdecydowaną przewagę zagraniczną: tekst polski jest jeden, zagraniczne trzy. Rodzimym rodzynkiem jest Marcin Rusnak i jego Cmentarz z widoczkami, czyli opowieść u podstaw sztampowa intensywnie, acz wykonana bardzo solidnie. Osadzona w niemal apokaliptycznej, niezbyt odległej historia młodzieńczej przyjaźń pomiędzy chłopakiem z biednej, niepełnej rodziny z buntowniczą dziewczyną ze sfer ciut wyższych przebieg ma raczej przewidywalny, ale broni się warsztatowo. Językowo jest dobrze, emocje budzą się intensywnie, a i tempo narracji zadowala. Innymi słowy: choć podobnych Niko w literaturze jest na pęczki, temu kibicuje się z zaangażowaniem. Nowa Fantastyka 02/20 część osób przyciągnąć może dwoma krótkimi słowami: Ken Liu. Niestety, ten autor nagradzany wielokrotnie za swoje opowiadania tym razem delikatnie rozczarowuje. Najpiękniejsze chwile mówią kilka ciekawych rzeczy o technologii i w delikatnie prześmiewczym stylu ukazują mieszankę korporacyjno-startupową, ale nie oferują wiele więcej. Spory potencjał miał wątek zatracenia głównego bohatera w korposukcesie, ale ograniczenia formy nie pozwoliło go odpowiednio wykorzystać ni rozwinąć. Droga bohatera od sceptycyzmu przez hurraoptymizm po rozczarowanie jest zwyczajnie za krótka, by wybrzmieć.

Czarodziej Loft to powrót Eleanor Arnasonnowa fantastyka 02/20, która to w numerze październikowym zaliczyła swój pierwszy debiut. Redakcja zdecydowała się chyba pokazać rozpiętość gatunkową doświadczonej Amerykanki, gdyż po science-fiction przyszła pora na fantasty w odmianie mitologicznej. Oparta na islandzkich podaniach ludowych historia przywodzi na myśl świat Umierającej Ziemi stworzony przez Jacka Vance’a, a tytułowy Loft ma co nieco z Cugela Sprytnego. Może nie jest tak potężny i antypatyczny, ale momentami przypomina bardzo mocno jego młodą wersję, z początku drogi ku nikczemności. Sama fabuła jest dość schematyczną wariacją na temat młodego adepta sięgającego po zbyt potężną magię, ale rozrywki dawka zapewnia odpowiednią. Dział prozatorski w tym numerze zamyka Kathleen Kayambe i jej Pod drzewem boginek, czyli najlepsze (wedle oceny i osądu Pożeracza) tekst numeru. Na początek jednak uwaga translatorska: ciekawy jest wybór słowa „boginki” jako przekładu „faeries”, które to domyślnie tłumaczy się jako „wróżki” (patrz np. fairy godmother/wróżka chrzestna), ale w tym kontekście taka lokalizacja pasuje dużo lepiej. Innymi słowy: plus ode mnie dla Grzegorza Gajka. Jeśli chodzi zaś o samo opowiadanie, to jest to groza subtelna i na warstwę emocjonalną stawiająca. Autorka poradziła sobie bardzo dobrze z ryzykowną perspektywą dziecięcą i stworzyła opowieść niepokojącą, która mimo zwięzłości jest zaskakująco bogata.

nowa fantastyka 02/20

Boginka w dziewannach / Jacek Malczewski, 1888

Część publicystyczna tego numeru znów zdominowana jest przez wywiady. Na pierwszy ogień idzie Claes Bang, czyli odtwórca roli Draculi w nowym serialu, a potem na scenę wchodzi piękny duet: Henry Cavill i Joey Batey, Geralt i Jaskier. Może i nie wszystkich one zainteresują, ale na pewno stanowią wartościowy dodatek i warto docenić wysiłki Nowej Fantastyki w tym zakresie. Bardzo ciekawie w tym numerze wypadła część przeglądowo-naukowa, czyli artykuły Błażeja Jaworowskiego i Andrzeja Kaczmarczyka. Ten pierwszy przygląda się fantastycznym apokalipsom w klimatycznym wydaniu, a drugi przybliża przedziwny świat stworzony przez Edwin Abbotta Abbotta oraz inne podobne wizje. Może to być nie lada wyzwanie, ale zagłębienie się w „dwuwymiarowym świecie zamieszkanym przez figury geometryczne” brzmi zaskakująco kusząco. Warto też przeczytać tekst upamiętniający Bogusława Polcha. Mocno przeciętnie wypada za to część felietonowa. Rafał Kosik stara się ukazać bezsens ślepego podążania za ekotrendami, ale ograniczona długość sprawia, że wypada to bardzo mało przekonująco. Stawia sobie za cel krytykę paniki nazwanej przez siebie (i celowo przejaskrawionej) „plastik to zło, a recycling to zbawienie”, wspomina o sięganiu po metodologię naukową, a sam pomija między innymi kwestię mikroplastiku i zdecydowanie przesadza z generalizowaniem. Cykl wydawniczy sprawił zaś, że na łamy trafił Okołodziejczak poświęcony świątecznym zwyczajom kulturowo-fantastycznym autora. Nie jest to tekst zły, ale zainteresuje chyba tylko bardzo gorliwych fanów Tomasza Kołodziejczaka. Za to Łukasz Orbitowski stuprocentową skuteczność w kuszeniu niszowymi filmami.

funky koval

Nowa Fantastyka 02/20 to numer poprawny – bez wielkich rewelacji, ale i bez większych wpadek. Pożeraczowe wyróżnienie tym razem wędruje w stronę Euklidesowej fantastyki Andrzeja Karczmarczyka oraz Pod drzewem boginek Kathleen Kayambe. Następny numer zapowiada się bardzo ciekawie za sprawą zapowiedzianych opowiadań Scotta Lyncha i Magdaleny Kucenty, a w dodatku (przez mą opieszałość publikacyjną) tak się złożyło, że w kioskach wyląduje na dniach.

nowa fantastyka współpracownik partner

Zamyśliłem się na chwilę.
– Trudno to opisać. Fascynują mnie opowieści, historie, które opowiadamy sobie i o sobie. Naszym światem rządzi wielka opowieść o technologii. Surowcem, z którego sny się wyrabia, stały się dla nas spawana stal ożywiona kodem oraz cyfrowe zaklęcia rzucane w eterze. Chciałem… no wiesz, dorzucić do tych opowieści także… także własne trzy grosze. Przepraszam. Wpadam w jakiś egzaltowany, bezsensowny bełkot.
– Przeciwnie – odparła moja starsza koleżanka. – To najsensowniejsza rzecz, jaką od ciebie słyszałam. Technologia to nasza wielka epopeja, nasz poemat, nasza saga.

[Ken Liu, Najpiękniejsze chwile]

Poprzedni

Długa droga do wolty, czyli „Dawca Przysięgi” Brandona Sandersona

Następny

Tracąc powody do istnienia, czyli „Ostatni seans filmowy” Larry’ego McMurtry’ego

2 Comments

  1. O proszę, szlachetny plastik zagościł nawet w czasopiśmie poświęconym fantastyce 😉

    • pozeracz

      Tak jest. Choć akurat nieco na przekór artykułowi poświęconemu wizjom klimatycznej zagłady w fantastyce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén