Nieraz we wstępach wspominałem o meandrach czytelniczych decyzji, więc nie będę tu wypisywał kolejnych truizmów. Mam za to przykład ciągu decyzyjnego nietypowego, bo pozaksiążkowego. Co prawda do kolejnych komiksowych tworów Alana Moore’a zabieram się od dawna, ale czynnikiem wyzwalającym i konkretyzującym wybór był… podcast: jedyny, słuszny, historyczny The Rest is History. W grudniu poświęcili kilka odcinków Kubie Rozpruwaczowi, a mnie zmotywowało to do nabycia i szybkiego przeczytania Prosto z piekła.

Może to i zbyteczne, ale w tym przypadku chyba jednak i tak warto zacząć od krótkiego zestawienia faktów. Kuba Rozpruwacz to pseudonim nadany niezidentyfikowanemu seryjnemu mordercy, który działał w 1888 roku w Whitechapel, ubogiej dzielnicy Londynu, oraz w jej okolicach. Zarówno w aktach sądowych, jak i w ówczesnych relacjach prasowych nazywano go również „Mordercą z Whitechapel” oraz „Skórzanym Fartuchem”. Ataki przypisywane Kubie Rozpruwaczowi dotyczyły zazwyczaj kobiet pracujących jako prostytutki, które mieszkały w slumsach londyńskiej dzielnicy East End. Przed okaleczeniem brzucha podcinano im gardła.
Na początek chciałbym zwrócić uwagę na pewien paradoks: Prosto z piekła ma bardzo solidne zaplecze historyczne, ale nie należy go traktować jako historycznie faktycznie. Alan Moore wykonał rozległą pracę źródłową, co doskonale widać po zamieszczonych na końcu kilkunastostronicowych komentarzach do konkretnych wyborów fabularnych czy miejsc, ale całość stanowi autorską interpretację czy też ekstrapolację opartą na częściowo zdyskredytowanych założeniach. Warto o tym pamiętać i uzupełnić np. wspomnianym we wstępie podcastem. Nie zmienia to jednak faktu, że pod pozostałymi względami jest to dzieło, w którym zadbano o każdy szczegół i zdaje się wiernie ukazywać ówczesne realia, zwłaszcza niższych klas społecznych w Londynie. Widać to także w pracy Eddiego Campbella i nieperfekcyjnemu perfekcjonizmowi w odwzorowywaniu londyńskich zakamarków i zabytków.

A skoro wspomniany został już Eddie Campbell, to pora na kilka amatorskich słów na temat strony wizualnej. Prosto z piekła to frapująca mieszanka szczegółowości z oszczędnością, co po części widać na powyższym graficznym wyimku. Z jednej więc strony czytelnik otrzymuje pełną detali i drobiazgów perspektywę miejsko-uliczną, a z drugiej czarne tła uwypuklające kluczowe w danej scenie postaci czy też stopniowe zanikanie szczegółów wraz ze „znikaniem” postaci w głąb panelu. Niesamowite jest to, co za pomocą dwóch kolorów, a tak w zasadzie za pomocą prostych linii w jednym z nich, osiągnąć potrafi rysownik. W 2018 wydana została co prawda wersja koloryzowana, przy której pracował sam Campbell i które oceniana jest pozytywnie, ale i tak mnie bardziej przyciąga surowość.
Aczkolwiek bez odpowiedniego wypełnienia treścią byłaby to jedynie efektywna wydmuszka. Alan Moore stworzył jednak dzieło bogate nie tylko historycznie, a do tego niepokojąco fascynujące i fascynująco niepokojące. Oprócz wspomnianego wcześniej portretu codzienności w Whitechapel z przeróżnymi jej niuansami fabuła zahacza też o szlachecką (czy wręcz monarchiczną) bezkarność, masonerię czy też goniącą za sensacją i podkręcającą atmosferę strachu prasę. Jednak w centrum tego wszystkiego znaleźć można opowieść o geniuszu i szaleństwie oraz naiwności i nadziei (ale też strachu, posłuszeństwie i wielu innych). Anglik zapuszcza się w zakamarki ludzkich dusz oraz umysłów i ukazuje osobliwości, które tam znajduje.

Daleko mi do speca w materii komiksowej (choć staram się powoli uzupełniać najważniejsze braki), ale jak dla mnie Prosto z piekła to pozycja obowiązkowa, nie tylko dla miłośników tego medium. Jest to kunsztownie narysowana historia, która choć stanowi swobodną interpretację faktów ma bogate historyczne zaplecza, a przy tym jest absorbującą, niepokojącą opowieścią nie tylko o zbrodni. Na półce czekają co prawda Iluminacje, ale na pewno niedługo przybędzie tam i kolejny komiks Moore’a.
- Z piekieł
- P. Lusk
- Panje
- posyłam panu pół Nyrki którą wyjąłem jednej kobicie i zahuwałem dla pana drógą czynść usmażyłem i zjadłem była bardzo smaszna mogę posłać panu okrwawiony nuż jaki ją wyrżnął jeśli tylko poczyka pan trochy dłużej.
- Podpisany Złap mnie kiedy Potrafisz
- Panje Lusk
Dodaj komentarz