We wstępie niniejszym postaram się krótko odpowiedzieć na jakże fundamentalne pytanie: jak zachęcić Pożeracza do książki zakupu? Otóż warunek pierwszy: być wydawnictwem przez Pożeracza lubianym, np. ArtRage. Oto warunek drugi: stworzyć jednolitą graficznie serię wydawniczą, np. Fikcje. Warunek zaś trzeci, najbardziej relatywny: zebrać niemało pozytywnych recenzji osób zaufanych. Z tak połączonych mocy powstaje… zakup. Tym razem szczęśliwcem okazał się Arek Kowalik i jego Dźwięki ptaków. Sprawdźmy, czy szczęśliwcem okazał się być i czytający.

Warszawa dziś i w (niezbyt odległej) przyszłości, a gdzieś w niej osoby nie do końca dostosowane lub nie w pełni z chwilą zgrane. Przeszłość kruszeje, przyszłość panoszy się bez skrupułów, a Wisła wysycha. Gdzieś na tych osiach czasu i miejsca spotkać można martwego korpoludka chodzącego do biura mimo zakończenia żywota, Włodek nie potrafi zapanować nad swoimi psimi nerwami, a Karo chce odzyskać nogi.
Arek Kowalik stworzył zbiór, który jest jednocześnie różnorodny, ale i spójny. Różnorodność objawia się tak gatunkowo, jak i w tonie tekstów. Dźwięki ptaków zawierają bowiem opowiadania fantastyczne (na przykład zahaczające o grozę) i realistyczne (do bólu), humorystyczne i trudne, surrealistyczne i depresyjne. Są imprezy, jest xanax, jest i korpożycie. Jest z tym powiązana jedna z zalet tych fabuł: rzadko są one tylko o jednym. Historia zmarłego korpoludka, który staje się psocącym w biurze poltergeistem, jest jednocześnie tekstem zabawnym, ale i mówiącym wiele o relacjach międzyludzkich i ich (nie)szczerości, nie tylko w kapitalistycznych molochach.

Kowalik (nie Arek)
Czynnikiem spajającym jest zaś nie tylko sama Warszawa, ale przede wszystkim pewne poczucie zagubienia, osamotnienia bohaterów. Na temat tego pierwszego elementu wypowiadać się mogę jedynie z zewnątrz, więc nie mam żadnych podstaw do oceny wiarygodności warszawskiej specyfiki. Dźwięki ptaków można pochwalić za ukazanie różnych stolicy zakątków oraz wizji (także fantastyczno-naukowych). Natomiast na poziomie emocjonalnym przekonywująco wypada element drugi. Postaci wykreowane przez Arka Kowalika gubią się, próbują znaleźć sobie miejsce, walczą ze swoimi lękami czy też próbują poradzić sobie w życiu pozagrobowym na różne modły, ale czytelnik może odczuć tu na pewnym poziomie poczucie wspólnoty. I to pomimo odmienności geograficznej czy też generacyjnej.
Mimo wspomnianego zróżnicowania tematycznego i gatunkowego, spójność czy też wspólność można zauważyć także w stylu. Opowiadania się tu uszeregowane kasetowo (ponumerowane i podzielone na stronę A i B), a w prozie jest rytm, melodia. Niestety, niektóre tony brzmią ciut fałszywie czy też zbyt wysoko – innym słowy: momentami jest zbyt dosłownie, metafory bywają przyciężkawe. Na sam koniec i już czysto subiektywnie dodam, że cieszy mnie swoiste przenikanie fantastyki do prozy (mimo wszystko) głównonurtowej. Niektórzy na zachodnią modłę przywołaliby pewnie tu termin speculative fiction, ale nie zmienia to faktu, że nuty science fiction czy grozy są tu wyraźne i czysto zagrane (trzymając się mojej marnej przenośni).

Czasem warto być czytelnikiem dającym się kusić przewidywalnie. Dźwięki ptaków trafiły w me ręce z powodów niekoniecznie literackich (otwarcie przyznaje się do wyrażonego we wstępie materializmu), ale literacko zbiór ten obronił się na tyle skutecznie, że na półce czeka już kolejny z serii. Opowiadania Arka Kowalika są zróżnicowane, ale przy tym spójne, emocjonalnie wiarygodne i sprawnie (z drobnymi zastrzeżeniami) napisane.
PS Jakoś przestałem pod recenzjami linkować do innych tekstów o danej książce. Postaram się do tego wrócić.
Dźwięki ptaków da się słyszeć i tam:
- Dwutygodnik
- Kultura Liberalna
- Miesięcznik Twórczość
Ryk aut niesie się szerokimi ulicami śródmieścia, odbija echem od rządowych budynków Kruczej i wpada w Nowogrodzką. Młody mężczyzna w środku nocy zrywa się z pościeli i oblany potem łyka tabletki, by wkrótce znów zasnąć.
Słyszałem, że najgłośniejsza osoba w pokoju jest zwykle najbardziej samotna. Tutaj cała ulica pełna jest głośnych ludzi.
Dodaj komentarz