Był wywiad z Michałem Michalskim, była recenzja świetnej książki wybranej na otwarcie, nadeszła więc i pora przyjrzeć się pierwszej odsłonie serii eseistycznej. Chodzi oczywiście o imprint wydawnictwa ArtRage: Obroty. Wybranie Omara El-Akkada okazało się być posunięciem świetnym, a i Werner Herzog zdaje się być personą odpowiednio magnetyczną, by start nowego bytu wydawniczego wesprzeć. Sprawdźmy więc, czy Przyszłość prawdy broni się nie tylko osobą autora.

przyszłość prawdy

Werner Herzog może i nie jest jednym z najbardziej znanych reżyserów, ale na pewno jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych. Mam też wrażenie, że wśród bywalców bloga niniejszego rozpoznawalność ta jest niemal stuprocentowa. Jednak zadbam o ten (oby nieistniejący) potencjalny ułamek i dodam, że jest to człowiek wielu talentów: reżyser, scenarzysta, producent filmowy, aktor, pisarz, poeta. Za swe filmy fabularne i dokumentalne zdobył nagrody na chyba wszystkich najważniejszych festiwalach świata. Tym razem jednak eseistycznie mierzy się z jednym z PYTAŃ, które tym bardziej zasadne jest w czasach AI, deepfake’ów i politycznych manipulacji na wielką skalę.

Przyszłość prawdy to książka, którą trudno ocenić jednoznacznie. Po pierwsze: mamy tu do czynienia z przewagą chaosu nad strukturą, gawędy nad esejem. Od samego początku czuć, że Herzog nie miał żadnego konkretnego planu, a po prostu chciał podzielić się swoimi przemyśleniami. Skacze więc pomiędzy czasami, tematami, dziełami sztuki, własnymi doświadczeniami i przemyśleniami. Przywoływane są filmy, anegdoty, Verdi zestawiany jest z wyprawą na Marsa, a Mike Tyson wykazuje się wiedzą o Merowingach (zaiste nie spodziewałbym się, że trafię w takich zakątek, ale szczerze ten wywiad polecam). Grozi to zagubieniem i zwiększa obciążenie szarokomórkowe u czytelnika, ale i stwarza szansę na zajrzenie ciut głębiej pod powierzchnię.

werner herzog

 

Powyższy akapit brzmieć dla niektórych może odstręczająco, lecz z gawędami tak bywa, że ich xxx zależy od osobowości czy też umiejętności gawędziarza. Werner Herzog to artysta o bardzo bogatym i zróżnicowanym doświadczeniu twórczym — w końcu para się sztuką od lat ponad pięćdziesięciu. W książkowym kontekście ważniejszy jest jego specyficzny sposób bycia, urok. Jest twórcą, który zdaje się nie przepadać za kompromisami, a film Aguirre, gniew boży pokazuje, jak daleko jest w stanie posunąć się w swych poszukiwaniach. Na kartach książki ta brawura nie jest tak widowiskowa, ale owocuje

A co z samą prawdą? Osoby szukające odpowiedzi prostych i bezpośrednich tutaj też mogą napotkać pewien problem. Otóż Werner Herzog stworzył na własne potrzeby koncepcję prawdy ekstatycznej (orig. ekstatische Wahrheit). Jak pisze dla Dwutygodnika Paweł Mościcki ta: „objawia się zawsze w ruchu przekroczenia, ujawnia coś prawdziwego również w zmyśleniu, szaleństwie czy fantazji”. Artyście zależy więc nie tyle na samych faktach, a na poszukiwaniu czy też dążeniu do znaczeń ujawnianych przez pójście dalej, głębiej. Przyszłość prawdy tę ideą umacnia i osadza we współczesności.

przyszłośc prawdy

Autor: Andrés Fevrier, Flickr

Czy Przyszłość prawdy to typowy esej? Zdecydowanie nie. Czy jest to jednak lektura godna uwagi? Zdecydowanie tak. Choć nie jest to zbiór gotowych recept na przetrwanie w czasach fałszu i mistyfikacji, może stanowić zbiór wskazówek na drodze do takiego celu. Werner Herzog to artysta odrębny i warto ruszyć z nim na tę chaotyczną wyprawę.

W japońskich pociągach dużych prędkości połączenia są rozplanowane z sekundową dokładnością […] W jednym przypadku dyżurny ruchu na peronie przez pomyłkę wysłał pociąg trzydzieści sekund za wcześnie. W rezultacie rozdzielono partnerów biznesowych oraz rodzinę z kilkorgiem dzieci, która umieszczała właśnie bagaże w pociągu – dwoje z trojga dzieci zostało samych na peronie. Pracownik, któremu przydarzyła się ta wpadka, musiał kilka dni później wysłuchać reprymendy od jednego z członków zarządu spółki. Był obecny podczas tego łajania, ale to Yuichi Ichii wyszedł przed szereg i skłaniał się coraz głębiej w przepraszającym geście. W końcu, zgodnie z japońskim kanonem zachowania, uklęknął i znosił wyzwiska z rękami i kolanami na ziemi. Wszyscy zgromadzeni – prawdziwy sprawca, wysoki rangą przedstawiciel przedsiębiorstwa kolejowego i sam Ishii – wiedzieli, że chodziło o performance. Ale sensem tej inscenizacji było właśnie zachowanie twarzy dyspozytora.