Bywam czasem słowny w swej niesłowności i konsekwentny w niekonsekwencji. W blogowo-książkowym podsumowaniu zeszłego roku wspominałem bowiem nie tylko o bezegzemplarzowości recenzenckiej, ale i potencjalnych wyjątkach do niej. Jednym z nich było serii dokańczanie, a jako że dwie pierwsze części podobały mi się bardzo, to i trzecia pojawić się tu musiała. Oto więc pora na Dzieci pamięci.
Ziemia upadła, sama na siebie ściągając zagładę. Wśród desperacko próbujących przedłużyć „karierę” ludzkości znalazł się statek-arka Enkidu. Kierowany przez Heoresta Holta przewiózł swój cenny ludzki ładunek do potencjalnego nowego raju. Kilka pokoleń kolonia nadal istnieje, ale życie w niej do łatwych nie należy. Zwłaszcza, że znaczna część wiedzy technicznej została utracona. Jednak tę posiadają Ci, którzy przybywają z innego zakątka wszechświata. Czy przybyli na czas? Czy w ogóle zdecydują się wmieszać w losy kolonii?
Jako kolejny tom w serii, Dzieci pamięci to mieszanka powtórzeń schematów, ale i zauważalnych odstępstw od nich. Wraca prawidłowość kolonijno-planetarna, czyli kolejna część równa się następny statek-arka i próba kolonizacyjna. Tym razem jednak głównymi osadnikami są ludzie, a dokooptowane do pająków i ośmiornic kruki wskakują na scenę niejako z marginesu. Są one wykreowane ciekawie i w typowy dla Tchaikovsky’ego sposób ekstrapolowane zgodnie z gatunkowymi cechami (autor wspomina zresztą o Umyśle kruka jako jednej z inspiracji), więc tym bardziej szkoda ich niepierwszoplanowości. Nie brak tu retrospektyw, ale czas akcji jest tu dużo bardziej skoncentrowany w porównaniu z dwoma pierwszymi powieściami.

W tej części Adrian Tchaikovsky podjął niemałe ryzyko, gdyż oparł fabułę na schemacie niezbyt przez czytelników lubianym (eufemistycznie rzecz ujmując). Do tych zdecydowanie negatywnie nastawionych należy także autor wpisu niniejszego. Jednak zdradzenie szczegółów byłoby spoilerem znaczącym, więc ogólniki będą musiały wystarczyć. Przypuszczać można, że autor świadom był tych zapatrywań, ale tak czy tak: wyszedł z tego obronną ręką czy też piórem. Stwory ciekawskie kliknąć zaś mogą tekst rozmazany i konkrety poznać. Chodzi tu bowiem o swoistą modyfikację myku „wszystko było snem”, ale w duchu fantastyczno-naukowym sen zastąpiony zostaje symulacją. Wszystko to jest na tyle dobrze wplecione w opowieść i nie zostaje bezsygnałowo wywleczone w finale, że nawet Pożeracza nie odrzuciło.
Wspomniana powyżej koncentracja temporalna i gatunkowa oraz skrywany schemat sprawiają natomiast, że bardziej odczuwalne czy też dokuczliwe staje się niespieszne akcji tempo. Dzieci pamięci, podobnie jak i części poprzednie, nie należą do powieści o szaleńczo pędzącej narracji, ale w tamtych przeciwwagę stanowiły rozmach czasowy oraz naukowy. Tu natomiast podobną funkcję spełnia umiejętnie budowane napięcie i tajemnica. Można by w pewnym sensie rzec, że momentami Tchaikovsky skręca w stronę grozy i wychodzi mu to całkiem solidnie.

Dzieci pamięci trudno ocenić jednoznacznie. Z jednej strony jest to wartościowa kontynuacja, która zachowuje większość cech serii. Z drugiej jednak opisane powyżej odstępstwa stwarzają ryzyko rozczarowania nawet dla wiernych fanów. Nie powinno być jednak ono (to rozczarowanie) zbyt duże. Mnie zaś na pewno nie odwiedzie od sięgnięcia po część czwartą.
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję
Ale teraz byli tak blisko. Od nowego domu dzielił ich ledwie kroczek przez lodową otchłań. Możliwe, że ten niewidoczny świat miał nazwę, a mieszkańcy znali ją wraz z jego długą i skomplikowaną historią. Być może największym kryzysem, z jakim będą musieli się zmierzyć pokorni uchodźcy z Ziemi, będzie ten dyplomatyczny: negocjowanie lądowisk i przestrzeni życiowej. Ale Holt nie tracił nadziei. To będzie jego odpowiedzialność i wiedział, że podoła, nieważne, na jakie trzeba będzie pójść ustępstwa. W końcu ważył się los ludzkiej rasy. Znajdzie rozwiązanie.


Dodaj komentarz