Rok 2016 stał u mnie w pewnej mierze pod znakiem Wiktora Żwikiewicza – przeczytałem i zrecenzowałem trzy jego książki. Kończyłem tekstem o zbiorze Maszyna zamkniętym stwierdzeniem, że może to być niezły punkt początkowy przygody z bydgoskim pisarzem. Nie spodziewałem się, że minie aż tyle czasu nim sięgnę po kolejną jego powieść. W dodatku okazało się, że Delirium w Tharsys jest tą, od której absolutnie nie powinno się zaczynać znajomości ze Żwikiewiczem.
Już bardzo dawno nie marudziłem Wam na tematy ogólnoksiążkowe. Pora najwyższa to zmienić. Okazja do tego jest wyborna, bo temat niniejszy chodził za mną od czasu pewnego, a zamieszane wokół książki w tytule wpisu w sposób oczywiście aluzyjny wspomnianej stanowi doskonałą okazję, żeby w końcu ze sprawą się zmierzyć. Chodzi mianowicie o odpowiedzialność wydawcy, którą chciałbym na przykładach rozważyć wraz z Wami od strony nie tylko formalnej, ale i… moralnej.
Pod koniec zeszłego roku brałem organizacyjny udział w szkolnym kiermaszu, którego celem była pomoc Michałowi Mielczarkowi w walce z nowotworem. Dzięki wysiłkowi i hojności wielu osób udało się zebrać ponad milion złotych, a kiermasz był tu drobną cegiełką. Moim wkładem była współopieka nad stoiskiem książkowym. Nie byłbym jednak sobą, gdybym w trakcie doradzania i dobierania nie wybrał czegoś dla siebie. W ten właśnie sposób w moje ręce trafił zbiór reportaży Justyny Kopińskiej, Polska odwraca oczy.
Jakże miło czasem zostać w tyle. Recenzję pierwszego tomu Ekspansji kończyłem lamentem nad porzuceniem serii przez Fabrykę Słów, a tekst o drugiej pochwałą dla MAGa za dynamiczne przejęcie. Tempo tłumaczeniowe podtrzymane zostało i teraz Dark Crayona okładkami zdobione dostępne są już tomy cztery. Ja zaś bez pośpiechu przeczytałem Wrota Abaddona i wrażeniami niniejszym się dzielę.
Ostatnimi czasy natężenie wywiadowcze oraz promocyjne na blogu spadło znacznie. Od ostatniego wywiadu minęły ponad trzy miesiące, a poprzednia rozmowa blogowa wskoczyła na bloga w lipcu. Po części jest tu wynik tego, że kilka rozmów nie doszło do skutku lub dokończonych nie zostało, ale to marna wymówka. Pora zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Choć robota to chyba złe słowo – wywiadowanie to czynność dla mnie przyjemna. Mam nadzieję, że równie przyjemna była dla Elwiry prowadzącej blog Księgarka na regale.




