Za czasów pięknych i minionych, gdy co tydzień lub dwa w kiosku nabyć można było (przy odrobinie szczęścia i nadmiarze kieszonkowego) komiksy superbohaterskie od TM-Semic, to Spiderman był moim ulubieńcem. Sentyment pozostał (bardzo lubię na przykład filmy z Tomem Hollandem), ale jeśli chodzi o obrazkowe historie, to Batman oferuje (póki co) więcej. Zaś Batman. Rok Pierwszy to kolejny rarytas od Franka Millera i Davida Mazzucchelliego.

Miliarder Bruce Wayne wraca do Gotham po dwunastu latach spędzonych za granicą, gdzie przygotowywał się do samotnej walki z przestępczością. Jim Gordon przeprowadza się z Chicag do Gotham wraz ze swoją ciężarną żoną, Barbarą. Gordon zaatakował skorumpowanego funkcjonariusza bez zebrania dowodów, więc nie ma łatwego startu w przeżartym korupcją mieście. Czas (i wiele obrażeń) pokażę, czy są gotowi wypełniać swe misje.
O ile recenzowany ponad trzy lata temu (ten wredny czas) Powrót Mrocznego Rycerze jest uznawany za ważny dla całego medium komiksowego, to Batman. Rok Pierwszy ma kluczowe znaczenie dla współczesnego postrzegania Mrocznego Mściciela. Przede wszystkim był to udatny wstęp do metamorfozy Gotham (czy w ogóle nietoperzowego uniwersum) w miejsce mroczniejsze i bardziej realistyczne, dojrzalsze i bardziej surowe. Frank Miller skutecznie i niemal bezpowrotnie odesłał w mroki zapomnienia (lub pogubionej nostalgii) anturaż swawolny czy też momentami komediowy. To z czym dziś kojarzymy Mrocznego Rycerza, zwłaszcza jego początki, to w niemałej mierze zasługa właśnie tej historii.

Pod względem fabuły i (re)kreacji świata Batman. Rok Pierwszy wypada świetnie i w oderwaniu od historycznego (nad)bagażu. Millerowi wystarczy kilka stron, by ukazać nie tylko skalę zepsucia w mieście, ale i wyraziście zarysować główne postaci. Ciekawe jest tu zwłaszcza początkowe odwrócenie (z braku lepszego określenia) kompetencyjne: pierwsze próby wymierzania sprawiedliwości kończą się dla Wayne’a solidnymi ciała uszkodzeniami, zaś Gordon okazuje się być wysoce efektywnym pomordziedawaczem z przeszłością w Zielonych Beretach. Obu daleko do ideału, obu na różne sposoby próbuje radzić sobie ze swoimi niedostatkami, co podkreśla tworzącą się między nimi więź.
Można by też napisać o paralelach ojcowsko-synowskich (Wayne z „duchem” ojca na ramieniu, Gordon niedługo ma zostać ojcem) czy też stosunku protagonistów do przemocy, ale te rozkminy zostawiam Wam, gdyż wypadałoby choć parę słów poświęcić warstwie wizualnej. O ile bowiem Miller napisał „nowego” Batmana, to Mazzucchelli nadał mu (i Gotham) kształt. Rysownik stawia na szczegóły i atmosferę – stawia na kontrasty między światłem a mrokiem. Korzysta też ze stosownym skutkiem z symboliki nietoperzo-wampirzej. Natomiast przemoc nie jest tu gloryfikowana wizualnie, a raczej przedstawiana realistycznie, co zresztą współgra z tekstem. Jak to w takich wydaniach zbiorczych bywa, dużo frajdy estetycznej zapewnia też podziwianie dodatkowych materiałów: szkiców, alternatywnych okładek i tym podobnych.

Frank Miller i David Mazzucchelli wespół w zespół stworzyli komiks ożywczy dla jednej z najciekawszych postaci superbohaterskiego (i popkulturowego) świat(k)a. Batman. Rok pierwszy stanowi bowiem nie tylko dobrze narysowaną, dynamiczną historię o walce o sprawiedliwość w skorumpowanym mieście, ale też odświeżyli znane motywy i wzbogacili je, umożliwiając ciekawe interpretacje.
Superbohaterowie są prawdziwi, gdy są rysowani tuszem.
Dodaj komentarz