Ponoć fanów Brandon Sandersona zwie się Sanderfanami. Może to i lepiej, że nie do końca zasługuję sobie na to miano… W końcu Wiatr i Prawda ukazała się pod koniec 2024, a ja przeczytałem ją dopiero niedawno. Choć z drugiej strony mam zamiar wsiąknąć w inne zakątki Cosmere. Tak w zasadzie to nie do końca wiem, dokąd zmierzam w tym wstępie, więc po prostu do sedna przejdę.

wiatr i prawda

Dalinar Kholin rzucił bogu Odiumowi wyzwanie: pojedynek czempionów ma rozstrzygnąć los Rosharu. Nie dość, że na przygotowania jest tylko dziesięć dni, to jeszcze wstąpienie Taravangiana podważa wcześniejsze plany obrońców. Zasady towarzyszące temu starciu prowadzą też do intensyfikacji walk w różnych regionach świata — Strzaskane Równiny, Azir i Thaylenah bronią się przed przeważającymi siłami przeciwnika lub okrutnej przebiegłości antagonisty. Jednak najważniejsza dla losów ich wszystkich może być misja Szetha i towarzyszącego mu Kaladina, którzy mają zbadać

W tekście poprzedniej recenzjiExcession Iaina M. Banksa — starałem się ubrać w słowa odmienność prozy serii Kultura. Wiatr i Prawda stanowi natomiast reprezentatywną ekspresję cech Archiwum Burzowego Światła czy też ogólnie pisarstwa Brandona Sandersona. Jedną z nich jest coś, co fani nazywają „lawiną Sandersona” (po angielsku funkcjonuje zbitka „Sanderlanche”). Jest to określenie na to, jak Amerykanin intensyfikuje końcówki swoich książek. Także tym razem ostatnie dwieście z hakiem stron przewraca, odwraca i przetacza się po czytelniku. Są więc zaskoczenia, pożegnania, porażki i zwycięstwa oraz tych dwóch ostatnich pozorności odkrywanie. A finał sprawia, że ogłoszona przez autora przerwa od cyklu boli mocno.

wind and truth cover art

© Michael Whelan

Oczywistą konsekwencją takiego zabiegu jest natomiast swoiste wyblaknięcie reszty książki. Nie oznacza to, że Wiatr i Prawda to nudne ponad tysiąc stron (w wydaniu polskim oba tomy razem mają 1584 strony), a potem ekscytująca końcówka. Może i tempo oraz intensywność są zauważalnie niższe, ale nie brak tam napięcia, przyspieszeń i nowości. Sanderson stworzył wielki (wielo)świat o bogatej historii i dzięki temu może czytelnikom serwować kolejne jego zakamarki, elementy i sekrety tak, by podtrzymywać ich zainteresowanie. Ojczyzna Setha i jego losy sprzed głównej fabuły, szczegóły pochodzenia i rozpadu Heroldów i tak dalej, i tym podobne — osoby, które dotarły mają za sobą te tysiące stron cyklu, zapewne będą zadowolone.

Podobnie jest i z samymi postaciami, ich drogą. Jak to w Archiwum Burzowego Światła bywa, na początku powieści starają (z różnym skutkiem) sobie radzić z konsekwencjami wyborów czy też wydarzeń z tomu poprzedniego. Kaladin porzuca wojsko, Shallan zdaje sobie radzić ze swoim rozdwojeniem, a wszystkich czeka jednak przynajmniej jedna brzemienna w skutkach (i oczywiście: niełatwa) decyzja. Jedyny element, który budzi u mnie poważniejsze wątpliwości to okołokaladinowa warstwa psychologiczno-terapeutyczna. Burzą Błogosławiony stał się bowiem swoistym wehikułem dla treści związanych z szeroko rozumianymi zaburzeniami psychicznymi. Sprawiają one wrażenie wyważonych, włączających i ogólnie konstruktywnych, ale maruda we mnie obawia się, czy nie są aby nazbyt uproszczone czy też nie budzą oporu przez zbytnią dosłowność. Choć ponoć specjaliści oceniają te wątki pozytywnie.

brandon sanderson

Na koniec zaś pora na zmierzenie się z bolączką pisania o entym tomie długiego cyklu. Wiatr i Prawda to tom piąty, więc czytanie niniejszej recenzji bez lektury czterech pierwszych będzie sztuką dla sztuki. Jeśli zaś ma się już wszystkie wcześniejsze pożarte i macie zamiar sięgnąć i po tę, to zapewne Wam się spodoba. Czekam więc aż przeczytacie i chętnie w dyskusję się wdam.

Ideały są martwe, chyba że stoją za nimi ludzie. Prawa istnieją nie dla samych siebie, ale dla tych, którym służymy.