"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Irlandzka różnorodność, czyli „Niepoprawna mnogość” pod redakcją Lucy Caldwell

Współczesna literatura irlandzka niezbyt często trafia nad Wisłę. Jest Sally Rooney i John Banville, wspomnieć można Kevina Barry’ego, ale poza tym szukać trzeba raczej gdzieś na marginesach. Zresztą tego ostatniego kojarzę głównie za sprawą Pauzy i to właśnie w recenzji jego powieści zwierzałem się ze słabości do tego kraju. Tym bardziej cieszę się, że wydawnictwo Anity Musioł dało polskim czytelnikom szansę zapoznać się ze zbiorem opowiadań Niepoprawna mnogość, który to pozwala zajrzeć pod (nie tylko) literacką podszewkę Zielonej Wyspy.

niepoprawna mnogość

Pomysł na zbiór opowiadań i zasada doboru autorek i autorów zrodziły się w głowie Lucy Caldwell w wyniku rozlicznych przemyśleń dotyczących Irlandii i irlandzkości w różnych ich aspektach: tożsamości, pochodzenia, narodowości. Według Caldwell literatura irlandzka przeżywa obecne rozkwit i zamysłem było pokazanie tego boomu oraz drogi, którą przeszedł jej kraj w ostatnich latach, w przeróżnych ich odcieniach. Efektem są dwadzieścia cztery historie napisane przez autorki i autorów urodzonych w Irlandii, ale też do niej przybyłych. W bardzo ciekawy sposób z pomysłem na zbiór zgrało się wydawnictwo Pauza, które tłumaczenie zróżnicowanych tekstów zleciło różnym tłumaczom i to w dodatku przednim. Mamy więc między innymi Krzysztofa Cieślika, Dobromiłę Jankowską, Łukasza Buchalskiego, Agę Zano czy Jerzego Kozłowskiego.

Słowo klucz dla tego zbioru można znaleźć w jego oryginalnym tytule: Being Various. Polska „mnogość” nie do końca oddaje bowiem zróżnicowania tego zbioru. Urozmaicenie to widać na bardzo wielu poziomach: tematyki, stylu, głównych bohaterów, miejsc akcji i tym podobnych. Są więc postaci zmagające się z chorobami psychicznymi, są perypetie rodzinne, jest proza życia i nieco wątków polityczno-religijnych. Według prawideł recenzowania recenzent nie powinien pozwalać, by jego osobiste oczekiwania wpływały na ocenę – oceniać należy samą zawartość, a nie własne na nią projekcje. Powodowany jednak swymi sentymentami i sympatiami postąpię zasadom wbrew i napiszę: nieco zbyt mało mi tu Irlandii i za dużo realizmu. Formalnie trudno się do tego braku irlandzkości przyczepić, gdyż autorki/rzy oraz ich protagonistki/ści z Zieloną Wyspą powiązani są niezaprzeczalnie, lecz czasem na tym się kończy. Mimo wszystko chciałbym więcej Dublina, Belfastu, Derry czy (nawet lepiej) mniej znanych rubieży. No i jakoś nie współgra to z zawartymi we wstępie rozważaniami Lucy Caldwell (wyimek zacytowany jest na końcu wpisu, a całość jako udostępniony fragment przeczytać można tutaj). Co do wspomnianego realizmu: nie będę tu się bawił w niszowe marudzenie, ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że ten literacki rozkwit nie obejmuje też fantastyki.

dublin irlandia

Powyższe zastrzeżenia dotyczą jednak głównie zamysłu redaktorki, a tylko pośrednio samych opowiadań. Niepoprawna mnogość jest bowiem bardzo dobrym zbiorem. Owszem – jak to ze zbiorami bywa – znaleźć tu można kilka tekstów, które odstają od reszty (lub też po prostu mnie niczym nie przekonały), lecz uśredniony poziom jest zdecydowanie ponadprzeciętny. Zbiór rozpoczyna się od intrygująco współczesnego i długotytułowego Jak zakochałam się w dobrze udokumentowanym życiu Alexandra Whelana Yan Ge. Wyobcowanie drugopokoleniowe, nieco przypadku i ciekawe wykorzystanie mediów społecznościowych czynią tę historię godną uwagi, a sama fabuła nieco potargała mnie wewnętrznie i do myślenia dała. Pojawia się w nim też wątek powracający w niemałej liczbie tych opowieści: trudnych relacji z rodzicami. Tu na marginesie pojawia się krytykująca, nieczuła matka, a w drugich w kolejności Pływakach Paula McVeigha kluczową rolę odgrywa niełatwa relacja popularnego wśród rówieśników ojca z nieporadnym, wstydem podgryzanego synem. Historia prosta z umiejętnie, subtelnie zaznaczonymi mrocznymi podtekstami. Bardzo mocne wrażenie wywiera też Echo Stuarta Neville’a, w którym to młody główny bohater musi radzić sobie z depresją i alkoholizmem matki, która nie potrafi przepracować śmierci starszej (choć wtedy malutkiej) siostry protagonisty. Nadopiekuńczość rodzicielki, jej ataki agresji oraz konsekwencje jej stygmatyzacji w lokalnej społeczności są tym dobitniej widoczne z perspektywy wrażliwego chłopca. Brutalny ojciec i upatrzony na ofiarę Michael to główne postaci Skrzydeł Davida Haydena. To krótkie opowiadanie zawiera wszystko, czego potrzeba do emocjonalnego nokautu, lecz koniec końców tego efektu nie osiąga. Nie da się jednak wykluczyć, że to kwestia jakiegoś subiektywnego niedoboru interpretacyjnego u niżej podpisanego.

Wśród powracających motywów można także wspomnieć choroby i zaburzenia psychiczne (bulimia, schizofrenia, urojenia) czy też zepchnięcia na różne marginesy, lecz najbardziej w pamięć zapadają teksty, które trudno jednoznacznie przyporządkować do jakiejkolwiek z tych grup. Za przykład mogą posłużyć bardzo różne od siebie, lecz w Pożeraczu podobne odczucia wywołujące Niech wygra najlepszy Kit de Waal i Jack wraca do domu Adriana McKinty’ego. Pierwszy to historia nietypowego, białego gości w pewnym pubie w Birmingham, do którego biali gości zdecydowanie się nie zapuszczają. Ten gość to jednak nie byle kto (z podtekstami kryminalnymi) i do tego nie byle kto na tyle zdeterminowany, by obejrzeć walkę Muhammada Aliego z Trevorem Berbickiem, żeby przytaszczyć (rękami pomagierów) telewizor. Drugi to natomiast opowieść o córce bojownika z Belfastu, która podpadła liderowi lokalnej bojówki (i chyba też przestępczego półświatka) i wraz z dziewczyną musiała uciec do Szkocji, a teraz ma wrócić na pogrzeb ojca. Jest to przy okazji chyba najbardziej ewidentnie irlandzkie z opowiadań. Jak widać tematyka jest różna, ale obie jest coś specyficznego w klimacie i stylu ich obu, co zbliża je do siebie – trudna do zdefiniowania mieszanka stylistycznego luzu, sytuacyjnego napięcia i humoru.

lucy caldwell niepoprawna mnogość

© Tom Routh

Zdecydowanie warto też wspomnieć o tekstach Sally Rooney i Kevina Barry’ego. Nie znam twórczości jednej z najpopularniejszych pisarek na świecie, ale Kolor i światło to dobre opowiadanie, które zmieniło moje przekształciło moje podejście do Irlandki z „bestsellerowej nieufności” na „ostrożne zainteresowanie”. Mieszanka międzyludzkiego zagubienia, odnajdywanie i mijanie się wzajemnie oraz nieco naturalnie brzmiących dialogów czynią to opowiadanie uwagi wartym. W tym miejscu poczynić muszę osobisty przytyk i podzielić się swą irytacją związaną z ignorowaniem zasad interpunkcyjnych w dialogach. Nie wiem, na ile te prawidła swą sformalizowane, lecz brak wprowadzających myślników (czy nawet anglosaskich cudzysłowów) nie tylko działa na me subiektywne nerwy, ale też czyni je mniej czytelnymi. Wracają jednak do samej literatury: „Śmierć” McCarthy Barry’ego to przewrotna, niepozbawiona humoru opowiastka o pewnym typie zafiksowanym na okolicznych zgonach. Krótka to historia, lecz z ciekawą woltą na końcu i w nastroju zbliżona do recenzowanej już tu powieści. Na samym początku wpisu napotkać można napomknięcie o nikłej reprezentacji wątków fantastycznych, pora więc do tego wrócić. Z trzech tekstów, które można by pod parasol speculative fiction wciągnąć, najbardziej w pamięć zapada najbardziej ufantastyczniony z nich: Alfabetowe dzieci Sinéad Gleeson. Alegoryczna (w pożeraczowej interpretacji) quasihistoryczna opowieść o dziwnej przypadłości powodującej, że zaczęły rodzić się dzieci w kształcie liter alfabetu. Nieco społecznego komentarza i reportażowa forma humorem podszyta zapewniają solidną dawkę literackiej strawy.

Niepoprawna mnogość to bardzo ciekawy zbiór tekstów. Może i nieco brak tu dosłownej irlandzkości, a Pożeracz irytują fantastycznie niedobory, ale to braki niejako pozaliterackie. Sama proza zaś broni się różnorodnością stylu i tematyki, poruszanymi tematami, lesbijką-gangsterką z Belfastu oraz świetnymi tłumaczami. Na koniec dodam tylko, że książki niektórych z autorek i autorów dodałem już sobie do listy „do przeczytania” na Goodreads. Nie mogę ocenić, czy antologia rzeczywiście stanowi reprezentatywny przekrój literatury z Zielonej Wyspy, ale na pewno spełnia cel poboczny: zachęca do lepszego jej poznawania.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję

pauza logo

Niepoprawna mnogość znalazła się i tu:

Czy jest Irlandką pisarka, która urodziła się w Irlandii (na wyspie o tej nazwie), lecz utożsamia się z terytorium należącym do tej drugiej, większej wyspy? A pisarka urodzona poza Irlandią, której rodzice podtrzymują jej tożsamość przez tradycyjne piosenki, obchody Dnia Świętego Patryka i pobudki bladym świtem, żeby oglądać mecze rugby? Co z pisarką urodzoną w Irlandii, której rodzice pochodzą z innych krajów, przez co jest wiecznie prześladowana znienawidzonym pytaniem: „Nie, nie, skąd tak n a p r a w d ę jesteś?”.

Wstecz

Łowienie ryb z libertynem, czyli książki sfabrykowane

Dalej

Nietypowo i niespiesznie, czyli „Zaginiony horyzont” Jamesa Hiltona

6 komentarzy

  1. Powoli czytam sobie tę książkę. Myślałam, że wszystkie teksty będą opowiadały o Irlandii, tymczasem akcja niektórych dzieje się poza Zieloną Wyspą. „Lambeth” ma akcję osadzoną w Londynie, a „Królowa śródmieścia” – aż w Nowym Jorku. Z tych opowiadań, które do tej pory przeczytałam, najbardziej podobały mi się „Transakcje”. Zachowanie emerytowanej bohaterki mocno mnie zaskoczyło. 🙂

    • pozeracz

      „Transakcje” były pierwsze na liście tych, o których chciałem jeszcze napisać. Było zaskoczenie, ale sygnalizowane dyskretnie… Ale w sumie nadal niewiele tworzy się prozy o osobach starszych, więc i sama perspektywa ciekawa.

  2. Luiza

    O, racja, najnowszą irlandzką literaturę rzadko wydaje się w Polsce. Intrygujący zbiór, dobra inspiracja do poszukiwań.

    • pozeracz

      Cóż, z najpewniejszego źródła dowiedziałem się, że Pauza wyda jeszcze nieco literatury z Irlandii.

    • Ja bardzo podobnie podchodzę do zbiorów zawierających opowiadania autorek i autorów pochodzących z krajów mniej popularnych literacko w Kraju nad Wisłą. W takich publikacjach można wyłowić niejedną pisarską perełkę, którą można potem dalej poznawać poprzez zdanie się na wydania (lub przekłady) angielskie.

      • pozeracz

        O, zdecydowanie. Tak jak powyżej napisałem – Irlandia jeszcze w Pauzie będzie, ale część i tak pewnie do Polski nie trafi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Powered by WordPress & Autor motywu: Anders Norén