Herezja się rzeczy. Chaos się rozplenia! Wystarczy przeczytać jedną książkę z serii, a już się w telefonie gry instalują, szpera się w odmętach wiki czy wręcz z błyskiem w oku spogląda na przeróżne figurki. Pora dać odpór tym herezjom i skupić na jedynie słusznej rozrywce: literaturze. Na ratunek przybywają Fałszywi Bogowie Grahama McNeilla.

fałszywi bogowie

Prowadzona przez ludzkość Wielka Krucjata trwa nieprzerwanie wśród gwiazd. Imperator powierzył dowództwo nad kampanią swojemu ulubionemu synowi, Horusowi. Jednak pomimo zwycięstw jego armiach Imperium narastają napięcia. Horus spotyka się z zazdrością i goryczą ze strony innych Prymarchów, a po odniesieniu poważnej rany podczas walk na Davinie czeka go walka z samym sobą, w jego umyśle. I będzie to walka dużo trudniejsza i znacząca niż którakolwiek z wcześniejszych. Czy Horus, gdy siły Chaosu kuszą go obietnicami władzy, zdoła oprzeć się ich wpływom w chwili, gdy jest najsłabszy?

Włodarze marki Warhammer 40000 podeszli do serii literackiej na sposób komercyjno-konglomeracyjny i zastosowali autorski płodozmian. Fałszywi Bogowie kontynuują bezpośrednio fabułę Wywyższenia Horusa, ale Dana Abnetta zastąpił Graham McNeill. Ten drugi musiał więc nie tylko wpisać się w zastany świat, ale i skorzystać z gruntu przygotowanego przez poprzednika. Tamten zaś spisał się zaskakująco (jak na taki towarzyszący produkt książkowy) dobrze, zwłaszcza odmalowując portrety psychologiczne postaci. I o ile Loken nadal dość przekonująco mierzy się z coraz bardziej intensywnymi wątpliwościami, to na innych frontach autor ustąpił literackiego pola. Żegnajcie niuanse wszelkie, witaj łopatologio.

Nim jednak nastąpi przewin ogłoszenie, niech zstąpi ku chwale Imperatora o zaletach napomknięcie. Fałszywi Bogowie wypadają bardzo dobrze, jeśli chodzi o warhammerową kwintesencję: epickie sceny epickich walk o epickim rozmachu. Może potrojenie przymiotników nieco przesadne jest, ale heroiczne popisy zakutych w imponujące zbroje wojowników wypadają efektownie i są efektywne w budowaniu poczucia ich… słabości. Kosmiczni Marines to potęga, ale to właśnie momenty ich (niemal) porażek robią największe wrażenie. Do pewnego stopnia dobrze wypada też budowanie napięcia związanego z Chaosem i jego emanacjami.

Jak nietrudno się domyślić, frazą kluczową w powyższym akapicie jest „do pewnego stopnia”. I niestety, reszta tego stopnia przypada akurat na wątek fabularny konstytutywny nie tylko dla tej powieści. Nie będzie wielkim zaskoczeniem ni też spoilerem (w końcu seria zwie się Herezją Horusa) objawienie, że chodzi o przejście Wojmistrza na stronę Chaosu. Chodzi, niestety, nie tylko o sam moment „konwersji”, ale i towarzyszące mu okoliczności. Nie dość bowiem, że bardzo grubymi nićmi szyta jest intryga, to jeszcze sam Horus zachowuje się w sposób zupełnie różny od tego, jak był opisywany wcześniej. Stało się więc to, co stać się musiało, ale czytelnik zostaje z wrażeniem, że ten przymus przyszedł ze źródeł niediegetycznych.

graham mcneill

Koniec końców Fałszywi Bogowie to całkiem znośna, lekkostrawna powieść. Bardzo dobrze wypada akcja, rozmach i wciąganie w świat Warhammera, ale zalicza zjazd pod kątem kluczowo-fabularnym i postaciowo-psychologicznym. Jest to po prostu towar zgodny z opisem — dostarcza to, czego czytelnik się spodziew i ni grama więcej.

Jesteśmy bardzo ciekawscy jako gatunek, zwłaszcza jeśli chodzi o wyznanie. Rzeczy, które władają naszą wyobraźnią, określają nasze życia i charakter. Stąd powinniśmy uważać, co wyznajemy, ponieważ to, w co wierzymy, określa jacy się staniemy.