Wydawnicze decyzje i perypetie niektórych, nawet lubianych i cenionych, autów bywają przedziwne. Petera Wattsa i jego Trylogię Ryfterów sprowadziła nad Wisłę Ars Machina, która to żywot zakończyła w 2014 roku. Później inicjatywę przejął MAG, który to zaczął od Ślepowidzenia i zdawał się trzymać mocno. Wydawać by się więc mogło, że to właśnie oni chwycą tę pierwszą serię, która w pewnym momencie białokrukowo osiągała ceny zawrotne, lecz do gry niespodziewanie wkroczył Vesper, który po skoku w klaustrofobiczne głębiny sięgnął też po opowiadania i eseje, które przybrały formę zbioru Masa krytyczna i inne materiały rozszczepialne.

Na sam początek oddam głos autorowi, który całkiem zgrabnie (jak to pisarz) opisał swą twórczość tu zawartą: „Piszę historie o gatunku, który żyje w uporczywej iluzji na swój własny temat. Piszę historie o niemal boskich intelektach trzymanych w ryzach przez idiotyzm zakodowany w pniu mózgu; o workach chemii i elektryczności, które z uporem lepszej sprawy wmawiają sobie, że przepełnia je Duch Boży. Opisuję ludzi takimi, jacy są, nie takimi, za jakich chcą uchodzić.” Jeśli zaś interesuje pigułka czysto obiektywna, to jest to zbiór publikowanych w różnych miejscach i formalnie ze sobię niepowiązanych opowiadań (sztuk piętnaście) i esejów (sztuk siedem).
Opowiadania zawarte w zbiorze Masa krytyczna i inne materiały rozszczepialne to doskonałe egzemplifikacje metody twórczej Wattsa, który na swe powieści kończy posłowiem wyszczególniającym naukowe inspiracje. O ile zaś w powieści zawsze jest ich mnogość, to w przypadku form krótkich mamy do czynienia z ekstrapolacją jednego konceptu czy też odkrycia. Są więc byty powstające gdzieś w odmętach interfejsu mózg-komputer, tworzenie wirusa mającego uratować świat w mocno niekonwencjonalny sposób czy też walka ze zbiorowymi świadomościami zagrażającymi ludzkości. Niektóre z konceptów powracają z zakątków powieści, ale są albo rozwinięte, albo ukazane z innej perspektywy. Obcowanie z tymi wytworami naukowej wyobraźni to jedna z największych przyjemności płynących z tej lektury.

A opowiadanie Masa krytyczna przywędrowało stąd
Wchłonięcie takiej liczby tekstów (tak prozatorskich, jak i publicystycznych) pozwala zauważyć pewną znaczącą prawidłowość. Chodzi mianowicie o to, że prowadząc swe ekstrapolacje Watts zawsze ląduje w podobnych okolicach, różniących się od siebie fabularnie motywowanymi szczegółowymi. Nieważne więc, czy chodzi o antykorporacyjne zombie czy sieciowe (nad)byty, świat zawsze ma kształty dystopijne — rządzą (mega)korporacje, panoszą się pandemie, klimat się rozpada. Warte odnotowania jest to, że te właśnie katastroficzne element traktowane są jako oczywista oczywistość. Apokalipsa przybiera formy różne, ale sama w sobie zdaje się być nieunikniona. Czytelnikowi pozostaje wybrać pomiędzy paniką a apatią.
Niestety, jest i na co ponarzekać — subiektywnie i obiektywnie. Te pierwsze dotyczą esejów i ich zasadność będzie uzależniona od stopnia tolerancji dla luźniejszej formy. Jak wyżej wyłożone zostało, proza Wattsa nie zapewnia zbyt wielu powodów do optymizmu, lecz jego teksty eseistyczne choć tematykę mają mają zbieżną, styl mają zdecydowanie mniej opresyjny. Momentami wręcz autor zdaje się być aż nadto gawędziarski. Jeśli zaś chodzi o ten mniej tendencyjny zarzut, Masa krytyczna i inne materiały rozszczepialne wypada znacznie słabiej od vesperowej średniej pod kątem redakcyjno-tłumaczeniowym. Tym razem pozwolę sobie potraktować jako przy pracy wypadek, ale zachowam czujność na przyszłość.

Tak w zasadzie całość mego wywodu można by podsumować tak: jeśli lubicie prozę Petera Wattsa, sięgajcie śmiało. Masa krytyczna i inne materiały rozszczepialne to zbiór opowiadań bardzo dobrze oddających styl i metodę twórczą autora, a czytelnika wpędzających w fascynacją podszyty pesymizm. Eseje zaś, może ciut zbyt gawędziarskie, ale stanowią ciekawe dopełnienie konceptów zawartych w opowiadaniach.
Tak właśnie działa ten świat: nic nie jest rzeczywiste, dopóki ktoś na to nie popatrzy. Nawet subatomowe cząstki naszych ciał istnieją tylko jako funkcje falowe; dopiero akt świadomej obserwacji na poziomie kwantowym sprawia, że kolapsują w coś konkretnego. Cały wszechświat jest nierzeczywisty u samej podstawy, jako nieskończona i hipotetyczna pustka, z kilkoma ziarenkami konkretu tam, gdzie tę mieszankę zestali czyjeś przypadkowe spojrzenie.
[Odtrutka na optymizm]
Dodaj komentarz