Ludowa mądrość głosi, że na każdego Cyryla znajdą się metody. Nawet na Pożeracz i jego niechęć do (prze)chwalonych książek. Po odpowiedniej dawce pochwał ze strony lubianych podcasterów i zachwytach powracających w zbyt wielu krótkich filmach społecznościowych nagiąć może się każda wola. A może to po prostu ciekawość i słabość do długich serii? Tak czy inaczej, przyszła pora sprawdzić, o co ten cały hałas: czy Czerwony świt wspaniały jest, czy wręcz przeciwnie.

Darrow należy do Czerwonych – najniżej usytuowanej warstwy w społeczeństwie przyszłości, którego struktura opiera się na podziale kolorystycznym. Czerwoni pracują ponad siły od wczesnego rana do późnego wieczora pod powierzchnią Marsa, głęboko wierząc, że ich trud służy przygotowaniu czerwonej planety na przyjęcie przyszłych mieszkańców. Darrow wykonuje swoje obowiązki z oddaniem, przekonany, że jego poświęcenie i ciężka praca budują lepszą przyszłość, z której skorzystają jego najbliżsi i potomkowie.
Czerwony świt to dystopia z dużą domieszką akcji — początek powieści to budowanie tego pierwszego elementu, a druga część skupia się na tym drugim. Jak to często w takich powieściach bywa, pomiędzy oboma dochodzi do fabularnego zwrotu. Może i nie jest on wielce oryginalny, może dla niektórych być przewidywalny, ale i tak zdradzanie go w tekście okładkowym uważam za, eufemistycznie rzecz ujmując, decyzję o wątpliwym sensie. By nie było, MAG w tym wypadku „tylko” skopiował/przetłumaczył wytwór wydawcy oryginału. Abstrahując jednak od tylkookładkowych absurdów, fabuła choć przewidywalna na poziomie ogólnym, ma swe szczegóły ciekawe i zwroty pomniejsze. Całość jest dynamiczna i napisana wedle prawideł z podręcznika autorstwa Cliffhangera Twista. Trochę zaś boli bezrefleksyjne wykorzystanie motywu kobiety w lodówce.

Nieco problematyczny w ocenie jest natomiast główny bohater powieści. Z jednej strony jest on bardzo dobrze dopasowany do tego typu historii: jest młody, gniewny, idealistyczny i zemsty żądny. W sam raz nadaje się więc na prawego mściciela, który ma obalić niesprawiedliwy porządek. Z drugiej zaś strony jest właśnie tym i póki co niewiele w nim głębi. Stać go co prawda na refleksję, postawiony zostaje w problematycznej sytuacji i musi zmierzyć się z pewnymi trudnymi wyborami, ale póki co jego rozterki powierzchownymi zdają się być. Niby coś go gryzie, ale konsekwencji póki co z tego brak. Podobnie jest i z postaciami z dalszych planów — niektóre z nich są interesujące nie same w sobie, ale jako podmiot do interpretacji (np. na ile winny jest ktoś wrodzony w brutalną kastę rządzącą).
Czerwony świt to jednak powieść dystopijna i najciekawszym jej elementem jest kreacja świata. Stworzone przez Browna hierarchiczne z kastami oznaczonymi kolorami można interpretować poprzez pryzmat kolonializmu. Formalnie pracujących pod powierzchnią Marsa można uznać na kolonizatorów, gdyż to oni mają pomagać w terraformacji, ale pod względem stosunków władzy i strategii stosowanych przez Złotych, to oni są ofiarami. Od samej stratyfikacji kolorystycznej, przez modyfikacje cielesne i różnice w wyglądzie aż po dodatkowe podziały wśród Czerwonych i wymuszoną tym rywalizację o podstawowe zasoby aż po kryminalizację wszelkich form oporu.

Czerwony świt okazał się być całkiem niezłą, sprawnie napisaną powieścią dystopijną na akcje nastawioną. Główny bohater jest może nieco zbyt płaski, ale kreacja świata i dynamicznie prowadzona fabuła z odpowiednią dawką napięcia i zwrotów zapewniają odpowiednią przeciwwagę. Wbrew zapewnieniom socialmedialnych głosów, nie zostałem emocjonalnie zmiażdżony, ale po następnym tom zamiar sięgnąć mam.
PS Udało mi się napisać całą recenzję bez przywoływania innej wielkiej (i wcześniejszej) serii książek/filmów o zbliżonej fabule i konstrukcji. Oglądałem tylko filmy, więc nie chciałem się mądrzyć, ale chętnie poznam zdanie osób znających oba cykle.
Pchły skaczą tak wysoko jak tylko się da. Wtedy przychodzi człowiek i zakrywa pchły słoikiem. One skaczą i uderzają w dno słoika, nie mogąc podskoczyć wyżej. Wtedy człowiek zabiera słoik, a mimo to pchły nadal nie skaczą wyżej, niż zdążyły się przyzwyczaić, ponieważ dalej wierzą, że mają nad głowami szklany sufit.
Dodaj komentarz