Polski rynek wydawniczy zdaje się nie sprzyjać mały inicjatywom, a takim fantastycznym i ambitnym to już w ogóle. Niby wystarczy wybrać się na dowolne targi i szybko organoleptycznie doświadczy się popularności young adult, ale w tym gatunku ambicje to wyjątek. Dlatego też próbuję w miarę swych możliwości (choćby i były niezbyt imponujące) wspierać takie szalone porywy. Na początku roku na blogu pojawiła się recenzja Magnolie zakwitną nocą, ale postanowiłem pójść o dwa kroki dalej… Pierwszym z nich jest niniejszy wywiad z Katarzyną Okelo.

Katarzyna Okelo to nie tylko współzałożycielka Instytutu Wydawniczego Lepsze Światy, ale także pisarka w nim wydawana. Ma na koncie dobrze przyjęte Witamy w Funlandii, a w lipcu ma ukazać się intrygująco zapowiadający się Strach o wielu oczach. O samym Instytucie poczytacie więcej poniżej, ale możecie też wpaść na ich stronę i przeczytać manifest (oraz całkiem niezłe eseje przy okazji). Nim jednak wstępne formalności zakończę, dodam tylko: to nie ostatni wywiad z Instytutem powiązany.
Miłej lektury…
· · ─────── ·· ─────── · ·
Pożeracz: Wiem, że to sztampowy początek, ale w przypadku nowej, niezależnej i do tego fantastycznej inicjatywy wydawniczej inaczej mi trudno… Skąd potrzeba założenia wydawnictwa i motywacja, by to zrobić?
Katarzyna Okelo: Właściwie to założyłyśmy fundację, która prowadzi działalność wydawniczą, naszym celem jest przede wszystkim promocja fantastyki. W literaturze, ale nie tylko. Zaczynamy to „nie tylko” realizować: mamy już za sobą otwarcie wystawy ilustracji z projektu światotwórczego Podmesze, autorstwa ilustratora Piotra Orleańskiego. Ekspozycja została pierwotnie wystawiona w Przemyskiej Bibliotece Publicznej, ale planujemy ją zabrać w podróż – 4 i 5 lipca będzie ją można obejrzeć na X Stalowowolskich Spotkaniach z Fantastyką. Motywuje nas przede wszystkim miłość do gatunku, chcemy po prostu stworzyć dodatkową przestrzeń dla jego twórców i fanów.
Jeśli o mnie chodzi, to jestem zdecydowanie za. Choć z własnej ciekawości i pod kątem ewentualnych, potencjalnych osób piszących zapytać muszę: jaką fantastykę chcecie promować?
Przede wszystkim dobrze napisaną. Jesteśmy otwarte na wszystkie gatunki i podgatunki fantastyki, a także historie łączące elementy z różnych konwencji, mamy natomiast preferencję co do tonu: ciągnie nas raczej do mroczniejszej fantastyki, do dystopii, do historii, w których trudno byłoby się doszukiwać czystego podziału na zło i dobro. Dlatego zresztą to przewrotne określenie „Lepsze Światy” w naszej nazwie – jest to nawiązanie do jednej ze scen z Opowieści podręcznej Margaret Atwood. Nie oznacza to jednak, że skreślimy każdą utopię czy pogodniejszą historię, która trafi w nasze ręce. Przeciwnie, przygotowujemy się właśnie do osobnego projektu, skupionego na eksplorowaniu optymistycznych wizji świata.
To tak jeszcze dla pewności podpytam: za tłumaczenia nie macie zamiaru się zabierać?
Nie przewidujemy wydawania tłumaczeń, nasza uwaga jest skupiona na polskiej fantastyce.
I wszystko jasne. Wspomniałaś wcześniej Opowieść podręcznej, powieść przerażająco coraz bardziej aktualną. Jakie jeszcze powieści sobie cenisz? Co/kto literacko Cię zachwyca?
Niestety rzeczywistość zaczyna przypominać także świat z innego klasyka gatunku dystopii – Rok 1984. Lubię właśnie fikcję, która mówi coś prawdziwego o nas, punktuje nasze słabości i wskazuje zagrożenia, jakie ciągle – wbrew temu, czego powinna nas nauczyć nasza własna historia – ściągamy sobie na głowę jako społeczeństwa. Mam sentyment i szacunek także do fantastyki, od której zaczynałam moją czytelniczą przygodę z gatunkiem: do Tolkiena, do Le Guin, Lema, Dicka, Zajdla.
Orwell to w ogóle ciekawy przypadek. Fascynujące bywa obserwowanie zróżnicowania odbioru (czy też niezrozumienia) zawartości jego książek, czego najlepszym przykładem jest właśnie Rok 1984. Choć może ta polaryzacja jest bardziej przerażająca niż fascynująca. No i przelewa się także wyraziście na poletko fantastyczne. Liczycie, że dobra literatura połączy czytelników, czy nie macie raczej na takie cuda nadziei?
Dobra literatura zazwyczaj trochę polaryzuje, zresztą mamy teraz tak szeroki dostęp do przeróżnych tytułów, że coraz mniej jest utworów, które nas łączą, tak jak kiedyś chociażby Władca Pierścieni czy nasz Wiedźmin. Mamy jednak nadzieję, że nawet w tym zalewie treści autorzy dobrej literatury fantastycznej znajdą swoich czytelników. I że jako fundacja będziemy w stanie w tym nieco pomóc.

Tak, ten zalew zdecydowanie utrudnia taką łączność na większą skalę. Nasuwa się jednak pytanie: jaki macie pomysł na to, żeby w tym zalewie zostać zauważonymi? Poza wydawaniem dobrej literatury, oczywiście.
Na razie: praca u podstaw, działania obliczone na to, by dotrzeć do miłośników fantastyki z informacją, że tu jesteśmy, że wydajemy fajne książki, ale także organizujemy wydarzenia związane z fantastyką jako konwencją, która sprawdza się również w innych mediach: w grafice, w przeróżnego rodzaju grach, nawet muzyce. W przypadku naszej fundacji książka jest i środkiem, i jednym z celów – zyski ze sprzedaży naszych powieści oczywiście zostaną częściowo zainwestowane w kolejne tytuły, ale będą także wspierać inne, nieliterackie projekty. Często różne media konkurują o naszą uwagę jako miłośników fantastyki, ale przecież istnieje pomiędzy nimi też pewna symbioza, którą chcemy pogłębiać.
Jeżeli chodzi o działalność wydawniczą, siłą rzeczy trochę się do wspomnianego „zalewu” tytułów dołożymy, ale w ramach naszej oferty chcemy zachować umiar, wydawać tylko kilka książek rocznie, z naciskiem na ich porządne opracowanie językowe i edytorskie. A potem trochę dłużej je promować, bo uważamy, że coś jest nie tak z rynkiem, na którym produkt, który obiektywnie rzecz biorąc, „się nie psuje”, często jest traktowany, jakby miał krótki termin przydatności do spożycia i jakby należało go jak najszybciej zastąpić w działaniach promocyjnych czymś nowym.
Podoba mi się takie podejście. A jako bloger tym bardziej rozumiem kwestię „daty przydatności”. Na Instagramie czy sporej części innych mediów społecznościowych książka żyje maksymalnie do miesiąca po premierze i może jeszcze przy okazji ekranizacji lub innych podobnych wydarzeń. Ja sam zrezygnowałem na ten rok z egzemplarzy recenzenckich właśnie po to, żeby poczytać czekające na półkach nienowości. Owszem, czasem kupię i coś nowego, ale przyjmując ciągle coś do recenzji, wpada się właśnie w tę zalewową pułapkę.
Ale skoro było o planach, to może kilka konkretów? Czy możesz zdradzić jakiś projekt nieliteracki lub książkę w redakcji?
Jedna książka – powieść Strach o wielu oczach łącząca konwencje fantasy i horroru, dodatkowo doprawiona elementami steampunku – jest obecnie na etapie druku, planujemy jej premierę na lipiec. Jeżeli mowa o książkach w redakcji: zabieramy się do opracowywania perełek, które wyłowiłyśmy z pierwszej sesji naszego naboru powieściowego. Jedna to klimatyczny horror, drugą opisałabym jako futurystyczną dystopię u progu apokalipsy.
Poza tym czytamy i oceniamy zgłoszenia, które wpłynęły w ramach naszego konkursu na opowiadanie grozy, zorganizowanego z związku z 90. rocznicą śmierci Stefana Grabińskiego. Po wyłonieniu zwycięskich i wyróżnionych prac przygotujemy je do publikacji i wydamy w formie e-booka, który zostanie udostępniony bezpłatnie czytelnikom i miłośnikom gatunku. Planujemy jego premierę na późną jesień.

To ja bardzo chętnie przygarnę taki zbiór, bo inicjatywa wydaje się bardzo ciekawa. Dobra proza nie traci na aktualności, ale jej współczesne (re)interpretacje potrafią rzucać nowe światło na materiał źródłowy. A zmierzając powoli do końca rozmowy, mam pytanie luźno-hipotetyczne: gdybyś miała opcję podebrania jakiejś autorki lub autora innemu wydawnictwu, kogo byś zwerbowała?
Uff, trudne pytanie. Wśród wydanych twórców fantastyki nie brakuje talentów literackich, które powitałybyśmy z otwartymi ramionami, ale jeżeli miałybyśmy coś, oczywiście hipotetycznie, podkradać innym wydawcom, to pewnie skusiłybyśmy się na dostępy do skrzynek z propozycjami wydawniczymi. Jestem ciekawa, ile trafiło na nie perełek, które przepadły w zalewie wiadomości albo po prostu nie wpasowały się w oferty innych oficyn, ale mogłyby znaleźć dom u nas.
Bardzo ciekawa odpowiedź. Teraz będę się zastanawiał, czy bywają w branży (nie tylko fantastycznej) na tyle przyjazne stosunki między wydawcami, że podsyłają innym propozycje niedopasowane do ich profilu. Choć możliwe, że osoby piszące same zgłaszają się do wszystkich możliwych oficyn.

Teraz zaś pozwolę sobie skorzystać z okazji, jaką było opublikowanie kolejnego raportu Biblioteki Narodowej o stanie czytelnictwa. Jak Ty oceniasz ten stan i czy widzisz potrzebę poprawy? A jeśli tak, to czy są na nią szanse?
Dyskusja o niskim poziomie czytelnictwa odżywa cyklicznie od co najmniej dwóch dekad z kawałkiem i szczerze mówiąc, przestałam ją kilka lat temu śledzić. Wszystko, co można było powiedzieć na ten temat, zostało już dawno powiedziane.
Czytelnictwo może wzrosnąć i nawet poszło trochę w górę w porównaniu z latami 2015–2019. To, co – moim zdaniem – możemy zrobić, żeby zwiększyć szanse na dalszą poprawę, to kolektywnie dbać o to, by przestrzenie i wydarzenia związane z książką były przyjazne, wykorzystywać nasze zasięgi i platformy, by promować ciekawe inicjatywy, dobre tytuły, a szczególnie własną miłość do literatury, bo przecież bywa ona zaraźliwa.
Czyli domyślam się, że obce jest Ci wyśmiewanie Mrozów i innych Rodzin Monet oraz piętnowanie osób po nie/nich sięgających?
Trudno mi sobie wyobrazić, by piętnowanie tych czytelników służyło poprawie czytelnictwa czy popychało kogokolwiek w stronę wartościowszej literatury. Oczywiście w świecie książek jest miejsce na krytyczne recenzje, ale te niekoniecznie pasują akurat do dyskusji o raporcie BN, no i powinny dotyczyć autorów/książek, a nie czytelników.
Zgadzam się zdecydowanie. I choć rozumiem, że czytanie bywa czynnością uwznioślającą, to niestety często prowadzi właśnie do wywyższania się. Jest tu miejsce na nieco snobizmu, ale pozytywnego, motywującego. A wracając jeszcze do poprzedniej Twojej wypowiedzi: czy był ktoś, kto Ciebie zaraził miłością do literatury?
Jestem najżarliwszym czytelnikiem w mojej rodzinie, ale być może nie byłabym, gdyby nie mama, która zadbała o to, żebym od małego miała kontakt z książką. Moje czytelnictwo sporo zawdzięcza także Bibliotece Miejskiej w Przemyślu. Gdy odkryłam fantastykę, nie miałam w swoim otoczeniu nikogo, kto byłby fanem gatunku, początkowo zdawałam się więc w dużym stopniu na rekomendacje od pań bibliotekarek.
Ja miałem w klasie licealnej kilka osób lubiących fantastykę, ale w wakacje w czasach przedkomórkowych lądowałem w osiedlowej bibliotece i wyborów dokonywałem sam. Odkryłaś wtedy coś, co Cię zachwyciło, ale dziś jest zapomniane?
W tamtym okresie przewinęło się przez moje ręce wiele tytułów, głównie przekładów z angielskiego, które masowo trafiły na nasz rynek w latach 90. i dalej dominowały na półkach mojej biblioteki w początkach XXI wieku, kiedy zaczęłam na ostro czytać fantastykę. Z wszystkich tych powieści zapamiętałam na dłużej Listonosza Davida Brina, historię postapo o mężczyźnie, który podszywa się pod listonosza i przedstawiciela nowego (w rzeczywistości nieistniejącego) rządu Stanów Zjednoczonych, serię Detektyw Garrett Glenna Cooka, łączącą konwencje fantasy i powieści detektywistycznej, oraz cykl Świat Czarownic Andre Norton, czerpiący z kolei z fantasy i science fiction.

Jedna z ilustracji ze świata Podmesza
Dla mnie był to czas głównie wypatrywania książek od Prószyński i S-ka z charakterystycznym znaczkiem Nowej Fantastyki w lewym górnym rogu okładki. Card, Silverberg i cała fura tych mniej trafionych. A tak do końca zmierzając… Pytałem o plany najbliższe, pytałem o misję, więc zapytam jeszcze nieco jak z kiepskiej rozmowy o pracę: gdzie widzicie się za pięć lat? A tak bardziej konkretnie: co chciałybyście osiągnąć przez te lata?
Przede wszystkim chcemy wyraźnie zaznaczyć naszą obecność na fantastycznej mapie Polski zarówno jako wydawca, jak i organizator. Planujemy wypracować ścieżkę do debiutu autorom, którzy może nie wpisują się w trendy, ale których talent zasługuje na uwagę czytelników, i zbudować ofertę książek, w której nawet najwybredniejszy miłośnik fantastyki znajdzie coś dla siebie. Na przestrzeni następnych pięciu lat zorganizujemy też kilka literackich konkursów, wystaw ilustracji i innych projektów.
· · ─────── ·· ─────── · ·
Macie w szulfadzie dobrą powieść fantasy? Macie ochotę na polską fantastykę? No piszcie do Lepszych Światów albo kibicujcie im gdzie się da. Według mnie warto wspierać takie inicjatywy, a że czasem lubię słowa na czyny przekuwać, to nie tylko niedługi pojawi się tu drugi wywiad, ale i ogłoszone zostaną inne ciekawe sprawki.
Żyjemy w kapitalizmie. Jego moc wydaje się nam nieunikniona. Ale tak samo było z boskim prawem królów. Każda ludzka władza może jednak być odparta i zmieniona przez człowieka.
[Ursula K. Le Guin w przemówieniu na gali National Book Awards]
Dodaj komentarz