Człowiek pięknie się stara. Kosi pieniądz, ma Jaguara. A na koniec wszystko ch… Wybaczcie te muzyczne nawiązania, ale tak mnie coś poniosło. Zupełnie jak wtedy, gdy śledząc wszystkie nowości i recenzenckie propozycje od wydawnictwa Vesper zupełnie przegapiłem Cień Hegemona. Gapiostwo to niewybaczalne pozwoliłem sobie jednak nadrobić dopiero na tegorocznych Poznańskich Targach Książki i dlatego recenzja z takim opóźnieniem względem premiery tu pojawia się.

cień hegemona

Choć po zwycięstwie nad Robalami Ender nie wrócił na Ziemię, a Szkoła Bojowa została zamknięta, pozostałe genialne dzieci stają niezwykle cennymi zasobami. Pokój trwał bowiem krótko, a w absolwenci mogą stanowić języczek u wagi, zwłaszcza gdy starcia nie ograniczają się do aren politycznych. Gdy dochodzi do porwać żołnierzy Armii Smoka, Groszek szybko domyśla się, kto za nimi stoi. Szybko jednak okazuje się, że jedynym zdolnym mu pomóc jest inny geniusz o wątpliwej moralności: bezwzględnie polityczne ambitny brat Endera, Peter Wiggin.

W recenzji pierwszego tomu tej (pod/obok)serii opisałem specyficzną sytuację fabularną, więc tym razem ograniczę się do potwierdzenia: choć od zakończenia Gry Endera coraz dalej, Card i tak musi mieć na uwadze pozostałe tomy cyklu głównego. Nie licząc tego ograniczenia, Cień Hegemona można traktować jako pierwszą samodzielną część, gdyż nie zazębia się już bezpośrednio z protoplastą. Da się to odczuć na polu fabularnym i po części światotwórczym. Po pierwsze, autor skręca tu w pełni w stronę thrillera politycznego. Choć główną osią pozostaje rywalizacja Groszka z Achillesem, to akcent przeniesiony zostaje z kameralnego na globalny, a dodatkowym wektorem zostaje Peter. Swoistymi zakładnikami w tej rywalizacji są zaś nie tylko najbliżsi, ale w zasadzie cała Ziemia.

cienie vesper okładki

Two down, three to go

I to właśnie w tym aspekcie ujawnia się wspomniana wolność światotwórcza. To ostatnie słowo użyte zostało zresztą nieco na wyrost, gdyż Card nie tworzy tu żadnej innej Ziemi, a po prostu roztacza przed czytelnikiem rozbudowaną wizję geopolitycznych napięć, rozgrywek i konfliktów w świecie postrobalowym, czyli warunkowanych i napędzanych przez umiejętności adeptów Szkoły Bojowej. Podobnie sprawa ma się z postaciami — ze względu na obecność, choćby poboczną, w cyklu głównym Peter Wiggin ma założony kołnierz częściowo ograniczający swobodę kreacyjną, ale w przypadku pozostałych postaci takich restrykcji nie ma. Największy ciężar emocjonalny ma tu oczywiście wątek Groszka i tajemnicy jego pochodzenia, ale kopnąć w nerki solidnie może też na przykład ukazanie relacji Petera z rodzicami.

Jak wspomniane zostało, Cień Hegemona to (geo)polityczny thriller i jako taki sprawdza się bardzo dobrze. Cardowi udało się zachować równowagę pomiędzy akcją, knowaniami i rozwojem postaci. Tempo akcji nie jest tu przesadnie szalone, ale w odpowiednich momentach przyspiesza, a napięcie rośnie. Nie przeszkadza to tym bardziej, że większą satysfakcje przynosi warstwa spiskowo-wywiadowcza. Same kulminacje są bowiem niejako dodatkiem do poprzedzających je pojedynków intelektów. Broń w ręce czy też arsenał danego kraju mają znaczenie, ale ważniejsze jest przechytrzenie wroga, odgadnięcie jego zamiarów i wyprzedzenie ruchów. Zresztą w przeciwnym razie taki Peter Wiggin odgrywałby rolę co najwyżej marginalną.

orson scott card podpis

Cień Hegemona pokazuje, że Orson Scott Card potrafi z kultowego science fiction zrobić bardzo dobry thriller. Orson Scott Card umiejęnie radzi sobie z ograniczeniami wynikającymi z pisania historii midquelowej. Daje swoim postaciom szanse na rozwój i tworzy ciekawe dynamiki w relacjach między nimi, ale przede wszystkim sprawnie prowadzi akcje i zapewnia czytelnikom mnóstwo geopolitycznej frajdy. Pozostaje sprawdzić, czy w kolejnych tomach rzeczywiście forma autora tak spada.

Kiedyś i ja będę miał kogoś, kto w progu będzie mnie całował na pożegnanie. A może tylko kogoś, kto założy mi opaskę na oczy, zanim mnie rozstrzelają. Zależy, jak się rozwinie sytuacja.